Przeglądam notatki z rekolekcji ignacjańskich III Tygodnia sprzed kilku lat. Czytam wprowadzenie do modlitwy: Mk 8, 27-33. Jezus zapowiada tu uczniom czekającą Go mękę. Uczniowie przyjmują tylko część tego, o czym im mówi – wiadomość o męce. Zupełnie nie dociera do nich komunikat, że „trzeciego dnia zmartwychwstanie”. To, co słyszą, przeraża ich. Piotr upomina Mistrza. Jak to? Ten, Który uciszył jezioro, Który działał znaki i cuda na ich oczach „musi wiele cierpieć”? Ma zostać odrzucony i zabity? Ta wizja słabego Boga nie mieści im się w głowie.

Pytam dziś siebie samą: czy to się mieści w mojej głowie? Czy potrafię być wierna Bogu, Który okazuje słabość, Który milczy, Który nie czyni spektakularnych cudów w moim życiu, Który, wydaje się, jakby stracił całą swoją moc…?

Czy potrafię być wierna Bogu obecnym w człowieku? Jak reaguję w obliczu słabości kogoś, kto do tej pory był dla mnie autorytetem, kto był oparciem? Jak reaguję w obliczu słabości przyjaciela? Uciekam, unikam? Okazuję żałosną litość z piedestału poczucia swojej własnej duchowej mocy? Udzielam dobrych rad, bo przecież „chcę pomóc i przecież wiem, jak pomóc”? Udaję, że rozumiem, chociaż nie rozumiem?

„Weselcie się z tymi, którzy się weselą, płaczcie z tymi, którzy płaczą.” (Rz 12, 15)

Chrystus idzie Swoją Królewska Drogą Krzyża (por. O naśladowaniu Chrystusa). My, Jego uczniowie, skoro zdecydowaliśmy się pójść za Nim, również podążamy tą Drogą! Nasze słabości są w nią wpisane. Jeśli klękam przed Jezusem upadającym pod krzyżem, to tak samo powinnam z wielkim szacunkiem klękać przed upadającym człowiekiem – przed moją siostrą i bratem, którzy niosą krzyż – krzyż całkowitego zawierzenia siebie Bogu.

Usłyszmy wszystko, co mówi Jezus – „Syn Człowieczy po trzech dniach zmartwychwstanie”. Ta słabość Boga jest tylko chwilowa. To słabość, która w rzeczywistości ukazuje Jego moc, moc miłości, bo ta męka i śmierć to jest właśnie MIŁOŚĆ. Ona owocuje zmartwychwstaniem. Miłość Boga jest tak wielka, że wyrywa Jezusa ze snu śmierci – tak bardzo Bóg mnie ukochał!

„Jak śmierć potężna jest miłość.” (PnP 8, 6)

Katarzyna