O poszukiwaniu skarbu i wędrówce bohatera

Na niedzielną mszę u nas w Pradze schodzą się ludzie z różnych stron. Dziś przed mszą pojawiła się w zakrystii dziewczyna ze Słupska – ochotniczka do czytania. I dobrze, bo lektorzy nam się rozjechali na wakacje. Wśród wiernych wypatrzyłem Mateusza z Warszawy, znanego mi z czasów duszpasterstwa akademickiego na ul. Freta. Nasi parafianie wracają z wakacji albo się na nie wybierają. Kościół zapełniają turyści i pielgrzymi, kończący albo zaczynający wędrowanie.

Kościół-schronisko: miejsce, gdzie przecinają się ścieżki. Siadamy i słuchamy opowieści, tych najlepszych. Dziś – w wielkim skrócie, w Liście do Hebrajczyków, historia Abrahama – starszego pana, który porzucił wygodę miasta i wyruszył w nieznane, za głosem Boga. Co by się stało, gdyby pozostał w domu? A co by było, gdybyśmy zamiast pełnej przygód książki Hobbit, czyli tam i  z powrotem mieli do czytania książkę  U hobbita w domu, opisującą dzień po dniu wygodny żywot tytułowej postaci? Co się dzieje, kiedy człowiek utknie, bojąc się podjąć decyzję, wyruszyć w nieznane – założyć rodzinę, wstąpić do klasztoru…? A co, kiedy człowiek sam siebie przytłoczy nadmiarem rzeczy – tych, które ma; tych, które chciałby mieć; tych, których zazdrości innym?

Żyć – wyruszyć w drogę, mając światło wiary. Nie: biorąc na wiarę, ale mając wiarę. Wszak wiara to rodzaj poznania. Tak jak miłość. W Liście do Hebrajczyków (Hbr 11,1.8; przekład Biblii Ekumenicznej) czytamy:

Wiara jest gwarancją tego, czego się spodziewamy, dowodem istnienia rzeczy, których nie widzimy. (…) Dzięki wierze Abraham okazał posłuszeństwo wezwaniu, aby wyruszyć na miejsce, które miał wziąć w dziedzictwo.

Gdzie skarb twój, tam twoje serce – uczy nas dziś ewangelia, wskazując drogę – hen, za horyzont. Bo gdyby ten skarb był tu, dokąd by człowiek zmierzał?

W kościele-schronisku pora na najwspanialszą ze wszystkich opowieści, historię o bohaterze, o którym mówimy, zwracając się do Niego: opuściłeś śliczne niebo, obrałeś barłogi. Albo słowami Listu do Hebrajczyków (12,2):

Wpatrujmy się w Jezusa, który jest twórcą naszej wiary i ją doskonali. On to zamiast zapewnionej Mu radości wziął krzyż, nie myśląc o jego hańbie, i zasiadł po prawej stronie tronu Boga.

Jak Abraham opuścił swoje Ur, tak Syn Boży wyruszył w drogę. Zstąpił do świata, do ludzi, w których zatarło się podobieństwo do Boga. Stał się człowiekiem, żeby w nas przywrócić swój obraz. Na krzyżu pokonał całe zło. Zwycięzca. Zbawiciel.

W kościele-schronisku posilamy się Jego Ciałem. To wiatyk – pokarm na drogę. Pokarm-przedsmak świata przyszłego. Na drogę dostajemy też błogosławieństwo. Wezwanie, żeby iść w Jego pokoju.

PS Nie ukrywam, że zainspirowała mnie homilia biskupa Roberta Barrona na dzisiejszą niedzielę. Mówi tam o drodze bohatera, naszej i Jezusa. Porównanie kościoła do schroniska też na pewno gdzieś dawno słyszałem.