Nic nie przyniosłem.
Nic nie zabiorę.
Liczy się tylko Miłość…
                                           Zenon Faszyński „Moja chwila”

Wiersz „Moja chwila” ukazał się w zbiorze poezji Zenka „A kiedyś miałem sen…” wydanym w 2006 roku.

27 stycznia 2017 r.– po ciężkim udarze Zenek odszedł do Pana…

Poeta – ale najpierw Zenek. Kiedyś młody, zakochany, z własnym pomysłem na dalsze szczęśliwe życie. Okazało się, że Pan Bóg miał zupełnie inny, przedziwny i niepojęty pomysł na życie Zenka.

Sparaliżowany po tragicznym wypadku, do końca życia niepełnosprawny – i do końca całym swym życiem potwierdzający, że otrzymał od Pana Boga tę SWOJĄ CHWILĘ, w której LICZY SIĘ TYLKO MIŁOŚĆ…

Poznałam Zenka jeszcze wtedy, gdy wraz z mamą i „umysłowo sprawnym inaczej” bratem Irkiem żyli w bardzo trudnych warunkach, zarówno lokalowych jak i materialnych. Od tamtego czasu wraz z Zenkiem i kilku najbliższymi przyjaciółmi tworzyliśmy „ekipę twórczą”, dzięki której Zenek nie musiał pójść do hospicjum… Wspólnie działaliśmy, a dzięki wspaniałej poezji Zenka mogliśmy przekazywać innym  te wartości, które są najważniejsze i mocno osadzone w Panu Bogu, w wierze… Ewangelizowaliśmy przede wszystkim młodzież, ale wędrowaliśmy też po parafiach, aby ukazać, jak wielkie i niepojęte są Panaboże dzieła i jak Pan Bóg potrafi – nawet przez całkowitą niepełnosprawność ludzkiego ciała – umacniać tych, którzy się źle mają na duszy…

Dopiero po jakimś czasie przyznałam się po kryjomu Zenkowi, że jestem świecką konsekrowaną. Jak się okazało miało to ogromne znaczenie, gdyż dzięki temu mogliśmy wspólnie się modlić, a tym samym  dokonywać o wiele więcej. Nasza przyjaźń potwierdzała mądrość słów Simone Weil: „Nic tak nie łączy ludzi, jak przyjaźń przyjaciół Bożych”.

Teraz z perspektywy wielu lat, brzemiennych w wydarzenia rodzinne – najpierw śmierć mamy Zenka, niedawno brata, a ostatnio ciężki udar – jeszcze inaczej na to patrzę. Teraz po prostu dostrzegam spotkanie z Zenkiem w wymiarze Daru… To był Dar niezwykłego i wspaniałego życia Zenka, dany nam, zwykłym ludziom. Dar nie do opisania. Wspólne dni i noce pełne bezradności w cierpieniu i przedziwnej mocy, kiedy pochylaliśmy się z wiarą i nadzieją nad kruchością człowieka. Gdy uczestniczyliśmy w codziennym misterium podnoszenia aż na wysokość Krzyża tego, co po ludzku wydawało się niemożliwe… Kiedyś Zenek napisał o tym Misterium Miłości w wierszu „Miłości pragnę” :

Dziś mówię – pas, aby jutro
Po raz kolejny pozwolić się ubrać, wziąć na ręce
I dla Niego, tylko dla Niego
Ciągle szukać, zachęcać, prosić:
Weź w ręce cierpienie
I trzymaj, jak kapłan trzyma Hostię
Z miłością, szacunkiem i czcią.
Aby godnie nosić imię – Człowiek
.

To Misterium Miłości dokonywało się dzięki niepełnosprawnemu Zenkowi, wokół którego utworzył się nieformalny wolontariat. Dlatego Zenek mógł do końca swoich dni mieszkać w swojej izdebce, tworzyć, ewangelizować… To był ów „pomysł” Boga, który potrafił przez Zenka, przez jego cierpienie, jego całkowitą cielesną niepełnosprawność – usprawnić aż tak ludzkie serca, że utworzyły nieformalne Hospicjum Miłości…

Swoim wierszem: „Wyznanie” – Zenek otwierał nas, po raz kolejny, na prawdziwą Miłość.

Nie znam granicy swojej słabości.
Nie znam granicy Twojej mocy.
Ale to wiem:
Krzyżem lęk odjąłeś,
Słabość mocą uczyniłeś.
Jak Cię nie kochać, Panie?!

Pogrzeb Zenka był wielkim zgromadzeniem ludzi, w których Bóg ma na pewno upodobanie. Przyszli wszyscy, którzy w jakiś sposób „dotknęli” tego pięknego Daru życia Zenka – jeszcze tu – aby już teraz wychylać się ku wieczności – i Tam „odwiedzać” go modlitwą i tęsknotą serdeczną.

Wystarczy powtórzyć wersety – kiedyś zarejestrowane przez śp. Zenka:

Umarł – ale żyje.
Odszedł – ale pozostał.
Przegrał – ale zwyciężył.
Wierzysz ?!
Umrzesz a żyć będziesz
Odejdziesz a pozostaniesz.
Przegrasz a zwyciężysz.
Wierzysz?!

K.B.