Od kilku miesięcy, moim penitentom, zwłaszcza tym narzekającym na codzienne trudności życiowe i na to, że życie poszło jakoś nie tak, zadawałem często jako pokutę modlitwę dziękczynną, szczególnie za te dobra, do których się przyzwyczailiśmy, których nie widzimy na co dzień. Za to, że nie jesteśmy głodni, że w naszym kraju nie ma wojny, że mamy gdzie mieszkać, jesteśmy na tyle zdrowi, że możemy przyjść do kościoła, jesteśmy na tyle świadomi, że możemy rozmawiać ze sobą i z Bogiem. Myślałem, że tę refleksję zawdzięczam temu, że w ciągu ostatniego roku z racji opieki nad moją Mamą często bywałem w krakowskich szpitalach i widziałem dużo ludzkiego cierpienia. Niemniej, moim penitentom mówiłem: trzeba dziękować codziennie za te dobra, których nie widzimy, które wydają nam się oczywiste, bo one nie są oczywiste. Jak wtedy mówiłem, „mogą zniknąć jak za prztyknięciem palców”.

 

Zaraz przy wejściu do muzeów watykańskich znajdują się Ręce Mitoraja. Trzymające świecę, kurczowo złożone do modlitwy ręce są – jak to u Mitoraja – obwiązane bandażami. Bandaże to znak ran – czyżby to ludzki ból nie pozwalał na porzucenie modlitwy?  Równocześnie bandaże wzmacniają ręce w modlitewnej pozie. Poszukiwanie światła w ludzkiej ciemności i cierpieniu.