Rzecz się działa w Ganghereto, niedaleko Florencji. Ganghereto to właściwie wzgórze, na którym znajduje się kościół, klasztor i dom rekolekcyjny sióstr dominikanek. Miejsce trudno dostępne, zaciszne, urokliwe. Wchodząc z rozświetlonego podwórza do ciemnego kościoła, stanąłem poruszony i zaciekawiony. Oto droga krzyżowa: drewniana, miniaturowa, ma się wrażenie, że bez zachowania tradycyjnej kolejności. Wszystkie postaci są nagie. Widoczna męskość Jezusa, wyraźnie wyrzeźbiona, nieskrywana żadną szatą; kobiety przeważnie odwrócone tyłem z nagimi plecami, z boku widoczny kształt piersi. Było w tej nagości coś dziewiczego, czystego i pięknego, jakaś rajska niewstydliwość miłości.

Krzyż i nagość, które widziałem w Ganghereto, mają głęboki sens w tradycji Kościoła. Mówiono bowiem o związku piątku męki z piątkiem stworzenia człowieka. Nagość drogi krzyżowej stawała się przywróceniem niewstydliwości człowieka kochanego i kochającego. Krzyż to powrót do utraconego raju: „Jeszcze dziś będziesz ze Mną w raju” (Łk 23,43), obiecał Jezus nawróconemu łotrowi na krzyżu. Powrót do harmonii, w której cała nasza cielesność odnajduje swoje miejsce: „Każdy członek wykonuje czynność, do której jest przeznaczony i każdy sprawia się doskonale według stopnia swego. Oko stara się widzieć, ucho słyszeć, powonienie wąchać, smak smakować, ręka dotykać i pracować, noga kroczyć” (św. Katarzyna ze Sieny). Dłonie wyciągnięte na krzyżu są przeciwieństwem gestu ręki wyciągniętej po zakazany owoc.

Krzyż staje się miejscem oczyszczenia i wyzwolenia, powrotu do harmonii, dotarcia do tego, co najważniejsze. Patrzenie na Chrystusa musi zawierać krzyż i moment Jego śmierci. Trzeba się zatrzymać przy krzyżu, bo ma to odniesienie do całej tajemnicy stworzenia, zbawienia i obecności Boga w życiu człowieka. Krzyż to również droga do człowieka i z człowiekiem – krzyż wpisany w codzienność. Cierpienie odsłania i przypomina o tym, co istotne w życiu. Ilu ludzi żałuje, że dopiero w obliczu czyjejś choroby bądź śmierci zobaczyli, jak ten ktoś był im bliski. Jak nagle ważne staje się to, że wypiję herbatę czy też posiedzę bez słowa z kimś drugim. Krzyż staje się także oczyszczeniem miłości z egoizmu, szukania swego i ucieczki od trudu. Krzyż to znak miłości – jak krzyżyk na drogę, który mama stawia na czole, wkładając śniadanie do tornistra. Miłość to kwestia konkretów, powtarzanych znaków i oddania siebie. „Przemiana codziennych gestów w gesty miłości nie zmniejsza cierpienia i ciężaru, ale uwalnia mnie od świadomości, że to ciężar, i nadaje szarości rys piękna” (s. M. Chmielewska).

„I zapomnij, że jesteś, kiedy mówisz, że kochasz” (ks. Jan Twardowski).

(por. „Trzy krzyże” w: W drodze 4\2011)