Dziś w Ameryce jest obchodzone Święto Dziękczynienia. Święto narodowe i bardzo rodzinne. Najbliżsi zasiadają do jednego stołu. Radość ze spotkania przenika się z dziękczynieniem. Zawsze jest modlitwa. To trochę podobne zwyczaje jak nasze w Boże Narodzenie – wigilię. Święto Dziękczynienia.
I my dziś spotykamy się przy stole – ołtarzu, aby podziękować, każdy na miarę swojej wrażliwości i swojego doświadczenia, za życie Roberta ( Boba ) Gambla. Przyjaciele, współpracownicy, ludzie różnych wyznań chrześcijańskich. Robert Gamble był anglikaninem, był księdzem Kościoła Episkopalnego w Ameryce i przez długie lata w Warszawie.
Ale w tych dniach ktoś o nim tutaj powiedział: amerykański poznaniak. Gdy się przedstawiał na falach Radia Obywatelskiego, sam o sobie mówił: jestem Amerykaninem, szkocko – irlandzkiego pochodzenia, mówił tym swoim uroczym językiem polskim.
Znałem go osobiście 25 lat. Jako wydawcę, biznesmena, księdza. Człowieka niezwykle dobrego tym najpiękniejszym rodzajem dobra, bo ukierunkowanym na drugiego człowieka. Przed chwilą usłyszeliśmy w Liście do Rzymian: „Nikt nie żyje dla siebie i nikt nie umiera dla siebie”. Robert Gamble nie żył dla siebie, a teraz, gdy umarł, umarł dla nas. Ale żyje dla Boga. Gdy patrzyło się na jego życie tutaj na ziemi, tutaj w Poznaniu, było widać, że żył dla Boga, bo żył dla drugich. Patrząc na to jego życie, dostrzegałem źródło. Protestancki, anglikański, amerykański etos pracy, modlitwy, bezinteresownej pomocy. Chrześcijanin żywej, osobistej wiary.
Długo by wymieniać jego zaangażowania. Media Rodzina, Telewizja Kokon, Radio Obywatelskie, Ruch Anonimowych Alkoholików, Wigilie pod Rondem Kaponiera, Fundacja Mikołaja Reya. Wiele innych mniejszych i większych projektów.
W moich latach poznańskich, ale i potem, dużo rozmawialiśmy o Bogu, o Kościele. Na wspólnych wyprawach na Targi Książki do Frankfurtu widywałem go, jak z przejęciem czytał przed śniadaniem Ewangelię. Jak się modlił na co dzień.
Pamiętam, jak raz, mówiąc coś, pokreśliłem, że mówię to jako katolik. Dodał od razu: ja też jestem katolikiem, tylko nie rzymskim. To on uczył mnie szerszego rozumienia Kościoła. Tolerancji wzajemnej. Dostrzegania siebie nawzajem.
Często widziałem w jego oczach błysk zadowolenia, radości, jak coś mu się udało. Tak po prostu. Cieszył się jak dziecko. Naturalnie, spontanicznie.
Jeszcze w czerwcu napisał do mnie list na 30 rocznicę moich święceń kapłańskich. „Nadal nie do końca rozumiem życie w polskiej kulturze, ale rozmowy z ojcem Tomaszem, zawsze pomagał (!). I fajnie było że ogólnie zgadzaliśmy się co do tego, co lubimy, a co nie lubimy w wydarzeniach w Polsce i na świecie”.
Próbował zrozumieć Polskę, ludzi, naszą kulturę i mentalność. Pamiętam, jak byliśmy razem w kinie na „Ogniem i mieczem”. Potem powiedział: byłem już cztery razy – nie do końca rozumiem, o co tu chodzi.
Mógłbym jak z filmu przywoływać różne klatki filmu, który teraz mi się odtwarza, gdy myślę o Robercie Gamblu.
Jednym z ważnych wspólnych doświadczeń były msze, które odprawiałem, a w których on, anglikanin, uczestniczył. Ostatnia była tutaj u dominikanów na jego 80. urodziny. Ale i w kaplicy pod kościołem przed wielu bardzo już laty za śp. panią Bosacką, mamę Marcina.
Ewangelia dzisiejsza mówi nam, że apostołowie w Emaus poznali Jezusa po łamaniu chleba. Ja w łamaniu chleba eucharystycznego spotykałem się z Robertem Gamblem, gdy widziałem jego twarz, pobożnego protestanta, który modlił się dosłownie jak dziecko.
Bywał w Lublinie z Bronisławem Kledzikiem na moje zaproszenie, na słynnej już debacie „Harry Potter a chrześcijańskie wartości”.
Wrócę do Święta Dziękczynienia, bo i my dzisiaj dziękujemy dobremu Boga, że mogliśmy poznać Boba.
Był twarzą Poznania i miasto potrafiło to dostrzec, był twarzą wydawców książek i potrafili to dostrzec czytelnicy, polski ruch ekumeniczny, który tworzył ze swoim amerykańskim, liberalnym doświadczeniem, w najpiękniejszym ujęciu tego słowa wolność, wiele mu zawdzięcza. I potrafili dostrzec ten ekumenizm, otwarcie. Umiejętność uniesienia różnorodności.
Był dobrym człowiekiem z gatunku tych, którzy świat po sobie pragną zostawić lepszym.
W czasie Święta Dziękczynienia padają zawsze słowa modlitwy. Często improwizowanej. I ja pragnę zakończyć słowami amerykańskiej modlitwy wypowiadanej na Święto dziękczynienia, modlitwy zapisanej:

„Ojcze w Niebie, Stwórco wszystkiego i Źródło
wszelkiej dobroci i miłości!. Prosimy, spojrzyj na nas
łaskawie i przyjmij naszą serdeczną wdzięczność
w tym czasie Dziękczynienia.
Dziękujemy Ci za wszystkie łaski
i błogosławieństwa, którymi nas obdarzyłeś,
zarówno duchowe jak i doczesne: naszą wiarę
i religijne dziedzictwo, nasze pożywienie
i schronienie, nasze zdrowie, miłość, którą mamy dla
siebie nawzajem oraz za naszą rodzinę i przyjaciół.
Drogi Ojcze, w Twojej nieskończonej
wspaniałomyślności, udziel nam ciągłych łask
i błogosławieństw przez nadchodzący rok. Prosimy
o to w Imię Jezusa, Twojego Syna i naszego
brata. Amen.
Słowa tej modlitwy na Święto Dziękczynienia możemy też odnieść do Roberta Gambla.

Kazanie na mszy pogrzebowej za Roberta Gambla – 26.XI. Dominikanie Poznań.