Utrata pierwotnej miłości

Dyskusje o zobowiązującym celibacie duchownych rzymskokatolickich powtarzają się co jakiś czas jak po amplitudzie. Przy czym, tak w Kościele jak i poza nim. Prawie nikt nie prowadzi dyskusji o celibacie jakichś mnichów w hinduizmie czy buddyzmie, bo oni są daleko i nie wpadają zbyt często do oczu. Natomiast celibat w Kościele Katolickim jest pewnym wezwaniem, jest znakiem, bardzo często sprzeciwu, często powodem gniewu, czasem szyderstw, chociaż jeszcze w wielu wypadkach też nim się zachwycają i go szanują. Oprócz tego, życie seksualne lub publiczna rezygnacja z niego zawsze były i są obszarem ciekawości oraz szczególnej uwagi ze strony społeczeństwa.

Przyczyny tych dyskusji na temat celibatu duchownych Kościoła Rzymskokatolickiego są różne w różnych czasach. Na początku XXI wieku powodami do dyskusji są, generalnie rzecz biorąc, brak powołań kapłańskich, różne skandale w Kościele, dość często też powodują te dyskusje wypadki niedotrzymania celibatu przez duchownych. Są to przyczyny wewnętrzne, w ramach struktury. Natomiast dodają się też różne zewnętrzne powody do dyskusji, na przykład biblijne czy historyczne argumenty, jak również przykład żonatego kapłaństwa, które „świetnie funkcjonuje bez obowiązkowego celibatu”. Odnośnie tego ostatniego przekonania, to warto powiedzieć tak: żonate kapłaństwo mniej więcej tak samo „świetne” jak jest „świetnym” kapłaństwo w celibacie. Bowiem i tu, i tam są swoje problemy. Jeżeli kapłani celibatariusze mają problemy natury osobistej, najczęściej w sferze seksualnej, lub w pytaniu, jak radzić sobie z samotnością, to u żonatych księży są to problemy rodzinne, czasem bardzo trudne, a najczęściej materialne, które zmuszają nie raz oprócz kapłańskiej posługi gdzieś jeszcze dorabiać na życie (zazwyczaj kosztem prowadzenia należytej posługi duszpasterskiej), ażeby móc utrzymać rodzinę. Postawienie jednego lub drugiego sposobu życia kapłana jako ideał najczęściej jest pobożnym życzeniem, i to w obu wypadkach.

Też trzeba dodać, że problem z powołaniami do kapłaństwa statystycznie bierze się nie tyle z powodu celibatu, ile z takiego a nie innego kulturalno-społecznego, i też gospodarczego ustroju danego społeczeństwa. Krótko mówiąc, brak powołań czy to w Kościele Katolickim, czy to w Kościele Prawosławnym, czy też w różnych protestanckich tradycyjnych denominacjach odczuwa się prawie tak samo, jeżeli chodzi o region, który ma nazwę zbiorową: „świat zachodni”, czyli Zachód plus te kraje, do których przedostała się zachodnia, ale przede wszystkim konsumpcyjna mentalność. Biorąc pod uwagę globalny charakter przenikania zachodniego sposobu myślenia i życia w ich czysto świeckim wydaniu, to problem dotyczy większości regionów świata.

Dzisiaj coś takiego, jak dziewictwo – tak mężczyzn jak i kobiet – wygląda jak jakieś dziwactwo. Podobnie ma się rzecz z czystością przedmałżeńską. Natomiast „normą” stały się tak naprawdę różne perwersje, o prawo na praktykowanie których oraz zapisanie w prawie państwowym dość systematycznie walczą i bronią różni aktywiści. To co kiedyś dla społeczeństwa było „cnotą”, dzisiaj w jego oczach najczęściej jest pewnym „defektem” i vice versa. I najważniejsza sprawa. Ta mentalność konsumpcyjna przenikła też do Kościołów. Jak powiedział kiedyś kardynał Gerhard Müller, to nie celibat jest powodem kryzysu w Kościele, lecz odwrotnie – kryzys w Kościele spowodował deprecjację celibatu. Można dodać, także poprzez samych kapłanów. Stąd kryzys z dotrzymaniem celibatu u wielu przedstawicieli duchowieństwa łacińskiego.

