( Foto: Honoriusz Kowalczyk OP )

Jest dwa razy starszy niż
miesięcznik „W drodze”,
który założył czterdzieści
lat temu.

Trudno przecenić zasługi o.
Marcina Babraja w dziedzinie
dialogu religii z kulturą w trudnych
dla Kościoła czasach PRL-u.

Andrzej Babraj urodził się na Wołyniu
21 października 1933 r.
W 1940 r. jako siedmiolatek
zostaje deportowany wraz
z matką i dwójką sióstr do
Kazachstanu. Bez ojca, który
dwa lata później jako więzień Pawiaka zostanie
rozstrzelany w Magdalence. W najważniejszej
opowieści o swoim życiu, w rozmowie z Janem
Grzegorczykiem („W drodze” nr 12/2006),
powie: „Pamiętam, jak w nocy walili kolbami
w drzwi. Wieźli nas przez dwa tygodnie w bydlęcych
wagonach. Przy każdym wagonie stał
uzbrojony krasnoarmiejec w typowej czapce
– budionówce z jednym rogiem i czerwoną
gwiazdą. Wszystkie dzieci zachorowały na
odrę”. Wspomni, jak na „Trylogii” Sienkiewicza
uczył się języka polskiego, zbierał krowie łajno
na opał i jak uczył się modlitwy, kiedy wspólnie
odmawiane godzinki i różaniec podtrzymywały
na duchu.
Zesłaniec z Krasnej Polany po latach będzie
tam wracał, aby organizować pomoc i nieść
posługę religijną tym rodakom, którzy tam
mieszkają do dziś. Niektórzy pamiętają Andrzejka
sprzed kilkudziesięciu lat (imię Marcin
przyjął w zakonie). Podczas takiej podróży
zapyta polskiego ambasadora w Kazachstanie,
swojego przyjaciela Zdzisława Nowickiego,
czy słyszał kiedyś o Kumanach. Zdziwionemu
rozmówcy wyjaśni, że założyciel dominikanów
św. Dominik Guzman całe życie pragnął dotrzeć
na dalekie wschodnie stepy – na ówczesne
krańce świata – do Kumanów, mitycznego ludu,
aby im głosić Ewangelię. O. Babraj tak będzie
rozumiał swoje dominikańskie powołanie –
jako docieranie „na krańce”, gdy zaprosi do
współpracy we „W drodze” ludzi niekoniecznie
żyjących w centrum Kościoła.

Polonista i dominikanin

Jest absolwentem filologii polskiej Uniwersytetu
Poznańskiego – studiował w czasach stalinowskich.
Od 1958 r. pracuje w „Przewodniku
Katolickim”, w jego najlepszych, legendarnych
latach. Jego teksty religijne, o literaturze czy
recenzje filmowe publikowane na przełomie
lat 50. i 60. są publicystyką najwyższej próby
i do dziś odbiera się je jako prawdziwą ucztę
intelektualną. Młody redaktor, u którego
żywa wiara przenika się z humanistycznym
otwarciem na kulturę, jest związany z duszpasterstwem
akademickim dominikanów, jego
duchowym przewodnikiem jest o. Joachim
Badeni. Choć, jak sam mówi, doświadczenie
kryzysu wiary nie było mu wcale obce.
W 1962 r. wstępuje do zakonu. Studiuje
filozofię, teologię, ale po głowie ciągle chodzi
mu pomysł, aby polscy dominikanie znowu
mieli swoje pismo, tak jak przed wojną mieli
„Szkołę Chrystusową”. Po święceniach kapłańskich
w 1968 r. znowu pracuje jako redaktor
w „Przewodniku Katolickim”, jest także duszpasterzem
akademickim w Poznaniu. W głowach
młodych dominikanów – Marcina Babraja,
Jana Andrzeja Kłoczowskiego, Konrada Hejmy,
Jacka Salija, Aleksandra Hauke-Ligowskiego –
rodzi się pomysł wydawania pisma.

