Isabelle Aubry, przewodnicząca francuskiego stowarzyszenia „Wobec kazirodztwa”, opublikowała kilka dni temu wyniki badań społecznych. Wynika z nich, że co dziesiąty Francuz (około 6,7 miliona ludzi) był ofiarą kazirodztwa; 80 % ofiar to kobiety. Odpowiednio w 2009 roku około 2 mln Francuzów, czyli nieco ponad 2 % ludności, przyznawało się do bycia ofiarą relacji seksualnej w rodzinie.

Te wysokie liczby szokują. Trudno jednoznacznie wytłumaczyć tak gwałtowny wzrost; możliwe, że wzrost świadomości społecznej prowadzi do tego, że coraz więcej osób odważa się mówić na temat kazirodztwa. Być może jednak jest jeszcze jeden powód, o którym raczej nie przeczytamy w wysokonakładowej prasie. Rozszerzona definicja rodziny, w której coraz częściej prawnymi ojcami i matkami są osoby niezwiązane więzami krwi z dzieckiem, prowadzi do deptania jednego z najbardziej fundamentalnych moralnych tabu ludzkości, jakim jest relacja seksualna w rodzinie.

Jeśli mamy rzeczywiście do czynienia z gwałtownym wzrostem liczby przestępstw kazirodczych, przekreślałoby to narrację współczesnego feminizmu o tym, że za grzechami seksualnymi stoi zawsze kultura patriarchalna, która sprawia, że to mężczyźni rozciągają swoją władzę nad kobietami i dziećmi. Zlikwidowanie tej patriarchalnej władzy i seksualne „równouprawnienie” kobiet miało dzięki seksualnej rewolucji doprowadzić do bardziej sprawiedliwych i niedyskryminujących relacji.  Niewykluczone, że prowadzi dokładnie w przeciwnym kierunku.

W przeszłości kazirodztwo zawsze było chorym wyjątkiem od normy, a rodzina w zdecydowanej większości przypadków była miejscem bezpiecznym seksualnie. Francuskie badania pokazują, że zmierzamy w kierunku, w którym dziecko jest zagrożone przede wszystkim w rodzinie. Na miejscu tych, którzy proponują rozszerzenie tradycyjnej definicji rodziny o różne nowe formy rodziny zaproponowałbym ustawę, która stanowczo zabroni takich badań,  opisanych na początku. Najlepiej, gdyby wpisać do kodeksu karnego czarno na białym, że to katolicki kler broniący tradycyjnego rozumienia rodziny jest największym zagrożeniem dla dzieci. No i jeszcze jedno: czy ktoś wyobraża sobie możliwość przeprowadzenia rzetelnych badań dotyczących kazirodztwa i seksualnego wykorzystywania dzieci w tej forpoczcie nowego społeczeństwa, jakim są związki homoseksualne?