Jesteśmy jako społeczeństwo podzieleni i doświadczamy tego boleśnie w czasie rodzinnych i towarzyskich spotkań. W polskim i europejskim życiu publicznym trwa ostry spór polityczny, który zadecyduje o przyszłości naszego kraju i kontynentu. Wszyscy na różny sposób w tym sporze uczestniczymy. Ten spór zaostrza się poprzez pośrednictwo mass-mediów, bo oglądalność i zadowolenie reklamodawców rośnie, kiedy zamiast rzeczowej dyskusji ekspertów oglądamy awanturę i walkę bokserów wagi ciężkiej, którzy są zdolni znokautować i ośmieszyć adwersarza a jednym ciętym zdaniem odebrać mu ochotę do dalszej rozmowy. Przenosimy te złe wzory do naszych domów i miejsc pracy.

Równocześnie przecież żyjemy i pracujemy razem. Mimo głębokich różnic mieszkamy pod tym samym dachem, spotykamy się na imieninach u cioci, uprawiamy razem sport, współpracujemy. Warto postawić sobie pytanie jakie postawy mogą nam pomóc w zasypywaniu różnic pomiędzy nami i w budowaniu mostów.

Po pierwsze, nie podejrzewaj złych intencji u adwersarza. Zbyt łatwo zakładamy u innych złe intencje. Ktoś kto uważa, że warto już zakończyć spór smoleński nie jest automatycznie moskiewskim agentem. Równocześnie, ten kogo nie przekonuje przeprowadzone śledztwo w sprawie katastrofy w Smoleńsku, przy ograniczonym dostępie do najważniejszych dowodów rzeczowych, nie jest wyłącznie politycznym awanturnikiem, który zamierza po prostu podpalić Polskę. Posiadanie ojca, który był pułkownikiem Urzędu Bezpieczeństwa nie dyskwalifikuje automatycznie uczciwości dziennikarza, ale ktoś kto troszczy się o pamięć o żołnierzach wyklętych nie staje się automatycznie nacjonalistą i antysemitą.

Po drugie, nie obrażaj innych. Zbyt łatwo używamy epitetów i stereotypów, które obrażają ludzi o odmiennych poglądach. Kto pierwszy zaczął? Teraz to już nie wiadomo. A więc, dla jednych euroentuzjaści to zdrajcy sprawy narodowej. Dla drugiej strony, słuchaczki Radia Maryja to „moherowe berety”, a więc starsze, ubogie i mało wykształcone kobiety, których nie stać na modny toczek, beret albo kapelusz. Swoją drogą, zastanawia fakt, że polskie feministki nie protestowały głośno przeciw takiemu seksistowskiemu i obrażającemu tysiące starszych kobiet określeniu… Jedni zarzucili Władysławowi Bartoszewskiemu, że jako dyplomata nie służy interesowi Polski; druga strona z rechotem powtarzała dowcipy o „zimnym Lechu” i komplementowała podpitych młodzieńców, którzy do staruszek modlących się pod krzyżem katyńskim wołali „pokaż cycki”. Polityczna przepaść stawała się coraz głębsza.

Po trzecie, zauważ dobro po drugiej stronie politycznego podziału. Rzeczywistość nie jest czarno-biała. Można być pełnym podziwu dla niesłychanego rozwoju, który dokonał się w Polsce w ciągu ostatnich 25 lat, a równocześnie być przekonanym, że czegoś ważnego w tym zabrakło a kurs naszego kraju wymaga ważnej korekty. Można być słuchaczem Radia Maryja, pełnym wdzięczności za to, co robi ono dla setek tysięcy słuchaczy, często z powodu choroby czy starości zamkniętych w swoim domu, a równocześnie być krytycznym wobec jednostronnego zaangażowania widocznego w jego politycznych komentarzach, zresztą zajmujących drobną część czasu antenowego.

Po czwarte, myśl o dobru wspólnym kraju, a nie tylko o dobru partii politycznej, na którą głosujesz. Można z dużym niepokojem patrzeć na poczynania większości parlamentarnej wobec Trybunału Konstytucyjnego, a równocześnie w protestach drugiej strony polskiego podziału politycznego widzieć nie bezinteresowną troskę o kraj czy demokrację, ale własny interes polityczny: próbę destabilizacji sytuacji w kraju i ośmieszenia Polski za granicą. Podział polityczny to nie jest podział między dobrem i złem; racje są często podzielone.

Po piąte, pamiętaj, że więzi rodzinne i przyjacielskie są ważniejsze od przynależności politycznej. W okresie świąt usłyszałem w telewizji wypowiedź znanego publicysty, który na pytanie o tradycję dzielenia się opłatkiem, powiedział, że w swojej rodzinie zorganizuje alternatywne spotkanie, bo nie wyobraża sobie dzielenia się opłatkiem z kimś, kto bagatelizuje spór wokół Trybunału Konstytucyjnego.

Już raz przeżyłem taki ostry spór polityczny i jego dewastujący wpływ na życie codzienne. Podczas swojego prawie rocznego pobytu w Stanach Zjednoczonych, w latach 2004-2005, ostry spór polityczny pomiędzy republikanami i demokratami, również podzielił rodziny, przyjaciół, a także moją wspólnotę dominikańską w Waszyngtonie, gdzie mieszkałem. Obserwowałem wtedy dużą dojrzałość amerykańskich dominikanów w domowym łagodzeniu tego sporu. Obowiązywała niepisana zasada, że w miejscach, gdzie się spotykamy na co dzień, przy stole, porannej kawie, przy posiłkach nie rozmawiamy o polityce. Tak, szczególnie wtedy, gdy dzieli nas polityka, należy dzielić się opłatkiem i dobrze sobie życzyć. Żeby jutro było lepiej.

W tradycyjnej etyce obowiązywała zasada, której źródła pewnie można by znaleźć u filozofów starożytnej Grecji, że więzi przyjaźni są ważniejsze niż zobowiązania wobec porządku publicznego. W chrześcijańskiej etyce przyjęło to postać porządku miłości, ordo caritatis. Najpierw trzeba troszczyć się o tych, którzy są najbliżej, o swoją rodzinę i przyjaciół; w drugim porządku o Polskę, a przynajmniej o taką Polskę, jaką ją widzi partia polityczna, na którą aktualnie głosuję. Jeśli ktoś kocha bardziej Polskę, Europę czy demokrację niż członków własnej rodziny, to nie jest miłość, tylko zacietrzewienie.

Wszystkiego dobrego w Nowym Roku.