Dzieło życia

Na fali gierkowskiej odwilży udaje się załatwić
zgodę władz. Przy pesymizmie starszych braci,
ówcześni młodzi dopinają swego. We wrześniu
1973 r. wychodzi pierwszy numer. Ojciec Marcin
jest przez 22 lata redaktorem naczelnym.
W czasach Solidarności, w 1981 r. otwiera wydawnictwo
„W drodze” i zostaje jego szefem.
Lata 80. to złote lata dla dominikanów. Przy
klasztorze w Poznaniu gromadzi się inteligencja
i robotnicy. O. Marcin ma dar gromadzenia
ludzi. Z miesięcznikiem „W drodze” są związani
i na jego łamach pisują: Andrzej Kijowski, Anna
Kamieńska, Roman Brandstaetter – pisarze,
którzy po latach docierają do wiary żywej, do
Chrystusa i chcą także o tym doświadczeniu
poprzez literaturę opowiedzieć. O. Marcin im
w tym towarzyszy. Jako kapłan i spowiednik
przyjaźnił się także z Kazimierą Iłłakowiczówną.
Pisują do „W drodze” albo tłumaczą
Julian Stryjkowski, Paweł Hertz, Mieczysław
Jastrun, Jacek Kuroń (pod pseudonimem)
i inni. Wychodzą pierwsze krajowe wydania
książek, np. Barbary Skargi czy Herlinga-
Grudzińskiego.
Potem przyszły lata trudniejsze. Wolność
nas wszystkich zaskoczyła. Pragnęliśmy jej,
ale nie zawsze umieliśmy ją przyjąć z całym
inwentarzem. Trudności ekonomiczne,
wewnętrzne tarcia w redakcji i wokół niej. Jak to
trafnie określił Jan Grzegorczyk, sam przepracowawszy
w piśmie prawie trzydzieści lat, „na
wojnie dominikańsko-dominikańskiej straszliwie
ucierpiał sam miesięcznik”. W marcu 1995 r.
Marcin Babraj odchodzi z „W drodze”. Byłem
przy podejmowaniu tej decyzji jako nowy
dyrektor wydawnictwa pod tą samą nazwą.
Próbował to zrozumieć, mężnie przyjmował
do wiadomości. Idą nowe czasy, przychodzą
nowi ludzie. Ale skończyła się pewna epoka.
Uczył nas wtedy, jak po chrześcijańsku można
rozstawać się z dziełem swojego życia.

Mistrz

Towarzyszył jako kapłan w swoim życiu wielu
ludziom. Studentom, profesorom – prowadząc
dla nich spotkania i wykłady, kontynuując
dzieło zainicjowane przez profesora Stanisława
Kasznicę. Prowadził rekolekcje, spowiadał.
Przyjaźnił się z pisarzami, malarzami, twórcami
kultury. Uczył wielu, jak posługiwać się
piórem. Niejeden redaktor, także dominikanin,
doświadczył jego zaostrzonego ołówka. We
własnej pracy nie przeszedł nigdy granicy komputerowej
klawiatury, internetu, ale techniczne
nowinki od początku były obecne w wydawnictwie
i w miesięczniku. Jest człowiekiem
kontaktu osobistego. Raczej milczący, woli
słuchać i wczuwać się w innych. Jest dominikaninem,
który w drugiej połowie XX wieku
najpiękniej, jak tylko sobie można wyobrazić,
realizował charyzmat naszego zakonu: bycie
z ludźmi i dla ludzi. Także z tymi, którzy stoją
poza widzialnymi granicami Kościoła.
Prezydent Polski na 80. urodziny zakonnika
odznaczył go Krzyżem Oficerskim Orderu
Odrodzenia Polski. O. Babraj mieszka dziś
w Krakowie, w najstarszym dominikańskim
klasztorze, cierpliwie znosząc niedogodności
uciekającej pamięci. Ojcze Marcinie –
ad multom annos!

(Tekst na 80 urodziny ojca Marcina: Tygodnik Powszechny – 2013 r. )