Zauważmy na początku, że nie jest to postulat wyłącznie teoretyczny; wielu teologów katolickich z takich krajów jak Francja, Niemcy czy Holandia zgłaszało ten postulat już od lat. W reformistycznym klimacie pontyfikatu papieża Franciszka wielu ze zwolenników tego postulatu postawiło wziąć sprawy w swoje ręce; w niektórych kościołach katolickich w Niemczech takie ceremonie błogosławieństwa związków homoseksualnych już się odbyły. W ostatnich miesiącach ten postulat był wyrażany przez niektórych biskupów niemieckich, m.in. przez przewodniczącego Konferencji Episkopatu Niemiec, kardynała Marxa. Możemy przypuszczać, że wobec prawnego zrównania związków homoseksualnych z małżeństwem w wielu krajach europejskich, na Kościół będzie wywierana presja w kierunku przyjęcia takiej praktyki, a jej przeciwnicy będą piętnowani za pomocą słowa „homofob” i oskarżani o dyskryminację „innego”.

Niezależnie od błędów zanikających Kościołów, wróćmy jednak do naszego pytania i zastanówmy się, jakie byłyby konsekwencje takiego postępowania. W myśleniu logicznym, które jest właściwe człowiekowi (nie tylko wierzącemu), z przesłanek wynikają określone wnioski. Jeśli nie jesteśmy pewni, czy przesłanki są prawdziwe, musimy zastanowić się, do jakich konsekwencji mogą doprowadzić.

Błogosławienie związków homoseksualnych oznaczałoby, że Kościół w jakiejś mierze aprobuje styl życia związków homoseksualnych (nawet jeśli nie zrównuje ich z małżeństwem). Co to oznacza? Oznacza to, że Kościół traktuje pozytywnie współżycie seksualne osób tej samej płci. To, co do tej pory określane było od trzech tysięcy lat w tradycji judeo-chrześcijańskiej jako ciężkie wykroczenie przeciw Bogu, teraz zaczyna być widziane jako coś dobrego.

Znamy argumentację środowisk opowiadających się za zrównaniem związków homoseksualnych z heteroseksualnymi. Jej centrum stanowi argument, że także w związkach homoseksualnych relacja seksualna wyraża miłość do drugiej osoby, buduje ludzką intymność, stanowi sposób zatroszczenia się o potrzeby kochanej osoby, wyraża wzajemne oddanie.

Dlaczego ta argumentacja jest błędna w kontekście postawionego pytania? Musimy zastanowić się nad tym, jakie konsekwencje będzie miało zaaprobowanie praktyki błogosławienia związków homoseksualnych. Jeśli współżycie osób homoseksualnych jest dobre moralnie jako akt świadczenia sobie miłości, to niewątpliwie prowadzi to do radykalnego przewartościowania całej katolickiej etyki seksualnej – z przesłanek wynikają bowiem określone wnioski. Jeśli współżycie osób homoseksualnych jest moralnie dobre, to również współżycie narzeczonych przed małżeństwem jest czymś dobrym i współżycie każdej pary poza małżeństwem jest czymś dobrym – w każdej z tych sytuacji akt seksualny może być widziany przecież jako akt „miłości” (cudzysłów wskazuje na wieloznaczność tego słowa). Co więcej, nie możemy redukować aktu seksualnego do aktu miłości pomiędzy dwoma dorosłymi ludźmi, mężczyznami lub kobietami. Dlaczego kilkoro dorosłych osób nie miałoby prawdziwie siebie kochać i wyrażać to seksualnie? Kto wymyślił monogamię i dlaczego się przy niej uporczywie upieramy? W imię czego?

Postulat błogosławienia związków homoseksualnych w Kościele katolickim stawia poważne pytania dotyczące tego, czym w gruncie rzeczy jest ludzka seksualność i akt seksualny. Dopiero z najbardziej podstawowego rozumienia natury seksualności człowieka wynikają normy etyczne z nią związane.

Dlatego też, prawdziwie proroczym dokumentem dla naszych czasów jest encyklika Humanae vitae papieża Pawła VI z 1968 roku (obchodzimy w tym roku 50-lecie tego dokumentu) – de facto nigdy nie przyjęta przez teologiczny i eklezjalny establishment Kościoła katolickiego na Zachodzie. Dlaczego jest to dokument proroczy? Dlatego, że definiuje prawdziwe, Boże rozumienie ludzkiej seksualności tak, jak rozumiała to niezmiennie tradycja Kościoła. Ludzka seksualność jest po to, aby Adam i Ewa, mężczyzna i kobieta tworzyli „jedno ciało” (Rdz 2, 24). Akt seksualny jest prawdziwym wyrazem miłości – przepraszam Was, krytycy Humanae vitae – tylko wtedy, kiedy jest otwarty na płodność. Prostymi słowami: prawdziwy akt seksualny jest tylko wtedy, kiedy nie jest wykluczana ludzka płodność.

Wielu chrześcijan i katolików nie widzi wielkiego problemu w praktyce błogosławienia związków homoseksualnych. Warty zastanowienia jest fakt, że są to najczęściej te same osoby, które odrzucają nauczanie encykliki Humanae vitae. Ta zależność działa też w przeciwnym kierunku: zwolennicy przyznania większych praw związkom homoseksualnym nigdy nie zaakceptują nauczania encykliki Humanae vitae – proroczego dokumentu na temat tego, czym jest ludzka seksualność.