Pierwotnie chciałem napisać o Ciemnych Jutrzniach, podczas których śpiewa się Lamentacje proroka Jeremiasza. Pomysł się zmienił, ale Lamentacje wróciły. Bo to może najlepsza modlitwa na wiadomość, od której serce boli: katedra Pani Naszej w Paryżu w ogniu.

W czasie udręki i smutku

wspomina Jerozolima

wszystkie cenne rzeczy,

które należały do niej za dawnych dni…

I jeszcze jedna modlitwa: Stabat Mater. W przekładzie Mirona Białoszewskiego:

Co za człowiek, co nie płacze,

Kiedy Matkę tę zobaczy

W udręczeniu – takim, o

 

Kto niezdolny współczuć czule

Bólom Matki Syna bóle?

Czy ma takie serce kto?

Módlmy się. Święta Maryjo, Matko Boża, Pani nasza z Paryża, módl się za nami, biednymi grzesznikami. Teraz.

Trzy spojrzenia

W ostatniej części wielkopostnych inspiracji proponuję arię z Pasji Mateuszowej Bacha, książkę będącą niezwykłym wykładem wiary chrześcijańskiej oraz utwór na skrzypce solo.

Oczyma uzdrowionego grzesznika

W Pasji Mateuszowej Piłat pyta: Cóż więc złego uczynił? To pytanie staje się okazją do refleksji. Następuje recytatyw sopranu, wyliczający dobrodziejstwa zdziałane przez Jezusa. To jak gdyby rozwinięcie słów z Dziejów Apostolskich: przeszedł wszystkim dobrze czyniąc. W recytatywie mowa o przywracaniu wzroku, uzdrawianiu chorych, głoszeniu słowa Ojca, wygnaniu diabła, pocieszaniu strapionych, a wreszcie o tym, że Chrystus wziął na siebie nas grzech. Poza tym mój Jezus nic nie uczynił. I wreszcie aria sopranowa dziwnej piękności. Aus Liebe – w przekładzie Krystyny Jackowskiej-Pociejowej brzmi tak:

Z miłości chce nasz Zbawca umrzeć,

Choć On o grzechu nie wie nic,

Tak więc wieczne zatracenie

I kara Sędziego też

Nie zaciążą na mej duszy.

Z miłości chce nasz Zbawca umrzeć,

Choć On o grzechu nie wie nic.

Przed wysłuchaniem – parę uwag. To Bach, więc wszystko ma swoje znaczenie. Najpierw dobór instrumentów i ich użycie. Muzyka barokowa jest napędzana tzw. basso continuo, mocną sekcją basowo-rytmiczną, prawie jak w jazzie. Tu jej nie ma. Daje to efekt zawieszenia muzyki w przestrzeni czy w pustce. Jak gdyby biały albo jasnoszary krajobraz. Jest koncertujący flet. Jego figuracje to lament. Do tego tylko dwa oboje myśliwskie. Powtarzają dźwięki staccato, jak krople łez. Pierwsze słowa arii Aus Liebe mają melizmat na sylabie Lie-. To podkreślenie wagi słowa, ale może i zachwyt, upojenie miłością wcieloną w Chrystusa. Bezgrzeszność Jezusa wyraża mocne, dobitne, krótkie nichts. Poniżej nagranie całej Pasji otworzy się na tym recytatywie z arią.

 

Spojrzenie dziecka

Dwa lata temu ukazała się książka prof. Anny Wierzbickiej pt. W co wierzą chrześcijanie? Opowieść o Bogu i ludziach. Pani profesor od lat pracuje nad tzw. językiem minimalnym, czyli takim, który zawiera wyłącznie takie słowa, które występują w każdym języku naturalnym. Nie miejsce tu na szczegóły. Kto ciekaw, przeczyta. Tu przytaczam parę zdań. W trakcie lektury poruszyło mnie zwłaszcza to o żołnierzach, którzy zadawali ból Jezusowi (s. 101):

Chcieli czuć z tego powodu coś bardzo dobrego, jednocześnie chcieli, żeby on czuł coś bardzo złego.

Te słowa to istna demaskacja zła.  I to wyrażona tym ubogim sztucznym językiem. To jakby mówiło dziecko, nieporadnie, ale trafnie.

I jeszcze te słowa ze strony 106, mówiące o podwójnej przyczynie śmierci Jezusa:

Jest tak: Jezus umarł na krzyżu, bo wielu ludzi zrobiło mu dużo bardzo złych rzeczy.

Jednocześnie jest tak: Jezus umarł na krzyżu, bo chciał zrobić coś bardzo dobrego dla wszystkich ludzi.

Spojrzenie Matki

Na koniec utwór, który nie jest bezpośrednio związany z Męką Pańską. To passacaglia wieńcząca cykl Sonat różańcowych Heinricha Ignaza Bibera. Piętnaście sonat to muzyka, która dopełniała odmawianie różańca o czas na ich medytację. Sonaty są napisane na skrzypce z towarzyszeniem basso continuo. Końcowa passacaglia to utwór na skrzypce solo, bez akompaniamentu. W druku zawierającym nuty każda z Sonat jest poprzedzana grafiką przedstawiającą daną tajemnicę różańca. Passacaglię poprzedza rycina anioła stróża prowadzącego dziecko. Utwór jest zbudowany na tetrachordzie opadającym. Mówiąc prosto: to cztery nuty odległe od siebie o dwa całe tony i jeden półton. G F Es D. Cztery nuty – tyle, co nic. Cztery nuty powtórzone bodaj 68 razy (jeśli dobrze policzyłem) – a cały świat uczuć i myśli. To opowieść, droga. To metafora natchnienia: wystarczą te cztery dźwięki, żeby na nich zbudować arcydzieło. To oszałamiający wirtuozerski popis. Ale to przede wszystkim głębia i prostota. Jak kończy się całość, nie powiem. Tylko ukryję tutaj odnośnik. I jeszcze przypomnę słowa Chrystusa Pana z Apokalipsy: Ja jestem Alfa i Omega, Początek i Koniec.

Dlaczego spojrzenie Matki? Dlaczego właśnie tym utworem kończę cykl? Bo to Maryja prowadzi nas przez różaniec. Bo G F Es D to tetrachord opadający mollowy, a więc lamentacyjny. Bo to Maryja prowadzi nas przez ten padół łez. Bo utwór kończy się tak, jak się kończy. Bo niesie piękno i nadzieję.

Dziękuję wszystkim, którzy te rekomendacje czytali. Włączę Was w wielkopiątkową modlitwę pod krzyżem.

Głębokiego Triduum! Radosnych Świąt Zmartwychwstania!