Minął nam niepostrzeżenie niemal, pod osłoną nie-nocy i nie-nieba chyba, czegoś innego raczej, Światowy Dzień Poezji. Zastanawiałem się, czym by go uczcić. Może wierszem Niektórzy lubią poezję. Albo innym, innego poety: Ars poetica, czy nawet całym Traktatem poetyckim? Może dobry byłby jeszcze inny: Wybrańcy gwiazd czy ten, który zaczyna się słowami: „Niewiele zostanie Ryszardzie naprawdę niewiele/ z poezji tego szalonego wieku…”. Można by też sięgnąć po starożytności, np. wiersz chińskiego poety, którego początek taki idzie: „Nie ma wśród ludzi nikogo bez wady./ Moją wadą jest pisanie wierszy…” (ale obecnie „Made in China” źle widziane).

Ostatecznie, tkwiąc w określonym czasie i okolicznościach, sięgam do „pierwszych skojarzeń”, a one przybierają postać dobrze w pamięci zakorzenionych wierszy. Pierwszy z nich, to Zbigniewa Herberta Potwór Pana Cogito:

Szczęśliwy święty Jerzy
z rycerskiego siodła
mógł dokładnie ocenić
siłę i ruchy smoka

pierwsza zasada strategii
trafna ocena wroga

Pan Cogito
jest w gorszym położeniu

siedzi w niskim
siodle dolin
zasnutej mgłą

przez mgłę nie sposób dostrzec
oczu pałających
łakomych pazurów
paszczy

przez mgłę
widać tylko
migotanie nicości

potwór Pana Cogito
pozbawiony jest wymiarów

trudno go opisać
wymyka się definicjom

jest jak ogromna depresja
rozciągnięta nad krajem

nie da się przebić
piórem
argumentem
włócznią

gdyby nie duszny ciężar
i śmierć którą zsyła
można by sądzić
że jest majakiem
chorobą wyobraźni

ale on jest
jest na pewno

jak czad wypełnia szczelnie
domy świątynie bazary

zatruwa studnie
niszczy budowle umysłu
pokrywa pleśnią chleb

dowodem istnienia potwora
są jego ofiary

jest to dowód nie wprost
ale wystarczający…

Jest jeszcze wiersz Steve’a Kowita „Ostrzeżenie” i taki jego fragment:

… Pamiętajcie, którzy to czytacie,
padać od czasu do czasu na kolana
jak poeta Christopher Smart,
i całować ziemię i radować się
i dobrze wykorzystywać czas
i okazywać życzliwość wszystkim,
nawet tym, którzy na to nie zasługują.
Bo choćbyście nie wierzyli, to nastąpi,
was też któregoś dnia nie będzie…

Rzecz jasna Światowy Dzień Poezji, to tylko „dzień” – jest, mija, w rocznym cyklu znów powraca. Nie o niego chodzi. I także nie o powrót do jednego czy drugiego ulubionego wiersza. Osobiście chodzi mi o wdzięczność wobec niej, poezji. Bo z pewnością przynajmniej odrobinę rozszerzyła moje horyzonty i choć trochę, mam nadzieję, nauczyła myślenia nie-zero-jedynkowego. Tak, myślę, że poezja ma taką moc: uczy patrzenia, nazywania, rozumienia w jakimś innym świetle, pod innym kątem widzenia, nieraz może bardziej przenikliwego lub bardziej wolnego, sam nie wiem. Ale uczy też szacunku dla tajemnicy, dla tego co między słowami i co słowom się wymyka. Jeden z tomików Edwarda Hirscha nosi tytuł Dzika wdzięczność – no więc właśnie tak: mam wobec poezji dziką wdzięczność.

Ps. Niektórzy twierdzą, że poezja ma też moc prorocką, inni mówią, że nie – więc nie wiem. Ale jeśli ma, to ciekawe, co może oznaczać początek Ziemi jałowej T.S. Eliota: „Najokrutniejszy miesiąc to kwiecień…”?