Literatura, literatura, literatura. Czytanie staje się coraz bardziej elitarnym zajęciem. Od czasu wynalezienia druku i jeszcze dużo wcześniej, gdy czytano zapisane strony ręcznie lub wykute czy wyryte na glinianych tabliczkach, czytanie wprowadzało czytającego w inny świat. W świat wyobraźni i uporządkowania, poprzez litery tego, co umysł ludzki chciał pozostawić innym. Dziś, w dobie elektroniki i łatwości druku wszelkiego rodzaju, od nadmiaru głowa po prostu boli. Dlatego dobra literatura znajduje znowu swoich odbiorców.
Góry Literatury to festiwal Olgi Tokarczuk, odbywający się w Nowej Rudzie i okolicy, bliższej i trochę dalszej, w Dolinie Kłodzkiej. Pisarze i wszelkiej maści entuzjaści drukowanych kart spotykali się z czytelnikami. Jakub Kornhauser, Łukasz Orbitowski, Karol Maliszewski, Grzegorz Kasdepke, Oksana Zabużko, Mikołaj Grynberg, Robert Więckiewicz, Justyna Sobolewska, Michał Nogaś, Małgorzata Omilanowska, Jerzy Bralczyk i Lucyna Kirwil, Zygmunt Miłoszewski, Dorota Masłowska, Klementyna Suchanow, Angelika Kuźniak, Irek Grin i oczywiście Olga Tokarczuk. Także pewien dominikanin oraz wielu innych, tłumaczy, i literatów.
Góry choć niewielkie, ale piękne. Teren, ziemia „trzech kultur” dawnego Hrabstwa Kłodzkiego, gdzie przenika się kultura czeska, z niemiecką i polską. Prawie dziesięć dni, kiedy można wysłuchać było debat, rozmów i samemu porozmawiać w atmosferze przyjaźni i przenikania światów różnej proweniencji. A jednak po takim festiwalu wraca wiara w literaturę, oczywiście najwyższych lotów. Piszę te słowa na tarasie jednego z zaprzyjaźnionych domów, gdzie widok na dolinę i ścianę lasu jakże mieszczucha uspakaja. A odgłos górskiego potoku przypomina, że jesteśmy i żyjemy blisko przyrody, natury, choć jakże często o tym zapominamy. I pozostają lektury, które wprowadzają nas w inny świat. I uczą składania liter w sensowny ciąg, no bo gdy nas już nauczono w dzieciństwie czytać, to korzystajmy mądrze z tego.