Powróćmy raz jeszcze do czytań ubiegłej niedzieli.

1. Świątynie bogów, świątynia Boga

Czyż nie wiecie, że jesteście świątynią Boga i że Duch Boży mieszka w was? – pyta św. Paweł. Kto mieszka w tej świątyni? Komu jest poświęcona? Starożytni mieli świątynie swoich bogów: Jowisza – tego, który mógł sobie na wiele pozwolić, ale nad nim było Fatum; Marsa – boga wojny, gniewu i zemsty; Wenus – bogini miłości i lubieżności; Merkurego – boga handlu, ale i podstępu. Pod innymi imionami, a przeważnie bez imion ci bogowie są czczeni do dziś.

Jesteśmy świątynią Boga prawdziwego, tego, o którym mówi psalm 103:

Miłosierny jest Pan i łaskawy,
nieskory do gniewu i bardzo cierpliwy.
Nie postępuje z nami według naszych grzechów
ani według win naszych nam nie odpłaca.

To Bóg, którego słońce przyświeca dobrym i złym, a w Jego deszczu mokną sprawiedliwi i niesprawiedliwi. To Bóg miłości powszechnej, „katolickiej” (jak pisze Hans Urs von Balthasar). Bóg kocha wszystko, co stworzył.

Świątynia – miejsce spotkania człowieka z Bogiem, ambasada Nieba na ziemi, miejsce składania ofiar, dom modlitwy i nauki.

2. Jezus Chrystus – Świątynia pojednania

Słyszeliście, że powiedziano: „Będziesz miłował swego bliźniego”, a nieprzyjaciela swego będziesz nienawidził. A Ja wam powiadam: Miłujcie waszych nieprzyjaciół i módlcie się za tych, którzy was prześladują; tak będziecie synami Ojca waszego, który jest w niebie; ponieważ On sprawia, że słońce Jego wschodzi nad złymi i nad dobrymi, i On zsyła deszcz na sprawiedliwych i niesprawiedliwych.

Jezus nie tylko mówi, jak żyć. On mówi, jak jest. Chrystus żyje tym, co mówi. Nie prawmy nonsensów, że Jezus polecił nadstawiać drugi policzek, a sam, kiedy został uderzony, policzka nie nadstawił, tylko zapytał: „Dlaczego mnie bijesz?”. [Uczeni powiedzą chyba, że błędne rozumienie sceny przed Sanhedrynem to wynik nominalizmu.] Wszak tym pytaniem naraził się na kolejne uderzenie. Jezus mężnie konfrontuje się ze złem. Nie ucieka z Ogrójca jak apostołowie, nie odpowiada przemocą na przemoc jak Piotr, nie robi z siebie ofiary, ale ofiaruje siebie. Pytając „Dlaczego mnie bijesz?” troszczy się najpierw o Królestwo Boże i Jego sprawiedliwość – On, błogosławiony, który łaknie i pragnie sprawiedliwości; On, błogosławiony, prześladowany dla sprawiedliwości. Pyta oprawcę, narażając się na kolejny cios, a jednocześnie zasiewa w nim ziarno sprawiedliwości. Oto miłość nieprzyjaciół: troska o winowajcę.

W swojej Męce Jezus doskonale wypełnił swoje słowa: szedł krzyżową drogą więcej niż tysiąc kroków, pozwolił, żeby Mu odebrano szaty i odarto z godności. A wszystko z miłości nieprzyjaciół.

Miłość nieprzyjaciół to przede wszystkim to, o czym pisał św. Paweł rzymskim chrześcijanom: Chrystus umarł za nas, kiedy byliśmy jeszcze grzesznikami.

3. Świątynie w drodze

Czyż nie wiecie, że jesteście świątynią Boga i że Duch Boży mieszka w was?

Duch Chrystusa, Duch przebaczenia mieszka w nas. Miłość nieprzyjaciół należy do porządku rzeczy. To, że ktoś jest moim nieprzyjacielem, nie oznacza, że mam być jego wrogiem. Wybaczając, naśladuję Boga, troszczę się o drugiego i nie zniewalam swojego serca. Innymi słowy: wypełniam przykazanie miłości Boga i bliźniego. Nie daj się zwyciężyć złu, ale zło dobrem zwyciężaj. Świat potrzebuje miejsc spotkania z Bogiem. Nie może nigdzie zabraknąć świątyń Bożego Miłosierdzia.

Módlmy się. Boże, Ty przez przebaczenie i litość najpełniej okazujesz swoją wszechmoc, udzielaj nam nieustannie swojej łaski, abyśmy dążąc do obiecanego nam nieba, stali się uczestnikami szczęścia wiecznego. Przez naszego Pana Jezusa Chrystusa, Twojego Syna, który z Tobą żyje i króluje w jedności Ducha Świętego, Bóg przez wszystkie wieki wieków. Amen. [kolekta XXVI niedzieli zwykłej]