Andrij, który wpada od kilku lat do Lublina, został nominowany za swoja powieść „Karbid” do nagrody Angelus we Wrocławiu. Ciesze się, i przypominam tutaj moją recenzje jego książki napisana przed rokiem.i nie muszę nic więcej dodawać.

„Lublin jest dla młodych Ukraińców miastem studiowania. Na ulicach codziennie można usłyszeć język ukraiński. Zaczęliśmy się do tego przyzwyczajać. Zapraszani są do Lublina pisarze, muzycy, ludzie kultury z Ukrainy. Jakże miałoby być inaczej, nasi sąsiedzi ze Wschodu po prostu czują się tutaj dobrze.
Andrij Lubka, jeszcze stale bardzo młody pisarz i poeta, wydał właśnie w Lublinie, w Warsztatach Kultury swoją powieść „Karbid”. Na jednym z promocyjnych plakatów czytamy: „Karbid albo Niewiarygodne tragikomiczne przygody pewnego szlachetnego człowieka i całej zgrai łajdaków, którzy szturmowali granicę wodą, niebem i lądem, aż doprowadzili bohatera do podziemnego królestwa cieni”. Czyta się tę powieść lekko i szybko. Przygoda goni przygodę. Redaktorka książki Hanna Abramowicz powiedziała mi, że nie mogła się skupić na pracy, gdyż wybiegała do przodu, szukając odpowiedzi na pytanie, jak to się zakończy.

Rewidowanie człowieka

„Karbid” to przygodowo opisana kontrabanda na granicy ukraińsko-węgierskiej. Lubka w słowie od autora pisze tak: „Mieszkając przez kilka lat poza krajem, często i regularnie musiałem przekraczać granicę, nieustannie będąc przedmiotem upokarzających przeszukań, przesłuchań i podejrzeń. Gdzieś między tymi kafkowskimi celnikami i gułagowskimi zasiekami z drutu kolczastego, z mroków mojej świadomości powoli zaczęła się wyłaniać postać Karbida – idealisty i awanturnika, którego szlachetne pomysły rozbijały się o interesowność i zachłanność innych. Otrzymując wizę i stojąc w niekończących się kolejkach na granicy Ukrainy z Unią Europejską, za każdym razem przypominałem sobie Woltera, który opisywał przemyt w sposób po rabelaisowsku fizjologiczny: celnicy przeszukiwali u podróżnego wszystkie jego otwory, szukając nielegalnych kosztowności, ale rzecz jasna, że za tą całą cielesno-feralną otoczką po prostu kryła się hiperbola rewidowania człowieka – jego istoty i duszy”.

Tak, w tej powieści chodzi przecież o coś więcej niż tylko to, co jest w fascynującej warstwie przygodowego opisu. To obraz Ukrainy, a nawet satyra na jej dzisiejszość. Opis postaw, zachowań, wyborów i decyzji. Klimat nadgranicznej społeczności małego miasteczka. Ale i przesłanie, jakże dramatycznie ujęte przez tego niespełna trzydziestoletniego pisarza: „Kiedy po trzech stuleciach Ukraina powstała i zapłaciła krwią za europejski wybór, Europa znowu sprawiała wrażenie, że niczego nie zauważyła, zwiększając za to wymagania wizowe i uszczelniając swe dziurawe granice. Wtedy też na scenie pojawił się Karbid – ten marzyciel i idealista, patriota nieudacznik i taki wynalazca, że wpadł na pomysł wykopania tunelu do wymarzonej Europy”. I o budowie tego tunelu, z licznymi opisami osób w tym uczestniczących, co za charakterystyka typów – dosłownych, jest ta powieść. O nadziei, popartej przelewem krwi, aby być z Europą, a nie z Putinem. Jest też o Zakarpaciu, małej ojczyźnie bohatera, ale i autora.

To inna Ukraina niż ta pod Donieckiem czy w Kijowie. Widzimy tutaj, jakże to różnorodny twór ta dzisiejsza Ukraina. Ale opis jest tutaj konkretny, są konkretni ludzie pokazani w palecie charakterów, z ich historią i przywarami. Ich koloryt jest kolorytem opowieści. Są bohaterowie też po prostu piękni, tak że trzeba w pewnym momencie wprost powiedzieć: „Ale dlaczego piękno muszą z nas wyciskać okoliczności, a potworność tak łatwo wychodzi sama”. Bo i ta potworność jest tłem, które tutaj się pojawia.

Dwie uwagi końcowe

Pierwsza. To jest naszą lubelską, ale też i polską racją stanu, abyśmy Ukraińców do nas zapraszali. Studentów, aby umożliwić im kształcenie. Wtedy będziemy mieli przyjaciół, którzy nas lepiej rozumieją, i partnerów do współpracy, debat i wzajemnego sąsiedzkiego pożycia. Do poznawania siebie i do przyjaźni na co dzień.

Uwaga druga. Wakacyjne lektury. Zastanawiamy się, co czytać, gdy ruszymy się z domu na wakacje. Oczywiście, jeśli taki zwyczaj jeszcze w nas pozostał. Powieść „Karbid” świetnie się do tego nadaje.

Myślę, że w czasie tych ostatnich, smutnych zawirowań polityczno-ideologicznych wokół Wołynia czytanie dzisiejszej, młodej literatury ukraińskiej jest najlepszą inwestycją w przyszłość i w nasze myślenie o sobie nawzajem. Gdyż i Polacy, i Ukraińcy jak nigdy wcześniej są sobie bliscy i pragną siebie poznawać, i w swoje związki, także rodzinne, po prostu inwestować. I jeszcze nie na ostatnim miejscu ważna sprawa. Tłumacz książki Bohdan Zadura, naczelny „Twórczości”, to prawdziwy przyjaciel Ukrainy i jej ambasador. A tłumaczenie pozwala lekko czytać to, co lekko zostało zapisane”.

Karbid, Andrij Lubka, tłum: Bohdan Zadura. Warsztaty Kultury, Lublin 2016.

Gazeta Lublin16.08.2016.