Parę myśli o filmie „Once Upon A Time in Hollywood (bez zdradzania kluczowych elementów akcji)

Do tej pory z filmów Quentina Tarantino obejrzałem „Reservoir Dogs” (nieprzyjemne wrażenia) i bodaj 20 pierwszych minut „Pulp Fiction”. Do zapoznania się z najnowszym filmem reżysera zachęciły mnie uwagi biskupa Roberta Barrona, które wklejam poniżej, a streszczam zaraz potem.

Czy można nakręcić pozytywny film, który ma za tło straszliwą zbrodnię bandy Mansona? Okazuje się, że tak.

Na ważny wymiar filmu zwrócił uwagę bp Barron. Jego zdaniem jeden z bohaterów filmu, Cliff Booth (Brad Pitt), kaskader od lat będący dublerem Ricka Daltona (Leonardo DiCaprio), gwiazdy telewizyjnych westernów, to przykład cnót kardynalnych. Lojalny wobec swego przyjaciela, także wtedy, kiedy ten jest zmuszony zrezygnować z jego usług (sprawiedliwość). Zdecydowanie, kowbojskim krokiem, przechodzi przez ranczo zajmowane przez bandę Mansona (męstwo). Nie przyjmuje seksualnej oferty młodocianej hipiski (umiarkowanie). Zna swoją siłę i wie, kiedy ją zastosować (roztropność). A to wszystko z uśmiechem na twarzy. Doprawdy, sprawdza się nauczanie św. Tomasza z Akwinu: nie ma cnoty bez przyjemności.

Booth to w gruncie rzeczy główny bohater filmu. Dubler okazuje się prawdziwym aktorem – tym, który działa. W świecie realnym to on postępuje jak bohaterowie westernów. W świecie realnym? Czyżby? Wystarczy spojrzeć na tytuł filmu. Wystarczy obejrzeć film od początku do końca. Bajka dla dorosłych.

Bajka, ale i przejmująca prawda. Kto zna prawdziwą historię, temu przechodzą ciarki po plecach na widok pozornie łagodnych i nieszkodliwych hipisów z farmy Spahna. A bez względu na to, czy znał wcześniej los Sharon Tate, zobaczy w tych ludziach niepokojący obraz uosobionego lenistwa, głupoty, złośliwości, zrzucania odpowiedzialności na innych – na system, na władzę, na ustrój, ba – na oglądane z upodobaniem seriale.

Bajka – z morałem. Ten kaskader to dobry wzór.

Nie cierpię tzw. brzydkich wyrazów, nie lubuję się w pokazywaniu przemocy, a przecież ten film mocno do mnie przemówił. Pokazał dwie strony ludzkiej natury, i wiele odcieni między nimi. Pozwolił spojrzeć inaczej na znane fakty. Rozerwał i dał do myślenia.

Można by więcej napisać, ale czas ruszać na pociąg.

A skoro o snach była mowa w tytule wpisu, to i piosenka odpowiednia. Mniej znana wersja znanego przeboju.