Pomiędzy wieczernikiem a miasteczkiem Emaus

I

Cofnijmy się najpierw myślą do ubiegłej niedzieli. Oto objawienie objawień, oto poznanie najgłębsze z możliwych: apostoł Tomasz widzi rany Chrystusa i oznajmia: Pan mój i Bóg mój.

Św. Katarzyna ze Sieny, mając w pamięci wersety Pieśni nad pieśniami, nawoływała: W boku ukrzyżowanego Chrystusa znajdziecie źródło miłości; chcę, abyście tam przygotowali sobie miejsce i mieszkanie. Powstańcie więc z wielkim i gorącym pragnieniem; idźcie, wejdźcie i pozostańcie w tym słodkim mieszkaniu, a żadne stworzenie ani duch nie pozbawi was łaski i nie przeszkodzi w osiągnięciu celu, którym jest widzenie Boga i rozkoszowanie się Nim.

Śpiewaliśmy w Wielkim Poście: Upał serca mego chłodzę, gdy w przepaść męki Twej wchodzę. Tomasz-Bliźniak wszedł w tę przepaść i rozpoznał Boga w człowieku z przebitymi rękami, nogami i bokiem. Oto poznanie, które przynosi nam Bliźniak: Bóg to nie ktoś, kto nakręcił zegar świata i przebywa obojętnie poza jego granicami. Bóg nie jest taki, jak to sobie wyobrażał Konrad w Improwizacji: Krzyknę, żeś Ty nie ojcem świata, ale carem. Bóg jest jak Abraham, który ofiarował swojego jedynego Syna. Bóg to Syn – Słowo, które stało się niemowlęciem, nieskończony, który wybrał życie śmiertelnego człowieka. Bóg stał się bratem każdego człowieka, bliźnim. Z bliźnim się możesz zabliźnić – to Stachura. Bliźni każdego, także bliźni Bliźniaka-Tomasza.

Wejść w Chrystusowe rany niczym w ciemny tunel i znaleźć tam światło. Poznać i pokochać Boga, który krwawił dla mnie. I jeszcze więcej: uznać, że to Baranek zabity i  żyjący. Ten Baranek sam siebie ofiarował. To również wojownik, który zachował na wieczność chwalebne rany swego zwycięstwa. Powiada św. Augustyn, że również męczennicy będą nosili na sobie rany męki jako ozdobę.

II

Na drodze do Emaus można spotkać Boga. Jesteśmy w drodze. In via, w drodze – tak św. Tomasz (inny, z Akwinu) mawiał o naszym doczesnym życiu. In patria – to niebo, to wieczność.

Jak uczniowie w drodze do Emaus spotykam Jezusa, który chce wprost ode mnie usłyszeć, jak się czuję i czym żyję. Cóż to za rozmowy prowadzicie z sobą w drodze? Przed Nim nic się nie ukryje; mogę Mu nawet rzucić w twarz pretensje: Ty chyba jesteś jedynym, który nie wie. To ważne, żeby szczerze mówić do Niego. I jeszcze ważniejsze, żeby słuchać. Wykładał im, co we wszystkich Pismach odnosiło się do Niego. Słowo Boże, słowo życia, słowo prawdy.

A myśmy się spodziewali… Oczekiwali czegoś wielkiego: wyzwolenia Izraela z rzymskiej niewoli. Polakom nie trzeba tłumaczyć, o jak wielką sprawę tu chodzi. A jednak to oczekiwanie było zbyt małe, zamknięte w czasie. Bóg nie zstąpił z nieba, żeby zapewnić polityczną wolność jednemu narodowi. Czy nasze marzenia nie są zbyt małe?

A myśmy się spodziewali… Wczoraj wieczorem odebrałem telefon. Dzwonił brat. Wiadomość o śmierci Taty. Człowiek liczy na wyzdrowienie tak bliskiej osoby, na kolejne dni, miesiące, a może i lata. A przecież nasza nadzieja jest większa. Większa niż smutek. Nie chcemy zaś, bracia, abyście nie wiedzieli o losie waszych zmarłych; nie smućcie się jak ci, którzy nadziei nie mają. Jeżeli bowiem wierzymy, że Jezus umarł i zmartwychwstał, to musimy wierzyć, że Bóg przyprowadzi także zmarłych razem z Nim. (1 Tes 4, 13-14, Biblia Poznańska)

Zrazu Go nie rozpoznali. Bo jak Go rozpoznać? Wzrokiem? Słuchem? Tylko wiarą. To sztuka, w której trzeba się ćwiczyć.

Serce im płonęło, kiedy z nimi rozmawiał i wyjaśniał im Pisma. I poznali Go przy łamaniu chleba. Gest, po którym rozpoznaje się Zbawiciela: bierzcie i jedzcie.

III

Wychodzimy z kościoła. Każdy idzie w swoją stronę, in via, po drodze do ojczyzny. Idziemy, posłani, żeby dołączać się do innych w drodze. Żeby uważnie słuchać. Podzielić się dobrym słowem, a zwłaszcza tym, czego tak sobie skąpimy: czasem. Jezus łamie dla nas chleb, żebyśmy i my łamali nasz chleb z innymi. Z braćmi, z bliźnimi. Obyśmy spotkali się in patria.