„W jakim stanie pozostawimy ten kraj … ”

Minął gorący czas Światowych Dni Młodzieży. Sprawdzałem na ukraińsko i rosyjsko języcznych stronach internetowych informacji na ten temat. Poza kilkoma, nic było, a to co znalazłem było opublikowane przez katolickie portale, ew. przez oficjalne strony związane z wiadomościami pochodzącymi z całego świata. Akurat w tym czasie Ukraina (Kijów) jak i prawosławna Cerkiew komentowała drogę krzyżową, pochód pokoju z okazji kolejnej rocznicy chrztu Rusi.

Dlatego też trochę się rozczarowałem, że nic nie znalazłem – a obiecałem redaktorowi portalu dominikanie.pl napisać materiał związany z reakcją prawosławnych na wydarzenie  31 ŚDM.

Dzisiaj po obiedzie, jeszcze raz spróbowałem poszukać materiału…

sold.de.ru.1

Nie udało się. Ale za to znalazłem taką „perełkę”; Mianowicie przeglądając portale związane z fotografią znalazłem fotografie niemieckiego żołnierza Wermahtu, f­­otografa Asmusa  Remmera, który w okresie od 1942 do 1943 roku robił zdjęcia w Kałużskoj obłasti. Tematy, które zostały zatrzymane w kadrze to pejzaże, miejscowi mieszkańcy i niemieccy żołnierze. Zdjęcia wyglądają bardzo wyraźnie, jakby nie minęło ponad 70 lat od tamtego czasu. Asmus Remmer urodził sie 18.10.1909 roku z Niemczech, w mieście Langballig (powiat Flensburg), w rodzinie artysty Edwarda Remmera i fotografa Berty Remmer. Zdobył wykształcenie, uczył się fotografii w atelier swojej matki oraz w mieście Hamburg-Garburg. W  1925 przejął po swojej mamie zakład fotograficzny w Langballige. Pracował jako fotograf, specjalizując się w fotografii portetowej, pejzażu. Jego zakład posiadał foto-laboratorium. W 1935 roku rozpoczął wydawać pocztówki, a w 1937 roku zdał egzamin i otrzymał tytuł mistrza fotografii.

W latach 1940-45 był żołnierzem Wermahtu. Służył w piechocie; w latach 1942-43 uczestniczył w działaniach bojowych na terytorium ZSRR, później we Francji. W maju 1945 trafił do niewoli, do amerykańskiego obozu dla jeńców, skąd wrócił do domu jesienią tego roku.

Asmus Remmer jest jednym z pionierów fotografii kolorowej. W tym czasie był u niego mały fotoaparat „Voigtlander”, oraz „Plaubel-Makina” (6×9) oraz kolorowe filmy „Agfa” dla robienia diapozytów.

W swoim dzienniku z czasów wojny tak pisał o swoim pierwszym spotkaniu z Rosją: „ Wysadzili nas na dworcu w Pawlinowo (Kałużska obł.) w lesie kirowskim niedaleko od Moskwy. Zrobiliśmy  długi nocny marsz, który zakończyliśmy przed wschodem słońca, zanim jeszcze zobaczyliśmy pierwszą rosyjską wioskę. Zasypane śniegiem domy pojawiły sie niespodziewanie. Z kominów unosił sie dym prosto w różowe poranne niebo. Rosyjska kobieta była zajęta wyciąganiem wody ze studni. Powstało we mnie takie wrażenie, jakbym dosłownie czytał Biblię, i krzyknąłem: „ Tutaj my prowadzimy wojnę?” W tym momencie zrobiło mi się słabo i moi towarzysze wnieśli mnie do izby. Kiedy otworzyłem oczy zobaczyłem przed sobą rosyjską dziewczynę, która klęcząc przede mną poiła mnie mlekiem z miodem,  karmiąc mnie małą łyżeczką do herbaty. Powiedziałem do niej: „Ja mógłbym zabić twojego męża, a ty troszczysz się o mnie?”

 

sold.de.ru.2 sold.de.ru.6

Kiedy przechodziliśmy przez inne rosyjskie wioski, stało się dla mnie jasnym, że najlepszym rozwiązaniem byłoby jak najszybciej doprowadzić do pokoju z Rosjanami. Na zrobionych przeze mnie fotografiach widać, że Rosjanie nie zwracali uwagi na mój mundur i odnosili się do mnie raczej po przyjacielsku.

