O trzech mędrcach z Zachodu, a także o psiogłowcach, superbohaterach, odległej galaktyce i o tym, co robili w garażu biskup i rabin

Na koniec roku parę słów o trzech osobach, których osobiście nie znam, a które wniosły latoś* wiele dobra do mojego życia.

Biskup Robert Barron – jestem mu wdzięczny za jego pełne pasji i pogody głoszenie Chrystusa. Z Gościa niedzielnego dowiedziałem się, że wydano w Polsce jego filmowy cykl Katolicyzm. I oto gotowy program katechezy dla dorosłych: 10 odcinków filmu, 20 spotkań pokazujących piękno i głębię wiary. Dzięki naszym braciom z USA mogę prowadzić te spotkania z pomocą gotowych skryptów. W książkowym wywiadzie biskup opisuje rozmowę z córką swojej współpracownicy. Dziewczynka opowiadała zawiłe dzieje bohaterów Gwiezdnych wojen, a biskup doszedł do wniosku, że przecież historie biblijne nie są o wiele trudniejsze do zapamiętania, a imiona takie jak Nabuchodonozor czy Habakuk nie są bardziej niezwykłe niż Obi-Wan Kenobi czy Lando Calrissian.

Byłoby świetnie, gdyby ktoś zaopatrzył w polskie napisy niedawną rozmowę bpa Roberta z Benem Shapiro. To wspaniały przykład ewangelizacji. Shapiro, praktykujący Żyd, w sposobie myślenia arystotelik, znajduje z biskupem wspólny grunt biblijnej wiary i logicznej argumentacji. Niektórzy krytykują biskupa Barrona za to, że rzekomo dopuszcza możliwość zbawienia bez Chrystusa, wyłącznie za sprawą dobrych uczynków zgodnych z sumieniem. O niesłuszności zarzutu poucza cały przebieg rozmowy, a zwłaszcza jeden moment. Zapytany o to, czy katolicyzm jest religią wiary czy działania, bp Barron odpowiada, że jest to religia miłości, oparta na objawieniu wzajemnej miłości osób Trójcy Świętej. Tę miłość poznajemy we Wcieleniu Chrystusa, Syna Bożego, Pana. Jezus jest Panem – tym, którego Żydzi nazywają Adonaj, Bogiem.

Piękna rozmowa, pełna wzajemnego szacunku, a ze strony biskupa głoszenie zbawienia w Chrystusie. Podobnie było w innej niedawnej rozmowie: w dawnym garażu, a obecnie prywatnym studiu Dave’a Rubina, spotkali się bp Barron i rabin David Wolpe.

Druga ważna postać to Jonathan Pageau, prawosławny rytownik ikon i mistagog wprowadzający swoich widzów w świat symboli. Z zaraźliwym entuzjazmem wyjaśnia, dlaczego św. Krzysztof bywa przedstawiany w ikonografii jako psiogłowiec albo olbrzym. Komentuje filmy, tłumacząc ich głębszy sens (ostatni przykład: Gremliny) albo/i pokazując za ich pomocą współczesne idee i ideologie. Tu jeden przykład, z polskimi napisami (jest więcej przetłumaczonych materiałów).

I wreszcie Jordan B. Peterson. Już o nim pisałem osobno, więc tym razem nie zatrzymam się dłużej ani nad nim, ani nad fenomenem jego niespodziewanej sławy. Pozostając w nastroju świątecznym proponuję na zakończenie refleksję o Bożym Narodzeniu. To jego wypowiedzi przerobione na dwie piosenki: o mroku, w którym rodzi się Światło, i o tym, że każde narodziny to cud. Jordan Peterson powiada, że w historii Bożego Narodzenia nakładają się na siebie warstwy sensu. Jak zauważa biskup Barron, spośród sensów Pisma św., które wyróżniali Ojcowie Kościoła, Peterson zatrzymuje się na sensie moralnym, nie dochodząc do wyższych duchowych znaczeń. To nie zarzut, tylko zwrócenie uwagi na ograniczenia metody Petersona i bogactwo Bożej prawdy.

Podobno można się spodziewać debaty trzech bohaterów, o których dziś piszę. To byłby prezent! A zapewne również okazja do odkrywania głębszych pokładów sensu – i dla słuchaczy takiej rozmowy, i dla jej uczestników.

*Po polsku to niezręczny archaizm, po czesku powszechnie używane słowo letos, mające zaletę zwięzłości.