Wolna Białoruś oraz świat opisywany przez kobiety, to dwa tematy tegorocznego Festiwalu Góry Literatury organizowanego przez Olgę Tokarczuk. W Kotlinie Kłodzkiej, a konkretnie w Nowej Rudzie, i szeroko pojętej okolicy, bo i w Wałbrzychu, Świdnicy, Sokołowsku.

A wszystko rozpoczęło się dzień wcześniej we Wrocławiu spotkaniem dwóch noblistek Swietłany Aleksijewicz i Olgi Tokarczuk rozmową w szczelnie wypełnionym Narodowym Forum Muzyki, skądinąd pięknym architektonicznie budynku. Tam zasłuchany w pytania, które stawiała prof. Magdalena Środa, wraz z Moniką Olejnik, przekładałem przestrzeń męskiej dominacji w polityce i społeczeństwie na sposób sprawowania władzy w Kościele. I pomyślałem, jakże inaczej było by w Kościele i naszym zakonie również gdybyśmy więcej na co dzień po prostu słuchali kobiet i przyjmowali ich wrażliwość i perspektywę w rozwiązywaniu spraw i konfliktów. Pomarzyć sobie można.

Sam Festiwal w przestrzeni pięknej krainy, nazwanej sto lat temu przez Josepha Wittiga, teologa, wtedy ekskomunikowanego, jako dziekana wydziału teologii uniwersytetu wrocławskiego, pisarza – „krainą Pana Boga”,  naprawdę jest prawdziwym dialogiem z zastanym, jak mawiają architekci. Białoruscy pisarze, poeci, tłumacze i ikony polskiego feminizmu, ale i wielu innych pisarzy i pisarek, ludzi na co dzień zawodowo operujących piórem, spotykało się z czytelnikami. Także filmy, wybrane przez Agnieszkę Holland oraz ona sama przyciągały tłumy, które zjechały z całej Polski i ze świata.

Teren dawnego Hrabstwa Kłodzkiego, nazywany od lat „ziemią trzech kultur”, czeskiej, niemieckiej i polskiej, uczy nas dzisiejszych jej właścicieli rozumienia kulturowej ciągłości. Śląskiej ciągłości, ludzie są inni, nowi mieszkańcy a kraina i przestrzeń ta sama. Odkrywanie – dzieł i życia poprzedników uczy nas pokory, że nie pierwsi tutaj mieszkamy. A także wiele rozmów i spotkań między występami, to czas jakże owocny i twórczy dla uczenia się życia i twórczości opisującej świat po pandemii i w pandemii, świat w którym teraz przyszło nam żyć.

Można różnie spędzać wakacje, ja tak trawię czas i jestem Bogu wdzięczny, że mogę rozumieć świat, w którym żyję, z innej niż własna perspektywy. Szerszej, wrażliwszej, kobiecej, białoruskiej,  i tej, która uczy ciągłości żyjąc na terenach gdzie osiedliśmy od pewnego czasu, a które były budowane przez innych, wcześniejszych mieszkańców. Tak jak Szczecin.

„Monitor Szczeciński”