Najpierw było „O Tyranii. Dwadzieścia lekcji z dwudziestego wieku” – Timothy Snydera. Czytałem tę książkę gdzieś pomiędzy Pragą – Poznaniem a Krasnogrudą. Książka jest o tym: „że warto czerpać naukę z historii w krytycznych momentach”.

Czytałem tę lekcję demokracji – napisaną za oceanem – a właściwie obronę demokracji, gdy przez nasze ulice przechodziła „spacerowa rewolucja”. W tak zwanym międzyczasie sam napisałem tekst dla Czechów „O Kościele a demokracji” w Polsce. Ale Snyder powie wprost, że: „Arystoteles ostrzegał przed niestabilnością wynikającą z nierówności, a Platon uważał, że demagodzy wykorzystują wolność słowa, by stać się tyranami. Budując swą demokratyczną republikę na fundamentach prawnych i ustanawiając trójpodział władzy, ojcowie założyciele ( USA ) starali się zapobiec złu, które podobnie jak dawni filozofowie – zwali tyranią. Rozumieli przez nią uzurpację władzy przez jednostkę lub grupę bądź obchodzenie prawa przez rządzących dla własnej korzyści…” To mowa o Ameryce, ale czy nie jest to także aktualne dla tej części Europy gdzie my żyjemy?
Tak rozpoczyna się ten traktat. A kończy przestrogą i uwagą o myśleniu w kategorii nieuchronności i myśleniu w kategoriach wieczności. „Myślenie w kategoriach wieczności uwodzi mityczną przeszłością, odwracając w ten sposób uwagę od możliwej przyszłości. Skupienie się na męczeństwie pozwala zapomnieć o potrzebie samodoskonalenia. Skoro naród jest określony przez swoje wrodzone cnoty, a nie przyszły potencjał, polityka staje się dyskusją o dobru i złu w miejsce rozmowy o możliwych rozwiązaniach rzeczywistych problemów. .. Jak można myśleć o reformach, gdy u bram stale czai się wróg?
Jeśli myślenie w kategoriach nieuchronności przypomina śpiączkę, rozumowanie w kategoriach wieczności jest hipnozą: wpatrujemy się w wirujący stożek cyklicznego mitu, póki nie wpadniemy w trans – a potem dopuszczamy się szokujących czynów na czyjś rozkaz”.
To tyle przestroga. A między początkiem a końcem książki są jakże ważne tematy dla zrozumienia czym jest demokracja i jak można jej bronić: Nie bądź z góry posłuszny; Broń instytucji; Strzeż się państwa jednopartyjnego; Weź odpowiedzialność za oblicze świata; Pamiętaj o etyce zawodowej; Miej się na baczności przed organizacjami paramilitarnymi; Jeżeli musisz nosić broń, bądź rozważny; Wyróżniaj się; Dbaj o język; Wierz w prawdę; Bądź dociekliwy; Nawiązuj kontakt wzrokowy i prowadź niezobowiązujące konwersacje; Uprawiaj politykę w sensie fizycznym; Chroń swoje życie prywatne; Wspieraj słuszne sprawy; Ucz się od ludzi z innych krajów; Nasłuchuj niebezpiecznych słów; Gdy nadejdzie niewyobrażalne, zachowaj spokój; Bądź patriotą; Bądź tak odważny jak potrafisz.
I intensywnie rozmyślając nad tymi tezami, znalazłem też zachętę dla chrześcijan tam, gdzie autor daje listę lektur obowiązkowych. „Chrześcijanie mogą powrócić do fundamentalnej księgi, która zawsze pozostaje aktualna. Chrystus nauczał, że ‘łatwiej wielbłądowi przejść przez ucho igielne, niż bogatemu wejść do królestwa niebieskiego’. Winniśmy być skromni: ‘ każdy bowiem, kto się wywyższa będzie poniżony, a kto się poniża będzie wywyższony”. Ta mała książeczka winna stać się lekturą obowiązkową dla każdego, komu zależy na życiu w społeczeństwie obywatelskim i demokratycznym. Z całym „duchem demokratycznego kapitalizmu”.