Co z tym wszystkim robić – to jest całkiem inne pytanie. Możliwie, zniesienie obowiązkowego celibatu zwiększy nieco liczbę powołań. Jednak, jak się wydaje, nie aż tak znacząco, że seminaria na Zachodzie się wypełnią, jak to było kiedyś. Dopóki nie będzie odnowienia „pierwotnej gorliwości” czy też „pierwotnej miłości” (zob. Ap 2, 4), natomiast będzie dalej dominował „letni” stan (zob. Ap 3, 15-16), to żadne zmiany zewnętrzne generalnie nie odnowią Kościoła. Dlatego że jeżeli nie będzie rozwiązana głębsza przyczyna problemu, wtedy permutacje zewnętrzne będą zamianą jednego problemu na inny. A głębszy problem – to brak kroczenia uczniów Chrystusa, przede wszystkim pasterzy – czy to żonatych, czy to bezżennych – za słowami Chrystusa, którymi on gorąco modlił się do Ojca podczas swojej tak zwanej modlitwy arcykapłańskiej: „Nie proszę, abyś ich zabrał ze świata, ale byś ich ustrzegł od złego. Oni nie są ze świata, jak i Ja nie jestem ze świata. Uświęć ich w prawdzie. Słowo Twoje jest prawdą. Jak Ty Mnie posłałeś na świat, tak i Ja ich na świat posłałem. A za nich Ja poświęcam w ofierze samego siebie, aby i oni byli uświęceni w prawdzie” (J 17, 15-19). Uczniowie Chrystusa, którzy powinni być „nie ze świata tego” oraz „uświęceni w prawdzie”. Przeciwstawiając się przez to obłudzie, podwójnemu życiu, fałszu, kłamstwu, chciwości, próżności, egoizmowi, nieczystości, braku nawrócenia.

 

Kardynał Sarah i „związek ontologiczny”

Przy okazji rozmyślania nad teologią kapłańskiego celibatu warto powiedzieć o jednej sprawie, która w ostatnim czasie stała się dość dyskusyjną. Chodzi o twierdzenie, które ciągle rozpowszechnia w swoich książkach kard. Robert Sarah, prefekt Kongregacji ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów, a dokładnie, że celibat jest ontologicznie powiązany z kapłaństwem. Inaczej mówiąc, że kapłaństwo bez celibatu nie jest prawdziwym i pełnym kapłaństwem Chrystusowym. W swojej ostatniej książce „Z głębi naszych serc” (2020), w której rozdział zatytułowany „Katolickie kapłaństwo” napisał emerytowany papież Benedykt XVI, kardynał Sarah kilka razy powtarza o związku ontologicznym pomiędzy celibatem a kapłaństwem albo o ontologiczno-sakramentalnym związku między nimi.

Kardynał Sarah nie jest osamotniony w swoich rozmyślaniach na temat kapłaństwa. Odwołuje się on między innymi do papieża-emeryta Benedykta XVI. Właśnie w pierwszym rozdziale książki „Z głębi naszych serc” poprzedni papież pisze: „Można by powiedzieć, że wstrzemięźliwość funkcjonalna (czyli celibat) dokonała transformacji – sama przez siebie – we wstrzemięźliwość ontologiczną”. Przyczynę tej transformacji papież emeryt Benedykt XVI wyjaśnia w ten sposób: „Wychodząc z faktu codziennego sprawowania Eucharystii, a także z faktu nabożeństw, które takie sprawowanie włączały, wynikła sama przez się niemożliwość związku małżeńskiego” (Benedetto XVI, Robert Sarah, Dal profondo del nostro cuore, Siena 2020, p. 38).

