W jednym krótkim filmiku z okazji jubileuszu osiemsetlecia naszego Zakonu padają słowa:

„Głoście podążając śladami ponad 130 świętych i całego mnóstwa grzeszników”.

Sam należę bez wątpienia do tej drugiej grupy i czasami, w trakcie mojej krótkiej formacji zakonnej, miewałem wrażenie, że liczba tej pierwszej grupy nie wzrasta. Dzisiaj jestem przekonany, że były to tylko wątpliwości i Zakon jest piękną (choć niełatwą) drogą do świętości. Na co dzień tego nie widać i bardzo łatwo o tym zapomnieć pośrodku całej masy przyzwyczajeń i powszedniości. Ale ostatnie wydarzenia, bez dwóch zdań, są świadectwem tego, że dominikańskie legendy o świętości braci nie są bezpodstawnymi bajkami dla naiwnych. Pan powołał Dominika i chciał, żeby powstał Zakon oddany kontemplacji i kaznodziejstwu. Jedna z pięknych legend podaje, że święty Dominik w jednej wizji został porwany do nieba, gdzie dostrzegł wielu zbawionych zakonników, lecz w tej grupie nie dostrzegł swoich braci. Zasmucony zapytał Pana Jezusa o swoich braci. Wtedy Maryja odchyliła swój płaszcz pod którym znaleźli schronienie Bracia Kaznodzieje. Ten obraz towarzyszy nam od nowicjatu, gdzie przed wizerunkiem Opiekunki naszego Zakonu kończymy dzień.

Jestem głęboko przekonany, że grono „ponad 130 świętych” pod płaszczem Maryi ostatnimi dniami uległo powiększeniu o przynajmniej jednego. Myślę, że ostatni rok w Krakowie przeżyliśmy razem ze świętym. Oczywiście wcześniej o tym nie myślałem i dopiero śmierć Antka mi to uświadomiła. Był człowiekiem ‚niezajmującym’ i nienarzucajacym się swoją obecnością, ale zawsze ciepło usposobiony, życzliwy i pogodny. Miał swoje pasje, o których mógł długo opowiadać. Miał swoje zdanie, poglądy. Mimo całej swojej cichości, był bardzo wyrazisty i konkretny. Zdecydowanie był „jakiś”. Dopiero teraz uświadamiam sobie, że był człowiekiem prostym. Jego umiłowanie Chrystusa było takie ciche, takie nienarzucające się. Chyba właśnie przez to teraz jest dla mnie takie wyraziste.

Ta śmierć jest kolejnym głośnym wołaniem, które przypomina nam, że świętość wcale nie jest odległa. I nie dajmy sobie wmówić, że jest niemożliwa.

„Paweł, z woli Bożej apostoł Chrystusa Jezusa – do świętych, którzy są…” (Ef 1, 1)