Sześćdziesiąt lat kapłaństwa, to szmat czasu. Ponad dwa pokolenia. Trzydzieści prawie lat w PRL-u, i drugie tyle w wolnej już Polsce. I geografia zamieszkiwania i pracy, różnorodna i jakże ciekawa. Duszpasterz akademicki w Gdańsku, potem w Lublinie, Wrocławiu, i Krakowie, tutaj go poznałem bliżej, sam będąc jeszcze studentem, potem Leningrad ( Sankt Petersburg ), Małe Ciche, Szczecin, i znowu Lublin. Już 16 lat jest w Lublinie. Żadna emerytura, aktywny, jakby dostał drugiego oddechu. Sam ojciec Ludwik mówił kazanie kiedyś na mojej rocznicy kapłaństwa, 25- lecia, ale cóż to jest. Ja też teraz miałem mówić na jego jubileuszu, ale pandemia i czasy z nią związane, niespokojne, posprzątały te zewnętrzne obchody jego jubileuszu.

Jest przede wszystkim księdzem, duszpasterzem akademickim. Młodzież przez wszystkie lata jego kapłaństwa stała w centrum pracy duszpasterskiej. Kiedyś miał wykład na Uniwersytecie Warszawskim, bardzo prestiżowy, to były tzw. Wykłady na nowe tysiąclecie. Stara Aula UW wypełniona po brzegi. Po wykładzie spytałem prof. Karola Modzelewskiego co o tym sądzi. Powiedział: jak się spodziewałem, mówił z perspektywy wiary, i wiara jest u niego fundamentem. A sam Ludwik tak odpowiada na pytanie: Dlaczego ludzie wierzą ? Co znajdują w wierze, w Bogu ?

„Sądzę, że każdy człowiek jest wychylony, ku nieskończoności – tak został stworzony. Każdy szuka Boga, choć niekiedy nie zdaje sobie z tego sprawy. A co ludzie znajdują, spotykając Chrystusa ? Zbawiciela, Wybawiciela. Ja tak to widzę: człowiek najbardziej poszukuje w życiu zbawienia, wybawienia. Dorosły człowiek pragnie, czasem bardzo gorąco, wybawienia: od swego egoizmu, swej małości, a często od bólu, od nienawiści ludzkiej, od wojen, od ludzkiego okrucieństwa. Wreszcie pragnie wybawienia od śmierci. I oto przychodzi, po ludzku mówiąc, oferta: Jezus Chrystus Zbawiciel. Niektórzy mówią – i ja się z tym zgadzam – że wszyscy ludzie szukają Chrystusa, wybawiciela od zła i śmierci”. I to jest cały Ludwik, jego fundament życia i myślenia, i całego zaangażowania w sprawy społeczne za PRL-u, i całego zaangażowania w Kościół, jego odnowę w ostatnich latach.

Pamiętne słowa ojca Ludwika na pogrzebie prezydenta Adamowicza, odbiły się echem w całej Polsce, i przeszły do kanonu tych co żyją według sumienia dobrze ukształtowanego. „trzeba skończyć z nienawiścią, trzeba skończyć z nienawistnym językiem, trzeba skończyć z pogardą, trzeba skończyć z bezpodstawnym oskarżaniem innych. Nie będziemy dłużej obojętni na panoszącą się truciznę nienawiści na ulicach, w mediach, w Internecie, w szkołach, w parlamencie, a także w Kościele.” Te słowa wybrzmiały mocno, autentycznie i takich słów oczekiwano od biskupa, biskupów, ale powiedział je zwykły ksiądz.

Miał odwagę pisać do Edwarda Gierka, i do ks. Tadeusza Rydzyka, do Polskich biskupów, zabierał głos z imperatywu sumienia, jak ksiądz, który nie potrafi patrzeć obojętnie.

Gdy przeczytałem książkę o nim Bożeny Szaynok, „Duszpasterz”, stwierdziłem, że jestem dumny, że jestem dominikaninem. Że mogę, bardzo nieudolnie iść  po jego śladach duszpasterskich. W tej książce Adam Michnik powie: „A Ludwik umie dać rzeczy właściwe słowo. Ludwik to jest kapłaństwo służby i świadectwa, zawsze w Kościele była tradycja kapłańska i prorocka. Ludwik ma w sobie wiele z proroka, który wstaje, patrzy Cezarowi w twarz i mówi ‘Non possumus’, nie zrobisz tego. W tym sensie on też miał kłopoty nierzadko w swoim własnym środowisku”. Kto pamięta wzrok ojca Ludwika w czasie  wypowiadanych słów na pogrzebie Adamowicza, ten wie o co chodzi Michnikowi.

Ojciec Ludwik Wiśniewski, ma w sobie coś z „rodowodów niepokornych”, z tym jedynym rodzajem chrześcijańskiego braku pokory, gdy spotyka się ze złem, także w swoim Kościele. Powtarza, a wielu z nas za nim: „nigdy nie układaj się ze złem”. Ten kategoryczny nakaz, wypływający z dobrze uformowanego sumienia, doprowadza go do zderzenia. Tak sam o tym mówi komentując swoje pisanie: „Niemal wszystkie te teksty… rodziły się z jakiegoś ‘imperatywu kategorycznego’, z jakiejś bezwzględnej potrzeby, która stawała przede mną i kazała chwycić mi za pióro. Za teksty pisane w okresie zniewolenia grożono mi niekiedy zemstą, a za teksty pisane w okresie wolności często obrzucano mnie błotem”. Czyż nie takie, jest powołanie i rola proroka ?

„Gazeta Wyborcza”

 

 

P.S. Również 15 czerwca swój jubileusz 60 – lecia kapłaństwa obchodzi ojciec Konrad Hejmo. Wszystkiego najlepszego od nędzy zakonnej Dostatniego.