Odnosząc się do takiej argumentacji papież-emeryt nawiązuje do służby kapłanów Starego Testamentu, którym była przypisana czystość rytualna i którzy powinni byli stać przed Panem w świętości i czystości, „jego bowiem wybrał Pan, Bóg twój, spośród wszystkich pokoleń twoich, aby był na służbie ku czci imienia Pana” (Pwt 18, 5). W czasach Nowego Testamentu kapłan Chrystusa codziennie „staje przed Panem”, sprawując Eucharystię, stąd też wymóg ciągłego i nierozdzielnego oddania na tę służbę, co wyraża się w stałym celibacie. Papież-emeryt w danym wypadku przekazuje po prostu tradycję łacińską, która w taki sposób argumentowała wprowadzenie obowiązku celibatu dla kapłanów.

Warto jednak skupić się na „transformacji” celibatu w „ontologiczną wstrzemięźliwość”. Używając określenia „ontologiczny” Benedykt XVI wchodzi na teren nie tylko poważnej teologii ale także filozofii. Ontologia bowiem jest to dyscyplina filozoficzna, wyjaśniająca istnienie jakiegokolwiek bytu oraz aspekty tego bytu i jego istnienia, jak również wyjaśniająca czym byt jest sam w sobie czy też, jak by powiedział Kant, czym jest dla innych. Krótko mówiąc, ontologia – to ogólna teoria istnienia, nauka o tym, kim lub czym ktoś lub coś jest (albo też nie jest) w swojej istocie. Na przykład, ontologia stwierdza, że chleb jest w swojej istocie chlebem, a nie metalem, choć jakieś elementy żelaza w chlebie się znajdują, nie zmienia to jednak istoty, że jest to chleb. Chleb w swojej istocie przestaje być stopniowo chlebem, kiedy jest zjadany i zostaje strawiony lub kiedy całkowicie się psuje i znika, itp. W danym wypadku następuje „zmiana ontologiczna”, bo przedmiot zmienia swoją istotę lub całkowicie zanika, przekształcając się w coś innego.

Tak więc, papież-emeryt Benedykt XVI stwierdza, że przyjęcie sakramentu kapłaństwa powoduje pewną „ontologiczną transformację”, która wyraża się w „ontologicznym celibacie”. Innymi słowy, kapłan w swojej istocie staję się bezżennym. Można to teologicznie w pewnym sensie uargumentować, mówiąc, że kapłan to „alter Christus”, czyli „drugi Chrystus”, ten, który reprezentuje Chrystusa, bo działa w imieniu Chrystusa, przemawia (w czasie Eucharystii) w imieniu Chrystusa, itd. Dlatego więc w swojej istocie upodabnia się Chrystusowi, żyje on tak, jak Chrystus – w celibacie, całkowicie w całym swoim istnieniu oddając się służbie. W takim kierunku idzie argumentacja kard. Roberta Sarah w innej jego książce „Wieczór się zbliża i dzień już się chyli”, kiedy mówi on: „Kapłan bowiem jest ipse Christus. Jest samym Chrystusem. W sposób sakramentalny niesie w sobie Chrystusa, ucieleśnienie miłości Boga do człowieka… Na mocy konsekracji otrzymanej w sakramencie święceń istnieje swoisty związek ontologiczny łączący kapłana z Chrystusem… Zostaje wzięty w posiadanie przez Chrystusa, zanurzony w Chrystusa tak osobiście i głęboko, że ma żyć i działać w prawdzie tak jak Chrystus… Dzięki tej konsekracji życie duchowe kapłana jest ukształtowane przez zachowania właściwe Chrystusowi, na nich wzorowane i nimi naznaczone” (Kard. Robert Sarah, Wieczór się zbliża i dzień już się chyli, Warszawa 2019, s. 109-110).

To prawda, i pisał już o tym Apostoł Paweł, że my wszyscy, którzy zostaliśmy ochrzczeni, a nie tylko kapłani, powinniśmy „przyoblec się w Chrystusa” (zob. Ga 3, 27), czyli ciągle odczuwać w swoim życiu Jego obecność, ciągle za Nim podążać, pokochać Go całym sercem i duszą. Tenże Paweł w innym fragmencie Listu do Galatów pisał: „Żyję już nie ja, a żyje we mnie Chrystus” (Ga 2, 20a). Pawłowi chodziło o życie ochrzczonego wiarą w Chrystusa, dlatego od razu po tych słowach dodaje: „obecne życie moje jest życiem wiary w Syna Bożego, który umiłował mnie i samego siebie wydał za mnie” (Ga 2, 20b).

