O Jerozolimie i Warszawie, o pamięci historycznej, a przede wszystkim o przemianie tłumu w lud

Warszawa po wojnie – ruina i pustkowie. A potem powrót wygnańców. Odbudowa. Pierwsze msze w kościołach podnoszonych z ruiny. Popatrzmy na warszawski kościół św. Jacka (zdjęcie z freta.dominikanie.pl).

Księga Nehemiasza opisuje wielką liturgię słowa w odbudowywanej Jerozolimie. Wygnańcy wrócili do Świętego Miasta, zabrali się do dzieła odbudowy murów i Świątyni. Na wygnaniu zatarła się ich tożsamość. Nawet kapłani mieli za żony poganki. Część powracających nie potrafiła wykazać swojej przynależności do Narodu Wybranego. Zagubione rodowody, wpływy pogańskie, zapomniane zwyczaje. Kim są ci ludzie – nie świętujący szabatu, niepewni swojej narodowej i religijnej tożsamości? Jak zaradzić duchowej ruinie, bardziej dotkliwej niż materialna?

I oto kapłan Ezdrasz przyniósł Prawo przed zgromadzenie (…) i czytał z tej księgi, zwrócony do placu znajdującego się przed Bramą Wodną, od rana aż do południa przed mężczyznami, kobietami i tymi, którzy mogli rozumieć; a uszy całego ludu były zwrócone ku księdze Prawa. Słowo Boże przywraca pamięć i tożsamość. Słowo buduje wspólnotę. Liturgia słowa ma dalszy ciąg: «Idźcie, spożywajcie potrawy świąteczne i pijcie słodkie napoje, poślijcie też porcje temu, który nic gotowego nie ma: albowiem poświęcony jest ten dzień Bogu naszemu. A nie bądźcie przygnębieni, gdyż radość w Panu jest waszą ostoją». Na nowo tworzy się wspólnota, od słuchania do wypełniania słowa; wspólnota modlitwy, radości, dzielenia się.

Wspaniałe to czytanie, pełne szczegółów dobrze nam znanych: i to drewniane podwyższenie, i wyjaśnianie słów Prawa, i dzień Pański, i nawet te świąteczne potrawy. Ot, choćby niedzielny rosół.

Biskup Robert Barron komentując to czytanie zachęca słuchaczy do wczucia się w to, co przeżywał Ezdrasz. Według niego był jak miłośnik Szekspira, który widząc, że ktoś nie zna tego geniusza zaczyna mu o nim opowiadać, czyta z nim dramaty, wyjaśnia trudne miejsca, bierze do teatru, a może nawet wyprawia się z nim do Stratfordu. Jak miłośnik pięknej muzyki pokazujący przyjacielowi, że pop to nie wszystko. Porównań jest więcej. Ich sens: naród zapomniał, kim jest. Czytanie Prawa uczy słuchaczy, kim są.

Właśnie: kim jesteśmy? Podobnie jak jedno jest ciało, choć składa się z wielu członków, a wszystkie członki ciała, mimo iż są liczne, stanowią jedno ciało, tak też jest i z Chrystusem. Wszyscy bowiem w jednym Duchu zostaliśmy ochrzczeni, aby stanowić jedno Ciało: czy to Żydzi, czy Grecy, czy to niewolnicy, czy wolni. Wszyscy też zostaliśmy napojeni jednym Duchem. Jakim Duchem? Tym, którym Ojciec namaścił Syna i posłał go z dobrą nowiną do biednych, słabych, więźniów, ślepych i głuchych – do wyniszczonych przez grzech.

Dzisiejsze czytania przypomniały mi jeden z esejów Andrzeja Kijowskiego ze zbioru pt. „Tropy”. Papież i lud to opis tego, co działo się z ludźmi podczas pierwszej pielgrzymki Jana Pawła II do Ojczyzny. Tak pisał Kijowski o mszy na Placu Zwycięstwa:

W tej sytuacji – tak cudownie nowej – umiał się znaleźć polsku tłum, i stać się tym, do czego w tych dniach był powołany: słuchaczem, partnerem, uczestnikiem; umiał stać się w całym tego słowa znaczeniu Ludem.

Chciałoby się przytoczyć cały ten tekst. Niech wystarczy to jedno zdanie. I modlitwa. Zawsze wspólnotowa, także wtedy, gdy w samotności. Modlitwa i Boże słowo – duchowy budulec.