Lubię jeździć po Pradze – tramwajem, metrem, autobusem. System komunikacji dobrze działa, a ma i swój urok. Ot, choćby autobus linii 194. Mały bus, który kluczy po staromiejskich ulicach, skręca w zakamarki, postukuje na bruku, zwalnia na spowalniaczach, a potem nagle wyłania się na głównej ulicy, gdzie jedzie wzdłuż torów tramwajowych. Prawie wszystkie przystanki – na żądanie. Zdaje się, że większość podróżnych to stali bywalcy. Kierowca nie jest ukryty za szybą, więc wszyscy go witają i żegnają. Dzień dobry, do widzenia, dziękuję, cześć – oczywiście po czesku.

Ale zanim się wsiądzie, trzeba przyjść na przystanek. Ostatnio na przystankach i stacjach metra widać plakaty takie jak ten:

Napis głosi: Nie sądzimy. Pomagamy. A dalej: Spodziewa się pani niespodziewanego dziecka? Czuje się pani zmuszana do aborcji? Pomożemy pani, aby nie musiała pani działać pod naciskiem. To akcja Ruchu dla życia, o której warto wiedzieć i wspomóc, choćby modlitwą.

Najczęściej jeżdżę autobusem do naszych mniszek w praskich Lysolajach. 335 to linia podmiejska, więc na terminalu w Dejvicach jeszcze przed przyjazdem autobusu pasażerowie ustawiają się w kolejce, żeby wsiąść przednimi drzwiami i pokazać kierowcy bilet. To chyba w tym autobusie usłyszałem krótki dialog po tym, jak padła zapowiedź przystanku Zakład hydrologiczny. Dziecko zapytało mamę, co znaczy… No dobrze, zróbmy z tego zagadkę. Proszę wybrać odpowiedź: dziecko pytało o słowo a) zakład, b) hydrologiczny. Prawidłowa odpowiedź na końcu.

Autobusem nr 160 jadą do szkoły w Lysolajach dzieci. Pamiętam dwie bodaj ośmioletnie rude bliźniaczki, które ćwiczyły w drodze piosenkę. Jedna miała w pokrowcu ukulele, druga nie miała instrumentu, ale obie powtarzały chwyty. Ich starsza koleżanka któregoś razu z wielkim skupieniem czytała wyborczą gazetę Partii Piratów (naprawdę istnieje taka partia). Swojego wnuka odprowadza pewien dziadek, który lubi chodzić w krótkich spodniach i głośno gawędzić ze znajomymi. Na przystanku koło klasztoru sióstr wsiadają kolejne dzieci. Pewien chłopiec po drodze do autobusu mył zęby. Raz dzieci nie było, choć dzień wcześniej miały zwykły szkolny dzień. Nie wiedziałem, co się stało, aż ktoś mi uświadomił, że w tutejszym systemie dzieci dostają półroczne świadectwa (w czwartek pod koniec stycznia), a potem mają dłuższy wolny weekend.

Zwykła niezwykła trasa: autobus przejeżdża obok pomnika marszałka Koniewa, mija budynek przypominający Pałac Kultury (obecnie hotel), z gwiazdą na szczycie, a jadąc wzdłuż Wełtawy pozwala popatrzeć na statki cumujące w małym porcie. Raz był tam wielki wycieczkowiec odbywający trasę z Drezna czy nawet z Berlina. Po drugiej strony nad ulicą wznosi się skała, a środkiem tego wzniesienia jadą pociągi. To część malowniczej trasy do Drezna. Większość autobusów jedzie dalej wzdłuż Wełtawy, aż za miasto. A 160 i 355 skręcają i jadą ostro pod górkę, wąską drogą, na której mieści się na szerokość tylko jedno auto. Ostatni przystanek przed tym zakrętem jest parę kroków od promu. To łódka motorowa działająca w ramach komunikacji miejskiej.

Chesterton w Człowieku, który był Czwartkiem włożył w usta głównego bohatera istną odę na cześć pociągu metra, który mimo czyhających po drodze przeszkód dociera na stację Victoria i jest to prawdziwa wiktoria  – zwycięstwo nad siłami natury i nad przypadkiem. Tenże autor poucza: Przygoda to po prostu niedogodność traktowana we właściwy sposób. Niedogodność to po prostu przygoda traktowana w niewłaściwy sposób. I taka właśnie przygoda raz mi się przydarzyła na tej dobrze znanej trasie. A było tak:

Stałem na przystanku w którąś styczniową sobotę. Jak to w sobotę: metro jeździ rzadziej, więc ze Starego Miasta na Dejvice przyjechałem dużo wcześniej niż zwykle. Na przystanku spotykam osobę znaną z widzenia. Aha, nasza tercjarka. W Pradze jest bodaj pięć fraterni, a raczej są fraternie mające numery od 1 do 5 (i swoich świętych patronów w nazwie też; oczywiście). Chodzi o to, że któraś fraternia skończyła żywot czy może połączyła się z inną. To coś jak z symfoniami Beethovena w starym dowcipie. Znacie, to posłuchajcie:

Egzamin z historii muzyki. Pada pytanie: – Ile symfonii napisał Beethoven? Odpowiedź: – Trzy: Trzecią, Piątą i Dziewiątą.

Czekamy więc na autobus, dochodzą kolejne osoby, prawie sami tercjarze (z fraterni, która spotyka się u sióstr). A tu nic. W końcu nadjeżdża spóźniony autobus. Wsiadamy. I tu pierwsza niespodzianka: autobus robi wielkie koło po rondzie, zupełnie zbyteczne. Myślę sobie: może to taki triumfalny objazd. Nie. Kierowca obrał zupełnie inny kurs. Dopiero, kiedy odezwał się automat z nazwą kolejnego przystanku, zorientował się, że się pomylił. Przeprosił i ruszył właściwą trasą. Zatrzymał się na ostatnim przystanku przed wspomnianą drogą pod górkę. Wtedy okazało się, że nasz kierowca został w ostatniej chwili poproszony o zastępstwo na linii, której nie znał. Mało tego, zacięła się platforma dla wózkowiczów, stąd spóźnienie. Jedna z tercjarek przysiadła się więc bliżej kierowcy, żeby mu wskazać dalszą drogę. Ale tylko do naszego celu. Miejmy nadzieję, że dalej trafił bez przeszkód.

Kiedy opowiedziałem o tym jednemu z naszych braci, puścił mi piosenkę o tym, jak to na Prima Aprilis kierowca kończący dyżur wprowadził jako zmiennika pana w ciemnych okularach z białą laską. To był oczywiście jego kolega jeżdżący na tej samej linii, ale i tak posypały się skargi. Nie wiem, czy to prawda. Wiem, że to nie czeski humor, bo rzecz działa się (jeśli się działa) w Ołomuńcu. A to Morawy.

Z pewnością prawdziwa jest przygoda, o której opowiada piosenka zespołu The Tap Tap. Ponoć prawdziwa jest nawet wypowiedź kierowcy: Rower to rower i tak już zostanie. A było tak: frontman zespołu korzysta z małego roweru zamiast wózka inwalidzkiego. Kierowca nie chciał go z tym wózkiem wpuścić. Piosenkarz daremnie powoływał się na odpowiedni przepis. Wideo do tej piosenki wszystko czytelnie pokazuje, ba, cytuje nawet odnośny przepis. Kierowca jest nieugięty, nazywa siebie kierownikiem autobusu. Happy end nastąpił w rzeczywistości: zespół często występuje na festynach organizowanych przez miejskie przedsiębiorstwo komunikacji.

Prawidłowa odpowiedź: a).