Jest Wielki Czwartek, gdy piszę te słowa. I zastanawiam się jak żyć ? Zamknięty w klasztorze od miesiąca, nie zupełnie, bo mogę wychodzić, choć z przebojami. Można powiedzieć, że my zakonnicy jakoś jesteśmy wychowani do samotności i życia w zamknięciu. Ale jakże ciekawym jest obserwacja jak to wygląda w praktyce. Mikroświata. Obserwacja psychologiczna, społeczna, religijna, i po prostu ludzka. Ale zostawmy, na jakiś czas to spojrzenie.

Przeczytałem ostatnio trzy arcyciekawe teksty trzech kobiet. Rozmowę z Agnieszką Holland w Newsweeku, która mówi: „musimy mniej walczyć, a bardziej się troszczyć – symbolicznie rzecz ujmując: przyjąć bardziej kobiecy punkt widzenia”. A także o alarmie dla świata. I przypomniałem sobie rozmowę sprzed bardzo wielu lat z naszym prowincjałem, hrabią, i bardzo życiowo doświadczonym człowiekiem, gdy mu mówiłem, że bracia inaczej się zachowują gdy jest wśród nich kobieta, niż gdy jej nie ma. Odpowiedział starym przysłowiem, że kobiety łagodzą obyczaje. Kobiecy punkt widzenia. Czy pamiętacie bracia, wyznanie naszego ojca Dominika, na łożu śmierci, o rozmowach z młodymi kobietami. Sam, zawsze współpracuje z kobietami, często bardziej niż mężczyznami. Idąc za wspomnieniem tej rozmowy Dominika.

Tekst Olgi Tokarczuk, napisany do niemieckiego Dziennika. I znowu przypomniała mi się jej, ciągle jeszcze nie przerobiona noblowska mowa o czułości. O czułym narratorze. Ileż nocnych, rozmów z Olgą w Nowej Rudzie, otwierała mi umysł i spojrzenie z tego innego punktu widzenia. Wiedzą to świadkowie rozmów i ja sam.

I rozmowę z Monika Sznajderman o zarazie, pandemii. O odwiecznych reakcjach ludzi, gdy przychodzi zaraza. Lęk, strach, głupota, agresja, bunt, odczytywanie wszystkiego jako kara i to nie tylko Boża.

Dzisiaj Wielki Czwartek. Dzień, który nadaje sens mojemu kapłaństwu. W tym roku mija 30 lat od święceń. I przypominam sobie słowa, początku ewangelii według św. Marka, słowa, na które trafiłem kiedyś przed bardzo wielu laty, a które do dziś są mi bliskie: „ Idzie za mną mocniejszy ode mnie, któremu niegodzien jestem, schylając się, rozwiązać rzemieni u obuwia”. I z innej jeszcze tradycji: „tyle nas ile w drugich”. Jak z tym żyć ?