Nawiasem mówiąc, opierając się na nauce Apostoła Pawła, niektórzy teolodzy XX wieku, jak na przykład o. Roman Zdziarstek OP, rozwinęli cała teologiczną dyscyplinę – chrystianologię (zob. Zdziarstek Roman, Chrystianologia Świętego Pawła, Aspekt ontyczny, t. 1, Kraków 1989). Mowa w niej o tym, że człowiek ochrzczony, „przyobleczony w Chrystusa”, posiada już ontologiczną wspólnotę z Trójcą Świętą. A to dlatego, że chrześcijanin to „nowe stworzenie”, a „stary człowiek” już umarł, zatem jest to swego rodzaju „nowe istnienie”, stąd też ontologiczna zmiana w naturze człowieka. Tak właściwie, dla chrześcijan, zgodnie z takim podejściem, należało by napisać osobną antropologię, bo nie są oni już takimi ludźmi jak wszyscy inni (por. Kubanowski Andrzej T., Pytanie o status chrystianologii św. Pawła – quaestiones selectae, Studia Gdańskie, Tom XXXVIII, 2016, s. 65-74). Zresztą, zwolennicy tej dyscypliny tak właśnie proponują: zamienić w odniesieniu do chrześcijan termin „antropologia” na „chrystianologia” (zob. Kluz Marek, Słomka Artur Sylwester, Chrystianologia moralna w świetle wybranych polskojęzycznych komentarzy Listu św. Pawła Apostoła do Efezjan, [w:] Ruch Biblijny i Liturgiczny, tom 70, Nr 4, 2017, s. 341–360).

Otóż, świadomość ścisłego związku ochrzczonego z Chrystusem, a tym bardziej – wyświęconego kapłana Chrystusowego, stopniowo doprowadziła na Zachodzie do świadomości potrzeby funkcjonalnego celibatu dla kapłanów, co też i stało się tradycją łacińskiej części Kościoła Chrystusowego, utwierdzoną przez prawo. Skąd zatem próby utwierdzenia tego także i w teologii, mówiące, że „funkcjonalny celibat” sam przez się przetworzył się w celibat ontologiczny? Skąd starania, by rozszerzyć prawną tradycję łacińską na cały Kościół, także z innymi tradycjami.

 

Pojawienie się teologii ścisłego związku celibatu z kapłaństwem

Rozważania nad ontologicznym powiązaniem celibatu z kapłaństwem pojawiają się gdzieś w XVII wieku za sprawą francuskiego kardynała Pierre’a de Bérulle’a (1575-1629). Był to człowiek, który w znaczący sposób odnowił życie duchowe we Francji w XVII wieku, w tym także kapłańskie i zakonne, zakładając między innymi Kongregację kapłańską, t. zw. oratoria, które już wcześniej zakładał we Włoszech św. Filip Neri, a która to Kongregacja później otrzymała nazwę „oratorianie”. O ile wkład Pierre’a Bérulle’a w odnowę kapłańskiej gorliwości jest bezsprzecznym, to jednak jego teologia kapłaństwa nie wywołuje już takiego samego entuzjazmu. Dość dokładnie przeanalizował to Jacques Maritain w swojej ostatniej książce «De l’Église du Christ. La personne de l’église et son personnel», wydanej w Paryżu w 1970 r.  (przekład angielski: «On the Church of Christ: The Person of the Church and her Personnel», University of Notre Dame Press, 1973). Dokładnie pisze on o tym w rozdziale tej książki „Osoba Kościoła bezsprzecznie święta – osoby w Kościele nie” (w wersji angielskiej «The Person of the Church is Indefectibly Holy; Her Personnel is Not», wyd. University of Notre Dame Press, 1973, с. 135-151). Więcej w temacie rozmyślań Maritaina o Kościele i kapłaństwie pisze znawca jego twórczości Bernard Doering (zob. Jacques Maritain on the Church’s misbehaving clerics, by Bernard Doering, Sacramental function, pastoral dysfunction, publikacja internetowa).

