Jakiś czas temu umarła bliska osoba dla znanego muzyka.

Syn zadzwonił do mnie: „Słuchaj stary, ja nie lubię Kościoła, nie lubię tych czarnych, którzy przychodzą na cmentarz, żeby odprawiać jakieś modlitwy za pieniądze. Byłem ostatnio na manifestacji na Franciszkańskiej, wykrzyczeliśmy wszystko, co o nich sądzimy. Ty jesteś inny, można z Tobą porozmawiać. Wy dominikanie jesteście inni. Wysyłam Ci moją ostatnią płytę i zaproszenie na koncert. Przyjdź, nie chcę być sam na cmentarzu”.

Całe przedpołudnie siedziałem w fotelu ubrany do wyjścia, odmawiając różaniec. Głos w środku mówił mi: „Idź”. Iść czy nie iść?

Napisałem maila: „To ja też jestem ten Kościół, którego nie lubisz. Musisz podjąć decyzję, czy jesteś w nim, czy jesteś poza”.