Kiedy tak niedawno widzieliśmy płonącą Katedrę Notre Dame w Paryżu, przypomniałem sobie o tych kilku lubelskich pożarach, także mojego klasztornego kościoła.
W naszym dominikańskim kościele, w Lublinie na Starym Mieście, w bocznej kaplicy, pierwszej po prawej stronie od wejścia, znajduje się słynny obraz Pożar Lublina. Przedstawia pożar miasta z 1719 roku. Ukazane są na nim postacie dominikanów, którzy w dwóch procesjach idą z relikwiami krzyża, próby gaszenia ognia, który się mocno rozprzestrzenia, słynny dobosz bijący na alarm i wiele innych scen. Obraz ten dziś często jest wykorzystywany wprost jako logo Lublina, gdyż ukazuje stare miasto z jego kamieniczkami, tymi samymi co dziś, tylko 300 lat temu. Ale ten kościół, bazylika sam płonął przynajmniej dwa razy w swojej historii. Pierwszy raz w 1550 roku a później dwadzieścia pięć lat po tym pierwszym. Ten drugi pożar pozostawił zgliszcza, które lubelski poeta Sebastian Klonowic tak opisał; „Przez ten pożar , kościół św. Stanisława, budynek prawdziwie królewski i okazały, pokryty dachówką ceglaną, oznaczający się trzema – z tyłu, frontu i pośrodku kościoła – szczytami, przewybornie zabudowanymi, znakomitym sklepieniem ceglanym, o różnych przepięknych żebrowaniach i wklęsłościach, zdobny; upiększony artystycznie wykonanymi malowidłami, jaśniejący złoconymi, o zadziwiającej pomysłowości artystycznej ołtarzami (…) nagle runął”. Nie tylko ze względu na paryski pożar warto te słowa i te opisy tu przywołać, ale także i dlatego, że nasz kościół został niedawno tak pieczołowicie odremontowany.
Pożary były kiedyś, zarówno w średniowieczu jaki i później plagą miast. Wystawiano nocne straże. Pilnowano aby ogień domowy na noc był wygaszony. Ścisła zabudowa, gdzie kamienica przylegała do kamienicy, dom do domu. Znowu to widać przed wejściem do naszego, lubelskiego kościoła dominikanów. Ogień mógł dosłownie skakać po dachu. Bano się ognia i to było zrozumiałe. „Od powietrza, głodu, ognia i wojny. Wybaw nas Panie. Od nagłej i niespodziewanej śmierci. Zachowaj nas Panie” – śpiewano kiedyś i do dziś się śpiewa w kościołach.
***
Ale pożar pożarem. W tym roku przypada 450 rocznica podpisania Unii polsko – litewskiej. Dlatego już dziś dedykuję wszystkim, którzy o tej Unii będą myśleć fragment wiersza Rapsod lubelski Wandy Jagienki Śliwiny:
„W przebogatej, świetnej Sali, z witrażami okien,
Zrodził się wzniosły moment w skupieniu głębokiem.
Dygnitarze zasiedli w ławkach i fotelach
Podziwiając, jak zamiar króla w czyn się wciela.
Przed purpurą sztandaru tkwi husarz skrzydlaty.
Mienią się możnych panów oblicza i szaty…
W środku Sali Zygmunt z krucyfiksem w dłoni
Odbiera akt przysięgi Orła i Pogoni!
Klęczą Litwy posłowie, stoi wielka świta,
Biskup głosem doniosłym treść przysięgi czyta,
A nad tym aktem nowej dwóch narodów ligi
Unosi się duch czysty Królowej Jadwigi.
„Niech żyje Litwa z Polską i Król dla nich jeden!
Co potomnym tak wzniosłą pozostawia schedę!”

I oto ruszył Zygmunt z posłami i świtą
Bogu złożyć podziękę za sprawę odbytą.
„Te Deum” zadzwoniło u Dominikanów,
Jak fanfara zagrana nad Panami Panu!
Wszechmiłość wzięła akord rycersko – anielski:
„Wiwat Król! Wiwat wielki akt Unii Lubelskiej!” (…)
I pomyśleć, że dosłownie kilka lat później pożar strawił dominikański Kościół gdzie to „Te Deum” było odśpiewane. Dlatego powtarzam sobie w duchu: „Od powietrza, głodu, ognia i wojny. Wybaw nas Panie”.
Zoom 5/2019