Jamna o świcie, o poranku, czy też po zachodzie słońca. Wieś spokojna, ale tętniąca od lat życiem.

WP_20130907_001

Kościół, Dom Świętego Jacka. Ileż to już lat, przyjeżdżają tu na Wniebowzięcie NMP przyjaciele. Młodzi i starzy. Ci, którzy zostawili tutaj kawałek serca, a może to serce odnaleźli. Wieś spacyfikowana w czasie drugiej wojny światowej. Przeznaczona na zalesienie. Pierwszy raz w tej okolicy, to znaczy na dole w Paleśnicy byłem chyba w 1983 roku. Spaliśmy u Wodów w stodole. Kto by dziś pomyślał. Wojtek, Paweł i ja. Była Młoda Lekarka – Ania Pawelska i kilkoro przyjaciół. Byliśmy licealistami. A potem już w zakonie, ileż tu emocji, ileż rozmów, wykładów, rekolekcji. Iluż ludzi poznałem, ileż przyjaźni zostało zadzierzgniętych. I ten obraz Matki Bożej Niezawodnej Nadziei – w zielonych kolorach. Ile kazań na dzień 15 sierpnia, jakże często o pojednaniu. Tak bo to wzgórze pamiętające krew i wojnę, woła o pojednanie. Kościół cudownie wybudowany, ofiarnością ludzi dobrej woli. Gdy papież przeleciał tym swoim białym helikopterem nad nami. I pierwsza msza odprawiona w wykopie na fundamenty pod kościół. Są nawet takie zdjęcia, gdy nas trzech: Jan, Andrzej i ja odprawiamy liturgię. Zaraz po papieskiej „wizycie”. Takie miejsca są ludziom potrzebne. Przychodzą tu jak do źródła. Aby zaczerpnąć wody żywej. My często powtarzamy od czasów Soboru, że świeccy są u nas niedowartościowani. Ten eksperyment duszpasterski, gdzie właśnie ludzie świeccy są u siebie, to oni to miejsce tworzą jako partnerzy i gospodarze. Są w Kościele u siebie. Nie wiem, czy w przyszłości nam Dominikanom starczy wyobraźni aby tego nie sklerykalizować. Jak by powiedział Gombrowicz „upupić”. Potrzeba takich miejsc. Gdzie na Górze człowiek spotyka się z Bogiem. Gdzie Bóg spotyka człowieka. Dla nas mieszkających w miejskich pustyniach, taka pustynia, pustelnia jest potrzebna. To już jedno pokolenie mija. Wychowały się dzieci. Małżeństwa tutaj zapoznane mają już swoje duże dzieci. Młodzież wchodzi w wiek dojrzały. A myśmy nie prawie zestarzeli. I grób drugiego Andrzeja, który pozostał tu na zawsze. Razem pracowaliśmy W drodze. Był twórczy, lojalny, oczytany i po prostu mu się chciało. Tak czas tutaj płynie inaczej. Kairos – możliwy tylko do dostrzeżenia oczyma wiary. O poranku, przed świtem gdy wszyscy domownicy jeszcze śpią. A cisze przerywa głos budzącego się i szczekającego psa.