Maritain pokazywał, że Bérulle w swoim rozmyślaniu nad kapłaństwem nie odróżniał stałej świętości kapłańskiej funkcji jako takiej (rzeczywistość obiektywna) od świętości życia samego kapłana (rzeczywistość subiektywna). I dlatego Bérulle twierdził, że owa świętość życia jest przekazywana kapłanowi przez sam fakt święceń. Oczywiście, święcenia powinny jeszcze bardziej przynaglać kapłana do prowadzenia świętego życia, jednak ta świętość nie jest czymś stabilnym: jest ona dynamiczna, można ją powiększyć lub zmniejszyć, lub też całkowicie utracić, będąc już wyświęconym. W tym zatem był błąd Bérulle’a, jak pisze Maritain, że przyjęcie święceń nie czyni świętym, i że kapłaństwo nie jest „stanem świętym”, jeśli mowa o życiu kapłańskim, jest ono, kapłaństwo, świętym, gdy mówimy o sakramencie samym w sobie.

Niezmywalny „charakter”, jaki odciska w duszy kapłana przyjęcie święceń, jest to łaska, aby działać „w osobie Chrystusa”, przede wszystkim udzielać sakramentów, w pierwszej kolejności sprawować Eucharystię, przy czym ważność Eucharystii, zgodnie z dawną tradycją Kościoła, nie zależy od osobistej świętości kapłana. Dlatego też życie kapłana na poziomie świętości nie różni się od świętości innych wiernych, a może być ono lepszym nie dlatego, ze otrzymał on święcenia, a dlatego, że bardziej współpracuje z Bożą łaską. Jest to, zresztą, zadanie każdego chrześcijanina. Stąd też, pośrednictwo kapłana, jak mówi Maritain, ma charakter funkcjonalny, a nie jakiś sakralny. I tymi funkcjami jest podawanie wiernym Słowa Bożego, sakramentów, w tym Ciała i Krwi Pańskiej. A takie pośrednictwo nie czyni w żaden sposób kapłana jakimś super-chrześcijaninem.

To prawda, że Bérulle, i w ogóle szkoła francuska w XVII wieku, jak stwierdza Maritain, zrobiła dużo, by zwrócić uwagę na potrzebę świętości duchownych, którzy dla reszty wierzących mają być przykładem, jednak z drugiej strony, w sposób fałszywy przedstawiła ona źródło tej świętości. Przedstawienie to wyglądało tak, że kapłan jest jakby wcielonym narzędziem zbawienia, który zlewa się niejako z Osobą samego Zbawiciela przez fakt święceń, i że niby to wszystkie jego czyny i słowa to są słowa samego Chrystusa. Zresztą, podobną myśl szkoły francuskiej powtarza kardynał Robert Sarah, gdy mówi: „Chrystus, Bóg, który stał się człowiekiem, został posłany na świat i jest pośrednikiem między niebem i ziemią, między Bogiem Ojcem i rodzajem ludzkim… Doskonała czystość księdza ma oznaczać nie tylko owo naśladowanie, owo upodobnienie do Chrystusa, ale również intensywną obecność Chrystusa w każdym kapłanie. Celibat kapłański wyprzedza to, czym będziemy w Bogu w pełni życia w królestwie niebieskim” (Kard. Robert Sarah, Wieczór się zbliża i dzień już się chyli, s. 109). Nawiasem mówiąc, w rozmyślaniach kardynała Sarah o kapłaństwie ciągle można prześledzić pewne „przebóstwienie” osób duchownych ze względu na ich „sakralną” pozycję dzięki przyjętym święceniom. Podobną myśl widzimy w „Katechizmie rzymskim”, wydanym po Soborze Trydenckim w XVI wieku, gdzie o kapłanach powiedziano między innymi: „Wielce jest poważny urząd kapłański… Przeto słusznie nie tylko Aniołami, ale też i Bogami są nazywani, iż moc i władzę samego Boga nieśmiertelnego między nami na sobie mają” (Katechizm Rzymski, t. II: O Sakramentach, rozdział VII: O Sakramencie Kapłaństwa, 2, Jasło 1866, s. 303).

