W naszym życiu ważne są: miejsca i ludzie. Od wielu lat w pierwszej połowie stycznia przyjeżdżam do klasztoru Trapistów, w Novym Dvore w Czechach, położonym na polach i w lesie, pomiędzy miastem Pilzno a Karlowe Wary. Fantastyczna, współczesna budowla kościoła i klasztoru, minimalizm architektoniczny. Trapiści żyją w absolutnej ciszy, milczeniu. Praca i modlitwa. Tutejsi to Czesi, Francuzi, czasem ktoś z okolicznych krajów przygląda się i chce wstąpić. Przyjmują nas, radę redakcyjną dominikańskiego czasopisma Salve. Tym razem osiemnaście osób. Kilka dni pracy. Intensywne rozmowy, ocena wydanych numerów pisma i planowanie nowych. W gronie przyjaciół od lat pochylamy się i dyskutujemy o Kościele w świecie współczesnym. Teologicznym oglądzie świata. Stawiamy sobie pytania: co chcielibyśmy jako chrześcijanie żywej wiary ukazać innym jako ważny intelektualny problem. Przeważnie są to ludzie młodzi, ja już prawie jestem najstarszy. Słucham i czasami pokazuję polskie doświadczenie, polską refleksję i jak my mierzymy się z przedstawionymi problemami. Ukazywana jest też taka sama perspektywa niemiecka. Także słowacka. Wśród nas są: benedyktyni, księża diecezjalni, kobiety i mężczyźni, dominikanie, biskup, wcześniej bywał dominikański kardynał. Zawsze spotykamy się na dłuższą rozmowę z miejscowym opatem Samuelem. Francuzem, który dzieli się swoimi uwagami mnicha o dzisiejszym Kościele, duchowości. Spojrzenie mnicha żyjącego tak naprawdę w zamkniętym klasztorze jest ciekawe, ale często inne niż ludzi żyjących intensywnie w świecie współczesnym. Trapiści są gościnni i życzliwi, dominikanie czescy mają z nimi bliskie relacje, gdyż tam wykładają teologię. Ten czas styczniowy co roku, to prawdziwa uczta intelektualna i duchowa. Trochę uszczypliwości pod adresem moich rodaków zbieram sam od pewnego czeskiego profesora. Ale przyjaźń od lat pozwala sobie na więcej. Tak merytorycznego i twórczego time nie spotykam na co dzień. Pozwala mi to stale patrzeć z chrześcijańską perspektywą na świat, w którym żyję. I pozwala napełnić akumulatora – jak to mawiał pewien elektryk z Gdańska – na cały rok. Potrzebne są takie miejsca i tacy ludzie do rozwoju chrześcijańskiego. Tego duchowego i tego intelektualnego.