Kiedy Odpowiedzialna Instytutu wyraziła pragnienie, bym reprezentowała naszą Wspólnotę na spotkaniu Rodziny Dominikańskiej w czasie Światowych Dni Młodzieży w Krakowie, byłam daleka od entuzjazmu. Dlaczego ja? Są przecież osoby mądrzejsze, młodsze, energiczniejsze, zdrowsze. Ja nie znajdowałam w sobie odpowiednich sił. Poza tym źle się czuję w tłumie, hałasie – a tam będzie mnóstwo ludzi z całego świata. Dodatkowo kolidowało to z moimi planami wakacyjnymi – pobytem w miejscu, w którym bardzo pragnęłam być, a gdzie zaproponowano mi jedynie ten termin. Musiałabym zrezygnować… Miałam jednak świadomość, że propozycja dana przez Odpowiedzialną nie jest tej samej wagi, jak wiele innych, które otrzymuję: ślubowałam przecież posłuszeństwo. I tak mocowałam się ze sobą przed Bogiem, gdy w Liturgii Godzin przeczytałam: „Bądź mężny i mocny! Nie bój się i nie lękaj, ponieważ z tobą jest Pan, Bóg twój, wszędzie, gdziekolwiek pójdziesz” (Joz 1, 9). Dla ostatecznej pewności usłyszałam jeszcze zachętę ze strony spowiednika i podjęłam decyzję: „Pojadę!”

Pojechałam i wróciłam obdarowana ponad miarę. Doświadczyłam dobra, jakie niesie ze sobą Wspólnota. Przez mieszkające w Krakowie członkinie Instytutu zostałam przyjęta z miłością, ich dom stał się moim domem. Na każdym kroku otaczała mnie wielka troska, by niczego nie brakowało, bym czuła się dobrze. Mogłyśmy się lepiej poznać, odkryć swoje bogactwo i niepowtarzalność. Poczuć, że, chociaż jesteśmy różne, mocno łączy nas więź wspólnego powołania. Trudno wyrazić wzruszenie, gdy patrzyłyśmy z balkonu na zbliżający się samolot wiozący Ojca Świętego, a potem razem oglądałyśmy transmisję powitania.

Wieczorem pojechałyśmy do bazyliki ojców dominikanów. Ulice i rynek opanował wielokolorowy, rozbawiony tłum. I wcale mi to nie przeszkadzało, całą sobą chłonęłam atmosferę radości i entuzjazmu wiary. W bazylice uczestniczyłyśmy w uroczystej Mszy Świętej, a potem w spotkaniu z Ojcem Generałem Bruno Cadorè i przedstawicielami różnych gałęzi Rodziny Dominikańskiej. Czułam wielką wdzięczność wobec Pana Boga, że powołał mnie do Rodziny, która jest ubogacona tak wspaniałą tradycją. Zgłębiając przeszłość, czułam, jak mocniej wrastam w teraźniejszość i z odwagą patrzę w przyszłość. Doświadczyłam dumy z przynależności do mojej Wspólnoty, zrozumiałam, że jesteśmy dla siebie wzajemnie darem  – ona dla mnie, a ja dla niej. Na nowo odkryłam i doceniłam moją tożsamość osoby świeckiej konsekrowanej i swoje miejsce w Kościele.

Ostatnie dwie godziny czuwania spędziłam przy relikwiach bł. Pier Giorgio Frassatiego. Bł. Piotr Jerzy jest mi bliski od dawna, ciągle odkrywam piękno jego człowieczeństwa. W głębi serca marzyłam, że może dane mi kiedyś będzie pomodlić się przy jego grobie w Turynie. Bóg sprawił, że nie musiałam jechać tak daleko. W krakowskim kościele dominikańskim spotkałam się ze swoim Przyjacielem. Było to spotkanie upragnione, intymne, pełne wielkiej bliskości, niosące umocnienie. Warto było podjąć każdy trud dla przeżycia tego czasu.

Chcę jeszcze dodać, że po powrocie z Krakowa wyjechałam na kilka dni wypoczynku w  miejsce inne niż początkowo pragnęłam. Przeżyłam wspaniały czas, otoczona miłością sióstr loretanek, zbudowana świadectwem ich ewangelicznego życia. Zanurzyłam się w pięknie przyrody, w ciszy prowadzącej ku kontemplacji. Dotknęłam Nieba… I doświadczyłam wielkiej wartości posłuszeństwa, zaufania, otwarcia na prowadzenie Boga, który najpiękniej reżyseruje ludzkie życie.

Diana