Wczorajszy Dzień Matki i dzisiejsza Uroczystość Trójcy Świętej połączyły się w Maryi. I chociaż ten tekst powstał wiele lat temu, to ciągle jest dla mnie aktualny.

„Duch Święty zstąpi na Ciebie i moc Najwyższego okryje Cię cieniem. Dlatego też Święte, które się narodzi, będzie nazwane Synem Bożym” (Łk 1,35).

Wydarzenie przedstawione przez św. Łukasza niesie ze sobą jakiś wgląd w samą istotę Boga, jest ważne zarówno dla teologii, jak i wiary oraz  mojego życia. Nad Maryją pochyliła się cała Trójca, razem i każda z Osób oddzielnie. Trójca ukazała swoją Twarz, tak wyraźnie i jednoznacznie siebie Objawiając. Do rozmowy Trzech Osób dotyczącej pełni czasu i objawienia, historii wszechświata i jej kierunku zaproszona została Kobieta. Zwiastowanie i nasz udział w nim staje się kontemplacją Trójcy oczyma Maryi. Po to, by – jak głosi tradycja prawosławna – szukać jedności naszego życiowego doświadczenia: „bracia za pośrednictwem kontemplowania Najświętszej Trójcy odwracali swe myśli od rozdarcia jakie niesie świat pełen nienawiści” (św. Nikon).

Właśnie przez spotkanie z Trójcą, z każdą z Osób w jakiś inny sposób, w życiu Maryi objawiła się największa tajemnica chrześcijaństwa. Maryja przez swoją delikatność i stanowczość prowadzi nas do Trójcy, przybliża każdą z osób Trójcy. Maryja jest bliska Ojcu, przez udział w cudzie zrodzenia Syna Bożego. Bóg jest przecież pierwszym Rodzicielem. Jan Ewangelista nie wahał się mówić o łonie Ojca (por. J 1,18).  Jest bliska Synowi, jako Matka, z której wziął krew i ciało (por. Hbr 2,14). Matka, która była obecna podczas Jego ziemskiego życia, obecnością zupełnie wyjątkową, bo słuchającą i rozważającą wydarzenia w sercu (por. Łk 2,51). Jest bliska Duchowi, który zstąpił na nią, jest także bliska poprzez cichą i dyskretną obecność w Kościele.

Doświadczenie i zrozumienie miejsca Trójcy i Maryi w moim życiu i codzienności przychodzi w darze jaki składam z siebie. Trójca się daje, w całości i bez reszty. Jest to zaproszenie do takiego samego daru. Daru ogromnie trudnego, wystawionego na nieprzyjęcie, niezrozumienie, wykorzystanie, zranienie egoistycznym braniem. Ale jeśli zaryzykuję to przeżyję błysk zrozumienia tajemnicy Bożego nieskończonego obdarowania, i tego, że przed Bogiem staję zawsze z pustymi rękoma. Jest to tajemnica życia, nie tylko jego początku, które ma swoje źródło w Bogu, ale bardziej jego kresu przez to, że z perspektywy śmierci z naszego życia pozostaje tylko to, co ofiarowaliśmy. Dar z siebie pozwala być w pełni człowiekiem, także przez to, że otwiera na innych ludzi. Ten dar prowadzi do zrozumienia i doświadczenia powszechność Kościoła: „W tym podstawowym akcie dokonującym się w izdebce w Nazarecie i tylko w nim, zostaje założony Kościół Chrystusowy jako katolicki. Jego katolickością jest bezwarunkowość zgody Maryi – Ecce Ancilla – której bezgraniczne oddanie się jest odpowiedzią stworzenia na nieskończenie darowującą siebie miłość Boga” (Hans urs von Balthasar). Maryja staje się bliska Kościołowi, który także jest Matką rodzącą przez chrzest nowe dzieci, a zarazem pozostaje Dziewicą, gdyż „nieskazitelnie i w czystości dochowuje wiary danej Oblubieńcowi (…); zachowuje dziewiczo nienaruszoną wiarę, mocną nadzieję i szczerą miłość” (LG 64).

Bliskość Maryi i Kościoła znajduje przedłużenie w sakramentach, ponieważ dawanie się Trójcy i spotkanie z Maryją w zwiastowaniu dzieje się w każdym sakramencie. Każdy sakrament ma strukturę zwiastowania. Bóg przychodzi i przez Ducha Św. pragnie zrodzić we mnie Syna. To cała Trójca pochyla się teraz nade mną. Przez Ducha Świętego Ojciec rodzi Syna we mnie. Dzięki temu może pulsować we mnie nieustanne źródło życia: “Obecność Boga w centrum duszy nie jest rzeczywistością nieruchomą. Jest to przychodzenie wciąż na nowo, nieustanne rodzenie Słowa: to tajemnica narodzin Słowa w duszach” (Jean Danielou). To mistyczna rzeczywistości wyłożona przez Eckharta, kiedy mówi, że dusza człowieka zanurzona w źródle Bóstwa, „rodzi z Ojcem jednego i tego samego Syna, jednorodzonego”.

W rzeczywistości także ja staję się miejscem spotkania i objawiania się Trójcy. Moja twarz jest odbiciem twarzy Boga. A wszystko zaczęło się od tego, że Trójca pokłoniła się Kobiecie. A kiedy Kobieta pokłoniła się Trójcy, serce Boga zaczęło bić rytmem ludzkiego serca…