Od wielu lat – i to coraz częściej – w naszej Wspólnocie świeckich konsekrowanych  – pojawia się pytanie: na czym właściwie powinno polegać braterstwo, o co w tym braterstwie chodzi i w czym ma się ono przejawiać?

W naszych Konstytucjach zapis jest prosty: Członkinie Instytutu, mimo swego rozproszenia w świecie, są wezwane do głębokiej jedności braterskiej, urzeczywistniającej się w relacjach między nimi, wymianie myśli i łączności w modlitwie. Różnorodność temperamentów, wieku, poglądów i środowisk powoduje różnice punktów widzenia, a czasem nawet konflikty, ale to nie stoi na przeszkodzie prawdziwej więzi braterskiej, której wzorem jest pierwsza gmina jerozolimska, gdzie „bracia mieli jedno serce i jedną duszę”. (Dz 6,32 ) Dalsze, bardziej szczegółowe zapisy na temat braterstwa, wyjaśniają na pewno wiele, ale, jak wspomniałam, od dłuższego czasu pojawiają się różnorodne i swoiste dylematy.

Niektóre z nas uważają, że mamy za mało spotkań, że przebywanie razem powinno być jeszcze częstsze. Inne próbują szukać przyczyn w braku wspólnotowego „Domu” (kiedyś takowy posiadałyśmy), a jeszcze inne mają jeszcze inne zdania na temat, jak powinno to braterstwo wyglądać i co trzeba uczynić, aby było lepiej.

Tegoroczne rekolekcje, które przeżywałyśmy pod kierunkiem nieocenionego O. Janusza Pydy OP, rzuciły także nowe światło na temat braterstwa, nie tylko w zakonie dominikańskim ale także w takiej jak nasza – też dominikańskiej – wspólnocie świeckich konsekrowanych.

Właśnie w czasie tych rekolekcji jeszcze bardziej uświadomiłam sobie, że każda z nas przybyła właśnie do tej Wspólnoty z jedynego „powodu”. Po prostu poprzez swoje TAK wypowiedziane Chrystusowi zadzierzgnęła więź z tą konkretną Wspólnotą. To najgłębsze i trwałe TAK stało się ową nicią wiążącą tak mocno, że wszystko inne jest już wtórne, że wszystko inne co dokonuje się tu i teraz jest jedynie konsekwencją tego wyboru, powołania i podjęcia trudu współbudowania Chrystusowego dzieła.

Myślę, że trud budowania wspólnoty jest wówczas skuteczny, jeżeli będzie realizował się na tym najważniejszym, jakkolwiek niekoniecznie zawsze widocznym, fundamencie, którym jest nasze oddanie się Bogu.

Pewnie to żadne odkrycie, ale słowa, które wybrzmiały w czasie rekolekcji: „razem nie znaczy wspólnie”, wyzwoliły we mnie nową świadomość i nadal prowokują do jeszcze głębszego poszukiwania tego, o co tak naprawdę chodzi w naszym braterstwie, bo… nie tylko liczba spotkań, nie tylko bywanie razem, nie tylko ilość telefonów, sms-ów… Nie tylko to ! To jest ważne, potrzebne, a nawet konieczne, bo to jest ów trud budowania wzajemnych relacji… Ale to nie oznacza, że ktoś nie jest prawdziwie we Wspólnocie, jeśli nie ma możliwości realnego przebywania razem… Albo też odwrotnie: że jest we Wspólnocie tylko dlatego, że pojawia się na każdym spotkaniu. Ojciec ma rację: można być razem, ale nie być WSPÓLNIE!

Dzielę się swoimi porekolekcyjnymi refleksjami, gdyż trzeba nam pewnie od nowa, a raczej stale na nowo, dążyć do prawdziwego braterstwa, a możliwe jest ono tylko wtedy, gdy doświadczymy najpierw prawdziwej jedności z Chrystusem posłusznym, ubogim i czystym… Gdy stawać się będziemy coraz bardziej Jego „bratem i siostrą”… Dopiero wtedy nasz trud budowania Wspólnoty zaowocuje nie tylko „Razem”, ale też na pewno „Wspólnie”.

Kocham naszą Wspólnotę i raduję się każdym zmaganiem o coś więcej, lepiej, jak też – i przede wszystkim – prawdziwiej… Jestem przekonana, że nieustanne poszukiwania są jednocześnie dążeniem do tej jedynej, prawdziwej WSPÓLNOTY – JEDNOŚCI, która poprzez głębokie relacje z Bogiem, wzajemne prawdziwe relacje pomiędzy członkiniami, a także ewangeliczne relacje z innym ludźmi – przyniosą Boże owoce, które będą dobre, obfite i trwałe…

Przy okazji: WIELKIE DZIĘKOWANIE, ogromne BÓG ZAPŁAĆ – Ojcu Rekolekcjoniście, który tak wymagająco, a jednocześnie „z łagodnością właściwą mądrości” i charyzmatowi św. Dominika, ukazywał nam głębię i potrzebę życia konsekrowanego w świecie.

Cóż… Braterstwo jest nam nie tylko dane, ale i zadane. Zatem pozostał nam ów trud nieustannego budowania braterstwa, ale, jak już wiemy – budowania na tym najgłębszym, naszym osobistym braterstwie z Chrystusem… A wtedy każde RAZEM będzie znaczyć WSPÓLNIE…

/K.B./