Minęło już przeszło pięćdziesiąt lat, gdy w zachwycie i nadziei wypowiedziałam TAK, aby bezwarunkowo naśladować Jezusa czystego, ubogiego i posłusznego.

Na pewno i teraz, i wcześniej, nie raz przyszło mi spojrzeć Prawdzie w zapłakane oczy, ażeby na nowo – dzięki Bogu i Wspólnocie – iść dalej… Także „dzięki” własnej niemocy mogłam doświadczać ogromu Bożego Miłosierdzia i wielkoduszności ludzi. Codzienne życie radami ewangelicznymi było i jest ową Wartością, której stale na nowo poszukuję i – o dziwo – stale na nowo ją odnajduję.

Warunki życia zmieniały się i na pewno zmieniać się będą, ale w naszych Konstytucjach jasno mamy zapisane: „Dobrowolne ubóstwo wymaga, dziś bardziej niż kiedykolwiek, solidarności z tymi, którzy są pozbawieni wszystkiego – dóbr materialnych i duchowych…”

Problemy pojawiają się coraz częściej, gdyż pojęcie ubóstwa coraz częściej zaczyna się traktować relatywnie. Oczywiście można posiadać wiele i być naprawdę ubogim, a można nic nie mając być przywiązaną do jakiegoś drobiazgu, którego nie umiemy się pozbyć. Stąd coraz częściej padają pytania o granice kompromisu: Czy w ogóle być powinny, a jeśli tak, to jakie są granice kompromisu w świetle ewangelicznego radykalizmu – także w ubóstwie ?

Łatwo jest oceniać innych. Jeszcze łatwiej stawiać tym innym, zwłaszcza księżom, wysokie wymagania… Dlatego pytam sama siebie: Jak to jest ze mną? Jak jest w mojej Wspólnocie?

Podziwiamy papieża Franciszka. Z zachwytem pochylamy się nad radykalizmem rekolekcyjnych refleksji o całkowitym zawierzeniu i oddaniu się Chrystusowi ubogiemu. Podobają się nam treści zawarte także we współczesnych pozycjach traktujących o  konieczności radykalizmu w życiu konsekrowanym. Podziwiamy… Ale czy rzeczywiście odważnie i wiernie naśladujemy Chrystusa ubogiego? Czy cierpimy głód z głodnymi na ciele i duszy, czy może zaledwie dzielimy się z innymi tylko tym, czego mamy w nadmiarze???

Piszę o tym, bo coraz częściej „ocieram się” o własną  niemoc, a także o swoisty dualizm w naszym życiu konsekrowanym. Podpieramy się nowoczesnością – jakby była ona narzucona nam przez XXI wiek…
Piszę o tym, bo czuję, że coraz częściej, jakby niechcący, idziemy na kompromis. Co więcej i co gorzej – coraz odważniej przesuwamy owe granice kompromisu – aż do urealniania w naszym życiu dobrobytu, który jawi się nam, osobom konsekrowanym przecież – jako oczywistość, która nam się wręcz jakoby należy… Szatan ma to do siebie, że działa sprytnie i podsuwa atrakcyjne rozwiązania, które mają służyć tzw. dobru…

Dlatego próbuję pytać za naszym św. Janem Pawłem II: „Jak to, co robimy, lub co mamy zamiar uczynić, przystaje do Ewangelii?”
Dlatego dziękuję naszej Założycielce i moim najstarszym Współsiostrom, że pośród „trudu dnia i spiekoty” tworzyły naszą Wspólnotę, w której ubóstwo było czytelne i jednoznaczne.
Ale przede wszystkim dziękuję Panu Jezusowi, że zawsze był, jest i będzie bezkompromisowy… Że zawsze zachęcał i zachęca, aby oddać wszystko… Nie troszeczkę, ale wszystko! Że, po prostu, nie pozwalał swoim uczniom brać ze sobą czegokolwiek – ani torby, ani trzosa…

Święty Ojcze Dominiku,
pomóż nam iść za tobą naśladując twoje cnoty.
Uproś nam łaskę żywej wiary,
wierność Chrystusowi, Kościołowi i naszemu powołaniu

K. B.