„ Marzę o kościołach pustych w czasie nabożeństw, bo parafianie akurat pójdą w odwiedziny do przykutych do łóżek braci i sióstr” – napisał w najnowszym Tygodniku Powszechnym Krzysztof Krzywania, stary druh, który w innych, już prehistorycznych czasach mówił kazanie na moich prymicjach w Poznaniu.
A 27 stycznia zmarł pan Kazimierz, którego odwiedzałem w domu, zanosząc komunię świętą chorym. Kilka ostatnich miesięcy odwiedzałem go w bloku, gdzie mieszkał. Był marynarzem. Opowiadał mi, jak od młodzieńczych lat realizował swoją pasję. Podróże i morze. Słuchałem z zaciekawieniem starego już człowieka, jak odpowiadając na pytania opowiadał o statkach, na których pływał. O marynarzach, kolegach. O miastach, które odwiedzał, muzeach, które zwiedzał. W czasie ostatniego spotkania pokazywał zdjęcia z wizyty u Jana Pawła II. Widziałem błysk w jego oku, choć wzrok już miał słaby, gdy przygotował te zdjęcia, z podobnym wzruszeniem pokazywał zdjęcia wnuczki.
Spotykam ludzi zamkniętych w domach od ośmiu lat. Nie wychodzących na zewnątrz, szczęśliwych, gdy ktoś do nich przyjdzie.
Pan Kazimierz, sam, swoją obecnością uczył mnie, choć o tym nie wiedział, wyhamowania w zabieganym świecie. I rozejrzenia się wokół siebie.
A Krzyś Krzywania, niepoprawny idealista, szukający całe życie bardziej autentycznego życia ewangelią, pisze jeszcze:
„Marzę, że w ośmiotysięcznej parafii, na terenie której dziś mieszkam, powstanie 40 lub 50 takich grup (czyli około 200 osób ), a może sto grup ( to tylko 500 zaangażowanych spośród kilku tysięcy parafian ). Te zespoły, których praca będzie koordynowana przez diakona, podejmą się opieki nad osobami lub rodzinami wymagającymi wsparcia: samotnymi ludźmi po udarach, seniorami z demencją, potrzebującymi całodobowej opieki z powody wieku; rodzinami, w których są osoby niepełnosprawne, dzieci z upośledzeniem umysłowym, z chorobami neurologicznymi ( stwardnieniem rozsianym, padaczką, stwardnieniem zanikowym bocznym itd. ), w stanach terminalnych, z chorobami przewlekłymi”.
Marzenia? Kościół mój widzę ogromny, a wezwania stojące przed nim jeszcze większe.
„Monitor Szczeciński”.