Chciałbym zaproponować trzy słowa – klucze, które wydaje się, że już są możliwe do pokazania aby uporządkować i zrozumieć, co też papież Franciszek chcę nam przekazać. Są to: młodzi, uchodźcy, cierpienie. Może zacznę od tego ostatniego.

Cierpienie. Na koniec swojej przejmującej homilii wygłoszonej do narodu i Kościoła polskiego na Jasnej Górze, papież powiedział: „działać w małości i w bliskości towarzyszyć, z prostym otwarciem”. To rozwinięcie słów, które też wypowiedział dzień wcześniej, odpowiadając na pytanie jednego z polskich biskupów, gdy mówił w katedrze wawelskiej: Kościół, chrześcijanie muszą być blisko ludzi.

Cierpienie. Wizyta u kardynała Franciszka Macharskiego w szpitalu, prawie 90 letniego, leżącego na oddziale intensywnej terapii, nieprzytomnego – jest gestem ewangelicznej zasady: „chorych nawiedzać”. Ale w połączeniu z pierwszym słowem z okna na Franciszkańskiej, gdy Franciszek przerywa rozentuzjazmowanemu tłumowi młodych, aby powiedzieć o młodym woluntariuszu, który zmarł na raka kilka dni temu – to właśnie mowa o bliskości i pamięci.

Cierpienie jest blisko nas. Wokół nas, także w nas. Młodzi i starzy, musimy uczyć się zauważać cierpiących. Przy nich się zatrzymać. Okazywać, nawet cieleśnie, przez dotyk – bliskości. Człowiek potrzebuje drugiego. Ja sam potrzebuję przełamywać samotność.

Cierpienie, pewnie będzie o nim w Auschwitz  – Birkenau mowa, pewnie i w szpitalu dziecięcym w Prokocimiu. Być blisko ludzi – cierpiących. Dostrzegać ich w swoim najbliższym otoczeniu. To także owa humanizacja, o której była mowa na Wawelu.

Cierpienie wpisane w codzienne życie. Można od niego odwrócić głowę, można nie umieć go unieść z innymi, a można próbować być – tak po prostu. Wsłuchujmy się dalej w te dni w papieża Franciszka. To głos wyciszony, ale ważny. Mówi językiem religijnym, duchowym. Przypomina nam, że jest taki świat nie widoczny dla oczu, ale realny. I my jesteśmy częścią tego świata.