Drugą książkę, czeskiego pisarza Egona Hostovskiego „ Zaginiony” – dostałem od tłumacza tego dzieła Andrzeja Jagodzińskiego, przez przyjaciół zwanego Jagodą. Lektura ta sprawiła mi wielką przyjemność. Nie tylko dlatego, że przeniosła mnie w swej narracji w lata czterdzieste XX wieku, tuż po II wojnie światowej. Akcja toczy się w Pradze, gdy komuniści przejmują władzę. Jest to „powieść szpiegowska pokazująca, jak wyobcowany jest człowiek w społeczeństwie zdominowanym przez totalitarną ideologię”. Czyta się ją wspaniale, także ze względu na język, czysty i klarowny, także w tłumaczeniu Jagody. Została wydana w USA w 1951 roku i do dziś sprzedała się w nakładzie 4 milionów egzemplarzy. Jest jedną z najciekawszych powieści czeskich XX wieku. Praga przyciąga jako miasto, postawy ludzi wciągają przez realizm i oddanie losów w sposób i zabawny, i tragiczny. Trochę to przypomina Miłoszowy „Zniewolony umysł”. To wielka literatura, należąca bez wątpienia do kanonu lektur inteligenta naszej części Europy. Cieszę się, że odkryłem, iż dzisiejsza młodzież także ją czyta. Bo jak mawiano w Szczebrzeszynie na Festiwalu Stolica Języka Polskiego – Cała nadzieja w literaturze.

Trzecią lekturą tegorocznych wakacji – a myślę, że jeszcze nie ostatnią – jest „Dojrzała niedojrzałość” Wojciecha Prusa, dominikanina. To z nim byłem w duszpasterstwie szkół średnich prowadzonym przez ojca Jana Górę, razem byliśmy w nowicjacie i razem studiowaliśmy. Znam go, po śmierci Jana Góry, najdłużej wśród dominikanów. Wojtek w swojej książce prowadzi czytelnika, a poniekąd słuchacza, bo ten tekst to pierwotne rekolekcje wygłoszone dla benedyktynów, bardzo osobistą ścieżką. Pragnie podzielić się, czym dla niego jest niedojrzałość w życiu duchowym, a myślę, że i w życiu w ogóle. Wprowadza pojęcie „dojrzałej niedojrzałości”. Ta osobista ścieżka, to proste czytanie pisma świętego i zobaczenie jak ono rezonuje w moim życiu. To najsilniejsza strona tej książki. Dzielenie się tym, czego przez już nie krótkie życie zakonne Wojtek doświadczył sam. Używa słów o zakochaniu się, nadzwyczajności, zachwycie, ale mówi i o słabości, usunięciu się, o dobrym mówieniu, o Słowie Bożym, które przechadzało się i rozmawiało z człowiekiem. O odsłonięciu się, o spowiedzi i kierownictwie duchowym jako o wspólnym oglądaniu życia. Także o promieniowaniu dobrocią, o przychodzeniu Mesjasza nocą. Mówi także o miłości do zdań, które zapadły mu głęboko w sercu i umyśle. Wojtek prowadzi nas swoją osobistą drogą – raz jeszcze to powtórzę. A siłę znajduję także w tym, że ze swoim ojcem duchowym z lat młodzieńczych Janem Górą, pojednał się po wielu latach, jak sam to opisuje. „ Pamiętam taką chwilę miesiąc przed śmiercią ojca Jana, gdy poszedłem do niego ze słowem ‘przepraszam’. Uściskaliśmy się wtedy i tak jakby coś się zmieniło. Z perspektywy jego odejścia rzeczywiście widać, że to wszystko było w Duchu Świętym. To było trudne. Mój ojciec duchowy, z którym się pojednałem jako z bratem. To jest trudne, kiedy mistrz staje się bratem, czyli że my tak naprawdę jesteśmy na tym samym poziomie, braterstwo jest najważniejszą rzeczywistością dla nas”. Ojciec Jan opowiadał mi o tym zdarzeniu na Jamnej, jako o czymś co go urzekło i zmieniło patrzenie. Nikt nie mógł przypuszczać, że za chwilę odejdzie tak gwałtownie od nas. Pojednanie, proste słowo przepraszam wypowiedziane po latach, gdy daje siłę i ona jest widoczna w tej książce. To autentyzm ewangelicznego czytania znaków i słów, i podzielenie się swoimi przemyśleniami z innymi. Dlatego raz jeszcze powtórzę: to osobista ścieżka Wojtka jest siłą tej „Dojrzałej niedojrzałości”. Czytałem ją z duża uwagą, w miejscu ustronnym pod Myślenicami, gdzie wkoło biegały dzieci Agnieszki i Janka, a w domu obok powstawało wiele prac Jerzego Skąpskiego. Msza święta odprawiana tutaj doczekała się także swojego malarskiego ujęcia.

Lektury czasu wakacji to szczególna przyjemność i także przygoda intelektualna i duchowa. Życzę wszystkim przyjaciołom podobnych przeżyć.