Koniec świata – co to znaczy? „Wszystko dobre, co się dobrze kończy” – lieto fino opery barokowej i hollywoodzki happy end? A może gorzka myśl: „Wszystko, co dobre, się kończy”? A może jeszcze inaczej: „Nareszcie koniec, a po nim nowy, lepszy początek”?

Wobec spraw ostatecznych

Słyszałem niedawno znaną pieśń z tekstem wziętym ze starochrześcijańskiego pisma Didache. Niestety, tekst został zmieniony, tak że zabrzmiały słowa: „Niech przyjdzie Twa łaska i niech przemieni ten świat”. To dobra modlitwa, ale prawdziwy tekst jest o wiele lepszy: „Niech przeminie ten świat”. Tak modlili się pierwsi chrześcijanie, tak rozumieli słowa „Przyjdź Królestwo Twoje”, taką żywili tęsknotę.

W naszym praskim kościele o rzeczach ostatecznych przypominają konfesjonały z lat 1760-65. Niestety, nie znalazłem ich zdjęć. Nie będę się silił na dokładny opis; wspomnę tylko, że Śmierć to anioł z kosą i klepsydrą stojący nad kościotrupem (spowiadając widzę zwisającą piszczel), Sąd wyraża aniołek z wagą, trąbą i mieczem stojący nad otwierającym się grobem, a Piekło to płaczące putto, któremu smok wgryza się we wnętrzności (wbrew pozorom przejmująca rzeźba). Najmniej przekonująco wypadło Niebo: dwa putta unoszące znak Opatrzności, tak jakby się nim bawiły.

Swoistym poetyckim odpowiednikiem konfesjonałów u św. Idziego jest powstały w tym samym czasie wiersz Charlesa Wesleya, założyciela metodystów. Wiersz zaczyna się gwałtownie, pytaniem: Czy na to się urodziłem, by umrzeć? Kolejne zwrotki przejmująco wyrażają uczucia grzesznika wobec spraw ostatecznych. Jest tam trwoga przed sądem, obawa potępienia i nadzieja zbawienia.

W połączeniu z muzyką Ananiasa Davissona wiersz ten brzmi ze szczególną mocą. To sławna Idumea. W śpiewniku Sacred Harp zamieszczono trzy pierwsze strofy. Trzeba posłuchać tej pieśni na żywo, a jeszcze lepiej włączyć się w śpiew, żeby doświadczyć siły obrazów Wesleya i mocy muzyki. Wszystko tam jest, a przede wszystkim powaga i lęk pokonywany mocą nadziei. Wspaniała, mocna pieśń.

Chrystus Sędzia

Wciąż słyszę, że trzeba wreszcie przestać przedstawiać Boga jako Sędziego. To dziwne, bo mam wrażenie, że właśnie o Bożym sądzie wiele nie słychać. Można za to przeczytać w Katechizmie Kościoła Katolickiego zwięzły wykład nauczania o sądzie szczegółowym i Sądzie Ostatecznym.

O Bogu mówimy ludzkim językiem. „Sędzia” to pojęcie ze znanej nam ludzkiej rzeczywistości. Dlatego, żeby móc je odnieść do Boga, trzeba zastosować klasyczną metodę trzech etapów zwanych drogami: potwierdzania (via positiva), zaprzeczania (via negativa) i uwznioślania (via eminentiae).

Zaczynamy najzwyczajniej: od przypomnienia sobie, kim są sędziowie i jakie mają zadania. Wyrokowanie o faktach, stwierdzanie winy bądź niewinności, wyznaczanie sprawiedliwej kary: to cechy sędziów ziemskich i Sędziego w niebie.  Via negativa pozwala uwolnić obraz Chrystusa-Sędziego od tego, co u ludzkich sędziów jest ułomne, a co wynika ze złej woli (np. przekupność) czy ograniczeń (nieznajomość ważnych okoliczności czy niemożność poznania intencji sprawcy). Wreszcie, na drodze uwznioślania dostrzegamy wszechwiedzę i nieomylność Boga.

Mamy okazję poznawać, jaki jest nasz Sędzia, już tutaj. W spowiedzi Chrystus osądza nasze czyny i niejako oddziela nas od nich. Potępia grzech i uwalnia grzesznika.

W Ewangelii wg św. Jana znajdujemy intrygujące sformułowanie: „czynić prawdę”, przeciwstawione „popełnianiu zła” (J 3,19-21). Dobro wyraża prawdę rzeczy, zło tej prawdzie zaprzecza. Na przykład zdrada małżeńska sprzeciwia się prawdzie sakramentu małżeństwa nie tylko w tym sensie, że człowiek czynem zaprzecza słowom przysięgi. Wierność jest zgodna z najgłębszą prawdą tego, czym jest małżeństwo. Boży sąd odnosi się właśnie do tego, co można by nazwać wewnętrzną prawdą naszych czynów.

Słuchając Idumei módlmy się o życie w prawdzie. Ten natomiast, kto żyje w prawdzie [dosł. czyni prawdę], zbliża się do światłości, aby jego czyny były widoczne – jako dokonane w Bogu (J 3,21).