W lecie w Polsce jest mnóstwo festiwali. Muzycznych, literackich, teatralnych, filmowych. Także jeśli ktoś się ruszy za granicę. W Europie od południa na północ, od wschodu na zachód. W Lublinie od lat współorganizujemy w przestrzeni Starego Miasta Festiwal Inne Brzmienia. To pomysł nieżyjącego już Mirka Olszówki, byłego menadżera między innymi Voo Voo i Osjana. Mam w uszach dźwięk i przed oczyma obraz jak Mateusz Pospieszalski grając na saksofonie z Wieży Trynitarskiej rozpoczyna przed laty Festiwal. Było to jakby malowane Chagalem. Czy wyciszony, nocny koncert Jacka Ostaszewskiego z reaktywowanym Osjanem na wirydarzu naszego klasztoru. Dzisiaj to już trochę cos innego, ale muzycy przyjeżdżają przeciekawi. A debaty w klasztorze też ciągle przyciągają różnych ludzi. Czy też wystawy na naszych krużgankach. Dla mnie osobiście był przeżyciem koncert The Plastic People – legendarnej czeskiej kapeli rockowej, która przez lata i to nie tylko w Czechosłowacji była symbolem oporu i buntu przeciwko władzy totalitarnej. Byli wtedy bici, represjonowani, zamykani do więzienia. To ich broniła dopiero co powstała wtedy Karta 77. Dziś starsi już mocno panowie. Długowłosi, z siwymi brodami, a grają tak, że i nowe pokolenia słuchają ich pieśni, jazzu z fascynacją.   Vratislav Brabenec, mówiący bez ogródek językiem ostrym i ludowym, zachwyca swa grą na saksofonie. Chociaż jego mowa gwarowa jest tłumaczona na język Shakespera, to   „nadzwyczaj charyzmatyczna osobowość – jak mówią o nim Czesi – która z patosem starotestamentowego proroka i równocześnie bezczelnością niepoprawnego rokersa, deklamuje swoje teksty inspirowane jakże często na Biblii”.

Brabenec

Vratislav Brabenec.  Foto: Tomek Sikora

Bo też niewielu już pamięta, że ten prawie osiemdziesięcioletni „młody hipis” jest absolwentem wydziału protestanckiej teologii. Legenda, legendą, ale muzyka to wciąż świeża. Plastic People to najbliżsi przyjaciele Vaclava Havla, Dany Nemcovej, a zmarły już Milan Hlavsa ich założyciel był także zięciem Dany, pierwszej damy czeskiej opozycji. W zeszłym roku latem niespodziewanie spotkaliśmy się z Daną w Rzymie, i po latach wspominaliśmy złoty dla mnie czas początku lat 90 w Pradze. Dana nic się nie zmieniła. Wciąż młoda, wciąż piękna, i stale wrażliwa na ludzi potrzebujących pomocy. To ona, katoliczka żywej wiary, stale zajmuje się uciekinierami, emigrantami i od niej moglibyśmy się uczyć w Polsce, co to znaczy potrzebujących przygarnąć. Inne Brzmienia się kończą. Ale na Starym Mieście w Lublinie, przenikanie dźwięków, kultur, religii i ludzi dobrej woli stale ma miejsce. Także w naszym otwartym na wszystkich klasztorze.

Nemcova

Dana Nemcova – pani z niebieskim szalem