Nie chodzi o Skawińskiego, głównego bohatera noweli Sienkiewicza, ale o Piotra Jareckiego, biskupa, który otrzymał taki przydomek po uderzeniu samochodem w latarnię w Warszawie, będąc pod wpływem alkoholu. Mam nadzieję, że Piotr Jarecki, biskup, przyjmie ten przydomek z uśmiechem i dystansem do siebie, bo przecież dzięki tej latarni zaczęło się dla niego nowe życie, czego świadectwem jest książeczka „Podróż do siebie”. Są to zapiski z kilkutygodniowego pobytu w klasztorze trapistów w Genesee (USA). Przeczytałem zapiski podczas rekolekcji i była to lektura pouczająca, inspirująca i niosąca nadzieję. I w klimacie rekolekcyjnym, trzy główne myśli związane z zapiskami: wzięcie odpowiedzialności, reakcja ludzi i możliwość nawrócenia.

– x –

Pamiętam całą sytuację, która działa się w październiku 2012 roku. I pamiętam, że oświadczenie bp. Jareckiego, które pojawiło się następnego dnia po wypadku było klarowne i pokazujące, że wziął odpowiedzialność za to, co się stało: przyznał się, przeprosił, oddał się do dyspozycji papieża i zobowiązał się do przyjęcia specjalistycznej pomocy. To, co się stało potraktował jako znak od Boga i zaczął proces nawrócenia. Mimo wszystkich negatywnych opinii o nim, jakich w kościelnym świecie nie brakowało, w tej sytuacji zachował się tak jak powinien zachować się dojrzały człowiek: wziął odpowiedzialność za swoją słabość i przyjął społeczne, prawne i kościelne konsekwencje swojego czynu. Żenujące przy jego postawie wydają się postawy różnych polityków czy celebrytów, którzy w podobnych sytuacjach tłumaczą się sławną „pomrocznością jasną” (czy coś w tym stylu), siedzeniem z pijącymi w pokoju (alkohol pobierany przez oddychanie), piciem tylko małego drinka (bez wspomnienia ile razy) i równie podobnymi bzdurami.

 – x –

Reakcja ludzi w takich sytuacjach jest znamienna. Wspomina o różnych bliskich i dalszych osobach, niektórych współpracownikach, którzy się od niego odwrócili, kpili sobie z niego czy też pozwalali na rodzaj pogardy. Może – w pewien sposób – zapracował sobie na to wcześniejszym postępowaniem wobec nich. Niemniej to, co w takich sytuacjach uderza – i o czym wielokrotnie myślałem – to fakt, że tak naprawdę nie wierzymy (albo bardzo słabo wierzymy) w możliwość zmiany drugiego człowieka. Często daje się słyszeć słowa o kimś: „Z niego\niej już nic nie będzie”, „Nie warto nawet próbować, on\ona już się nie zmieni”. W tych wypowiedziach – tak jak i w niektórych reakcjach na sytuację biskupa – można usłyszeć brak miłosierdzia i niewiarę w moc łaski, w możliwość nawrócenia i zmartwychwstania. Piękne świadectwo o rodzinie, a zwłaszcza o Matce: „Najbliższa rodzina nie odrzuciła mnie. Moja dziewięćdziesięciodwuletnia mama okazała mi chyba najwięcej zrozumienia i troski” (s. 174).

 – x –

Zapiski są świadectwem, że możemy się jednak zmienić. Dzięki pracy, która zaczyna się od próby stanięcia w prawdzie bez podpórek, oszukiwania, protez. Bp. Jareckiemu pomaga w tym modlitwa z trapistami, pogłębiająca się świadomość własnego człowieczeństwa i tożsamości (budowanej nie tylko na pełnionych funkcjach) oraz uczciwe konfrontowanie się ze sobą i swoją przeszłością. Wszystko to w świetle Bożej łaski, która przyszła przez upokorzenie, otwiera drogę do nowego życia. O tym wszystkim pisze mając już 60 lat! Oczywiście to początek drogi i sam autor to wie: „Ja muszę chcieć tej zmiany. Ale aby chcenie zamienić na rzeczywistość życia, potrzebuję nowej łaski. Potrzeba też dużo cierpliwości, pokory i długiej perspektywy czasowej” (s. 86). Nie wiem jak się toczą teraz jego losy, ale życzę i modlę się, by starczyło mu siły do podjęcia tej łaski, którą otrzymał.

 

Piotr Jarecki, bp. Podróż do siebie. Opowieść zranionego Miłością. Wyd. Sióstr Loretanek, Warszawa 2015.