W poszukiwaniu ciekawych tematów, przeszedłem o wiele więcej kilometrów niż moi towarzysze boju. Wyprzedzając naszą kolumnę, zrobiłem fotografię naszym, była to długa kolumna  złożona z koni ciągnących  wozy wśród pięknych drzew. Nazwałem ją „Jak w 1812 roku”. Zrobiliśmy ponad 1000 km wgłąb rosyjskiego imperium, i cały czas nie opuszczała mnie myśl, w jakim stanie pozostawimy ten kraj, kiedy będziemy zmuszeni uciekać stąd…”

 

sold.de.ru.4 sold.de.ru.5

Dla Asmusa, żołnierza Wermahtu to nie była wyprawa fotografa do Rosji (ZSRR), aby rozkoszować się wspaniałymi widokami wiosek, przyrody – czy przyjaźnie nastowionych do niego ludzi. To była wojna, z całym okrucieństwem, niezrozumiałym przez niego, i jego podobnym… Ale mimo tego wszystkiego pozostał jakiś okruch człowieczeństwa, po jednej i po drugiej stronie; może ta rosyjska dziewczyna ze strachu karmiła go mlekiem i miodem, a może po prostu pomagała młodemu człowiekowi. Być może jej mąż, chłopak też był na froncie…

W tym świecie pełnym zła, nienawiści, mam nadzieję, że pojawiają się promyki światła, które dają nadzieję, że jednak dobro zwycięża.

Tuż przed rozpoczęciem 31 ŚDM w Krakowie, we Francji (26.07.16)  w Saint-Étienne-du-Rouvray dokonano makabrycznego zabójstwa kapłana, 86 letniego ks. Jacques Hamel. Świat stanął na głowie, trudno się połapać co tak na prawdę się wydarza. Z jednej strony Islam, ludzie Islamu, podobno pokojowo nastawieni a  z drugiej strony terroryści  – zabójcy, dla których jest czas wojny. I nie ma z nich strony miłosierdzia, współczucia…

Kiedy czytam wypowiedź tego sędziwego kapłana, którą sformułował w formie listu do parafian w czerwcu b.r., tuż przed wakacjami, staje mi przed oczyma dobry Pasterz, który stał się zranionym Pasterzem jak bohater książeczki innego kapłana francuskiego Daniela Ange. Tym bohaterm jest nasz Zbawiciel, zraniony Pasterz – Jezus, który umiera jak baranek i zmartwychwstaje, a w jego Krwi jest nasze ocalenie…

Prawdopodobnie terroryści spod znaku tzw. państwa islamskiego nie stawiają sobie pytań, jak ten wspominany żołnierz Asmus Remmer, ale pytanie jaki będzie nasz świat po tym jak „przejedzie po nas jak walec”  serii zamachów, i zakończy się ta apokalipsa zła. Czy będzie w nas jeszcze siła i pragnienie stanąć po stronie zranionego Pasterza, nawet jeśli będzie nam się wydawać, że On nas zostawił…

Warto wczytać się w ten  list autorstwa śp. Prezbietera, Jacques Hamel. Jestem przekonany, że ten kapłan jest męczennikiem za wiarę, i uczestniczy już w wakacjach – święcie, które nie ma końca, jak pisał w jednym z Listów Wielkanocnych biskup Aleksandrii, św. Atanazy.

Wiosna była raczej chłodna. Jeśli odczuwamy trochę chandry – cierpliwości, wkrótce nadejdzie lato. A z nim czas wakacji.
Wakacje – to moment zdystansowania się od naszych zwyczajnych zajęć. Ale taka definicja nie wystarczy. To czas odpoczynku, zarazem jednak odnowienia sił duchowych; czas spotkań, dzielenia się, przyjaznego bycia ze sobą.
Czas odnowy: niektórzy z nas spędzą kilka dni na rekolekcjach lub na pielgrzymce. Inni będą czytać Ewangelię – sami lub z innymi – jako Słowo, które pomaga przeżywać nasze „dziś”. Jeszcze inni będą mogli odnowić się poprzez wielką księgę stworzenia, podziwiając krajobrazy – tak odmienne i tak wspaniałe – unoszące nas ku Bogu i mówiące o Nim. Obyśmy w takich momentach dosłyszeli zaproszenie Boga do zatroszczenia się o ten świat – by tam, gdzie żyjemy, uczynić go serdeczniejszym, bardziej ludzkim, bardziej braterskim.
Czas spotkań – z najbliższymi, z przyjaciółmi: chwile, kiedy mamy możliwość przeżyć coś razem. Chwile, gdy jesteśmy bardziej czujnymi wobec innych, niezależnie od tego, kim są.
Czas dzielenia się: dzielenia przyjaźni, radości; czas wspierania naszych dzieci i pokazywania im przez to, że są dla nas bardzo ważne.
Również czas modlitwy: bądźmy uważni na to, co będzie się działo aktualnie w naszym świecie. Módlmy się za najbardziej potrzebujących, o pokój, o lepsze współżycie międzyludzkie.
To będzie wciąż Rok Miłosierdzia. Uczyńmy swoje serca wrażliwymi na piękno, na każdego człowieka; na te oraz tych, którzy mogą czuć się bardziej samotni.
Niech te wakacje pozwolą nam wypełnić się po brzegi radością przyjaźni i powrotu do źródła. Będziemy wtedy mogli, umocnieni, podjąć dalszą wspólną drogę.
Dobrych wakacji wszystkim!

ojciec Jacques Hamel