Myśli o „sakralności osoby kapłana”, jakie rozwinął Bérulle, po nim niekiedy jeszcze bardziej się radykalizowały. Jeśli kapłan to „święty człowiek” dzięki święceniom, to wszystkie jego czyny i słowa są święte, nawet codzienne czy zwyczajne rozmowy. Bowiem naprawdę to nie on coś robi czy mówi, ale to „Chrystus czyni i mówi”. Jak widać, wyraźnie brak w takich rozmyślaniach rozróżnienia funkcji i osoby, osoba natomiast staje się ontologicznie nie sobą, ale Kimś innym. Inaczej mówiąc, było to nic innego, jak nadużywanie znanym oznaczeniem, jakim określano kapłanów – „alter Christus”. Z drugiej strony, były to próby zaszczepienia wśród wiernych większego szacunku i miłości do osób duchownych. Jednak, jeśli wierni powinni kochać i szanować kapłanów, to na pewno nie z przyczyn fałszywej teologii, a na dodatek i antropologii w odniesieniu do ich osoby. Nic więc dziwnego, że ze względu na ową „sakralność” osoby kapłana, gdy powstaje skandal, czy to z pedofilią, czy z nieprzestrzeganiem celibatu, czy jakiś inny, to „góra” stara się nie wynosić tego do wiadomości ogółu, by w ten sposób nie łamać stereotypu o „sakralności” swoich duchownych. Wielkość kapłana, jak mówi w końcu Maritain, wynika z wielkości jego służby w sprawowaniu Eucharystii, a nie z jakiejś innej przyczyny.

Wychodząc z tych rozmyślań, Maritain robi wniosek na temat celibatu kapłańskiego. Twierdzenie, że jest on czymś nierozłącznym z kapłaństwem, czy jak to mówią teraz niektórzy, ontologicznie z kapłaństwem powiązany, jest bez wątpienia fałszywym twierdzeniem i błędnym z punktu widzenia teologii. A także i z punktu widzenia historii – tutaj Maritain powołuje się na doświadczenie Kościołów Wschodnich. Celibat był umocowany w tradycji łacińskiej dla lepszego wykonywania funkcji kapłana, dla jego lepszej „dostępności”, większej mobilności, dla większego dobra wiernych, a nie dlatego, że to wynika z istoty sakramentu kapłaństwa. I choć usunięcie obowiązkowego celibatu nie rozwiązałoby wszystkich problemów, jednak należy zastanowić się nad tą ogólną zasadą i bardziej spojrzeć na dobro Kościoła w całości, jako Ludu Bożego, a nie jedynie na dobro części Kościoła, jakim jest hierarchia.

I dlatego, podsumowuje Maritain, należy zachować tradycję obowiązku celibatu jako zasadę, gdyby jednak gdzieś małżeństwo duchownych przyczyniło się do lepszego ich funkcjonowania jako kapłanów oraz do większego dobra wiernych, można tam wówczas w Kościele łacińskim zaprowadzić kapłaństwo żonate jako wyjątek. Warto przy tym zaznaczyć, że Maritain osobiście wysoko cenił celibat, sam zresztą ze swoją żoną Raïssą jeszcze w młodości złożył obietnicę „małżeńskiej czystości” w znaczeniu wstrzemięźliwości seksualnej, a po śmierci żony przeniósł się żyć do klasztoru.

 

