Na początku jest Miłość bądź… Jej brak. Wszystko dzieje się wokół miłości: jej szukania, braku, straty, znalezienia, odnalezienia, zakochania, odkochania i bycia w miłości, a na końcu zamieszkania w miłości, albo odkrycia, że miłość zamieszkuje w nas.

Z tego, co kiedyś zobaczyłem i przeczytałem, formuła, która stała mi się bliska odnośnie miłości i jej prób zrozumienia, to miłość zawierająca się w „mimo że” i „to wszystko”.

A zaczęło się to w Krakowie na przecięciu ulic Długiej i Pędzichowa, gdzie znajduje się tzw. Dom Turecki (nr 2).  Został tak nazwany z racji minaretu wieńczącego trzypiętrową fasadę. Właścicielem był Teodor Rayski, uczestnik powstania styczniowego. Po upadku powstania wyjechał do Turcji, gdzie służył w armii w randze majora. W Egipcie ożenił się z muzułmanką. Pod koniec XIX w. powrócił do Polski. W 1910 architekt Henryk Lamensdorf zaprojektował dla żony Rayskiego ów minaret. Myślałem wielokrotnie jak bardzo piękna, głęboka musiała być ich miłość, skoro połączyła ich mimo wielu różnic. Miłość to zgoda na różnorodność, to przyjęcie wszystkiego, co należy do osoby kochanej, nawet takiej różnorodności, która czasem jest niezrozumiała. To wielki szacunek do drugiego i przyjęcie całego jego życia i wszystkiego, co w nim. Potem połączyłem to z pewnym biblijnym kapłanem o imieniu Elkana: „Pewnego dnia Elkana składał ofiarę. Dał wtedy żonie swej Peninnie, wszystkim jej synom i córkom po części ze składanej ofiary. Również Annie dał część, lecz podwójną, gdyż Annę bardzo miłował, mimo że Pan zamknął jej łono. (…) I rzekł do niej jej mąż, Elkana: „Anno, czemu płaczesz? Dlaczego nie jesz? Czemu się twoje serce smuci? Czyż ja nie znaczę dla ciebie więcej niż dziesięciu synów?”” (1 Sm 1,1.4-5.8). Elkana „mimo że” jego żona była niepłodną bardzo ją miłował.

Drugą część formuły podpowiedział mi Krzysztof Dorosz w swoim liście do Natalii. To była próba zrozumienia dlaczego miłość ich się nie powiodła: „Nie rozumieliśmy też, że miłość jest drogą. Kochając, jesteśmy w ciągłym ruchu i nikt nie ustala miary szczęścia, spokoju czy udręki. Bo dopóki jesteśmy w ruchu, wszystko, co spotykamy na drodze, jest w stanie zasilać uczucia i tworzyć więź między dwojgiem ludzi. Nie tylko radość i siła, lecz również smutek i słabość. Lęki, obsesje, rozczarowania – to wszystko może stać się ‘paliwem’ miłości”.

Jeśli przyjrzymy się im bliżej odkryjemy, że „mimo że” i „to wszystko” występują w miłości zawsze razem, są jak dwie strony jednej monety.

Miłość to przyjęcie słabości (poczynając od siebie) i całkowite oddanie. Dlatego nasza wiara w Boga, który objawił się jako Miłość w Jezusie Chrystusie, wyznaje, że mimo naszych grzechów zostało nam ofiarowane całe Jego życie.

​Można to wszystko zebrać w krótkie sformułowanie paradoksu chrześcijaństwa, a właściwie paradoksu miłości:

​- im więcej daję z siebie, tym więcej mam do dania;

​- serce nie ma granic, może się nieustannie poszerzać, zawsze znajdzie się tam miejsce dla kogoś nowego;

​- im mniej myślę o sobie w miłości, tym bardziej staję się sobą.