14 września to dzień dla naszej Wspólnoty zawsze szczególny. Dla mnie owo „zawsze” trwa już całe półwiecze, dla innych jeszcze dłużej, dla młodszych trochę krócej lub znacznie krócej.

„Instytut założony pod wezwaniem Jezusa Ukrzyżowanego, stara się w sposób szczególny czcić Chrystusa przez włączenie całego życia w Jego ofiarę zbawczą i Jego zwycięstwo paschalne” (z Konstytucji Świeckiego Instytutu Dominikańskiego z Orleanu)

To oczywiste, że każdy wrześniowy dzień skupienia organizujemy w terminie najbliższym Święta Podwyższenia Krzyża. W tym roku też miało tak być – i ostatecznie było, choć nie udało się spotkać w pełnym gronie. No cóż, ciągle jeszcze mamy pandemię…

Jakże w tym miejscu nie dziękować Bogu za współczesną technikę! Komputery, internet, kilka grup dzielenia się online – proszę bardzo, jesteśmy razem, rozmawiamy, adorujemy krzyż. Każda ma w rękach swój: ten przywieziony kiedyś z jakiejś pielgrzymki, ten odziedziczony po rodzicach czy nawet jeszcze starszy; najczęściej jednak ten otrzymany w dniu pierwszych ślubów, taki najbardziej „mój”, którego historii na ogół nie zna nawet najbliższa rodzina.

Rozmowy o krzyżu w naszym, w moim życiu: o odkrywaniu, że i ja bywam dla kogoś krzyżem, że mój grzech jest narzędziem męki Chrystusa bardziej bolesnym niż ta zadana przez nieświadomych oprawców, o uciekaniu przed krzyżem i o powrotach.
O uświadomieniu sobie, że skoro Chrystus włączył Maryję, swoją Matkę, do odkupieńczej ofiary, to poprzez krzyż zjednoczył się też z każdym człowiekiem.
Chwileczkę, więc ze mną także?
Tak, bez wątpienia.
Hm, a ja uciekam?
No właśnie…

Włączyć całe życie w zbawczą ofiarę mojego Oblubieńca i w Jego zwycięstwo paschalne… Już tyle lat tego pragnę i ciągle, od półwiecza, niezmiennie się na tej drodze potykam.

Od minionej soboty znów słyszę ciche kołatanie serca: Pośpiesz do krzyża! Nie tylko wtedy „gdy grom się zbliża”… Zawsze!!!

Anna Maria