Boża łaska a natura ludzka

Na koniec kilka słów o tym, czy Boża łaska, a w naszym wypadku łaska sakramentu święceń, zmienia jakoś człowieka czy nie. Nie ma wątpliwości, ze łaska Boża odnawia człowieka, daje mu nowe duchowe siły, często takie, bez których człowiek nie jest w stanie sam pokonać w sobie jakąś duchową słabość, jak chociażby grzech. Są to także siły do nawrócenia, siły, by wytrwać u stanie świętości, siły, by miłować wrogów, wybaczać im, modlić się za nich itd. Taki człowiek, pozostając w sensie ontologicznym człowiekiem bez żadnych zmian, staje się jednocześnie duchowo odrodzonym, odnowionym, i staje się, jak mówi Apostoł Paweł „nowym stworzeniem”: „Jeżeli więc ktoś pozostaje w Chrystusie, jest nowym stworzeniem” (2 Kor 5, 17, por. Ga 6, 15). Jednak to „nowe stworzenie” to jest ta właśnie łaska, jaka działa w słabym i grzesznym człowieku. To nie żadna „zmiana ontologiczna”. Dla lepszego zrozumienia, przydaje się tutaj klasyczna formuła św. Tomasza z Akwinu: „Gratia supponit naturam et perficit eam” (Summa Theologiae, I, I, 8 ad 2), czyli mówiąc opisowo: łaska Boża działa w człowieku, nie zmieniając ludzkiej natury jako takiej, ale ją udoskonalając.

Oczywiście, Tomasz z Akwinu, idąc za Pawłem Apostołem, nazywa sakrament chrztu „nowym stworzeniem”, a ochrzczonego odpowiednio „nowym człowiekiem”, ale oczywiście nie w sensie ontologicznym, lecz duchowym. Człowiek dzięki Bożej łasce, zwłaszcza tej, która wylewa się na tego człowieka za pośrednictwem sakramentów, wchodzi w życie Boże (na Wschodzie coś takiego często nazywają „przebóstwieniem”), jednak to „życie w Bogu” nie oznacza zmiany ontycznej i posiada wymiar teologiczny, a nie filozoficzny, czyli nie przewiduje jakiejś bytowej, czy ontologicznej zmiany. W ogóle, zmiana ontologiczna jako taka, możliwa jest jedynie w trzech wypadkach: 1) creatio ex nihilo, czyli wtedy, gdy pojawia się jakieś istnienie, którego wcześniej nie było; 2) destructio, czyli zniszczenie jakiegoś istnienia, jego śmierć, lub jak by to powiedzieli klasycy – oddzielenie się jego materii od formy; 3) transubstantiatio, czyli „przeistoczenie” chleba i wina w Ciało i Krew Chrystusa pod czas Eucharystii. Mówiąc krótko, dzięki łasce zmiana powstaje nie w naturze człowieka, a jedynie w relacjach między człowiekiem a Bogiem, przy czym jest to na tyle wielka zmiana, że można ją nazwać „nowym stworzeniem” (Więcej i bardziej szczegółowo na ten temat zob. Tomasz Gałuszka OP, Odnowa w łasce, Kraków 2018, s. 49-57).

Podsumowując wszystko, co zostało powiedziane o działaniu łaski Bożej w człowieku, także tej, która jest udzielana razem ze święceniami, nie może być mowy o jakiejś ontologicznej zmianie w człowieku w związku z działaniem tej łaski. Odpowiednio także nie może być, że „celibat funkcjonalny” przetworzyłby się w jakiś „celibat ontologiczny”. Nie mówiąc już o tym, że w Kościele powszechnym istnieje nauka o jednych i tych samych sakramentach, a nie o różnych ich kategoriach – lepszych lub gorszych. Jeżeli jest jeden sakrament chrztu, niezależnie od wyznania, jeżeli jest jedna Eucharystia niezależnie od obrządku, to jest też jeden sakrament święceń, niezależnie od tradycji, czy to łacińskiej z obowiązkowym celibatem, czy to wschodniej z żonatym kapłaństwem. I dlatego niewłaściwym jest stwierdzenie, że wierni, którym posługują kapłani żonaci, mają u siebie księży „gorszej kategorii” (por. kard. Robert Sarah, Wieczór się zbliża i dzień już się chyli, s. 103).

Jest jedno kapłaństwo Jezusa Chrystusa i dlatego wszyscy kapłani Jezusa Chrystusa, czyli wszyscy ci, których prawowici następcy Apostołów – biskupi, wyświęcili na prezbiterów, są jednakowi, a także ich kapłaństwo jest równe, bo służy dla udzielania wiernym tych samych sakramentów, których siła nie zależy od osobistych cech duchownego.

Tłumaczenie z ukraińskiego: ks. Mateusz Świstak