W każdą środę Wielkiego Postu proponuję rozważania o drogach życia, przede wszystkim o tych, po których Bóg prowadzi człowieka do celu. Zapraszam do wspólnej wędrówki. Czytelników proszę o modlitwę i sam o niej zapewniam.

Wąska ścieżka

Ci, co widzieli film 1917, znają tę scenę. Pozostałym nie chcę psuć wrażeń z seansu, niech więc wystarczy tyle: długie tygodnie spędzasz w okopach Wielkiej Wojny, w obcym kraju. Pewnego dnia dostajesz misję. Zdany tylko na siebie (i na Opatrzność) masz wyruszyć w drogę pełną niebezpieczeństw. Od ciebie zależy los tysiąca sześciuset żołnierzy. I oto pieśń Wayfaring Stranger z 1858 roku. Poniżej swobodny przekład.

Oto ja, biedny tułacz*

Sam wędruję po tym świecie.

Lecz nie ma chorób, zmartwień ani zagrożeń

W tym jasnym kraju, do którego zmierzam.

Idę tam, do mojego ojca,

Idę tam, by się więcej nie błąkać.

Niech tylko przejdę przez Jordan, a dojdę do domu.

 

Tak, ciemne chmury gromadzą się nade mną,

A ma ścieżka wąska i stroma,

Ale tuż przede mną złote pola,

Gdzie odkupieni śpią w pokoju**.

Idę tam, do mojej matki

I moich drogich zmarłych.

Niech tylko przejdę przez Jordan, a dojdę do domu.

* Dosłownie: obcy wędrowiec albo wędrowiec i obcy.

** W innej wersji tekstu: gdzie odkupieni wciąż czuwają.

Przejść przez Post

Zaczyna się Wielki Post. Lubię o nim myśleć jak o drodze, która prowadzi przez Krzyż – do Nieba (jak pozdrawiają się franciszkanki z Lasek). To droga przez Krzyż, Jezusowy Krzyż, to droga z Chrystusem – Drogą, Prawdą i Życiem. Jeżeli idę Jego śladami, to choć nieraz upadam, jestem na dobrej Drodze. Piszę to w pierwszej osobie, bo mówię także o sobie.

Wielkopostna droga trwa czterdzieści dni. Tak długo trwał Potop, tyle dni spędził Mojżesz na Synaju i Jezus na pustyni. Tyle dni przewędrował Eliasz, posilony wcześniej przez anioła chlebem i wodą (1 Krl 19,8). Czterdzieści lat trwała droga narodu wybranego przez pustynię. Czterdzieści dni pokutowali mieszkańcy Niniwy. Wreszcie, po zmartwychwstaniu Chrystus Pan spotykał się z uczniami przez czterdzieści dni.

Św. Grzegorz Wielki odczytywał czterdzieści dni Wielkiego Postu jako jedną dziesiątą roku. Wyciągał stąd wniosek, że w postnym czasie składamy Bogu dziesięcinę z czasu, który nam dał. Jest jeszcze inne, symboliczne znaczenie czterdziestki, o którym można przeczytać w Świecie symboliki chrześcijańskiej siostry Dorothei Forstner. Według św. Augustyna to liczba łącząca w sobie symbolikę czwórki i dziesiątki. Czwórka to liczba ziemi, wszak mamy cztery strony świata (i dlatego cztery ewangelie) i tyleż pór roku. Dziesięć to symbol doskonałości czy pełni (m.in. jako liczba przykazań i suma pierwszych czterech liczb). Zatem czterdziestka wskazuje na ziemskie życie, będące pielgrzymką do Nieba. W tej liczbie kryje się pokuta i trudy drogi, ale także przedsmak wieczności. Jak mawiał św. Tomasz z Akwinu, jesteśmy w drodze (in statu viae), ale zdążamy do niebiańskiej ojczyzny (in patria). To o każdym z nas mówi pieśń Wayfaring Stranger.

Z tych dwóch spojrzeń na Wielki Post wynikają rzeczy nader praktyczne:

Po pierwsze, Wielki Post to dar, za który warto być wdzięcznym. Oto teraz czas upragniony, oto teraz dzień zbawienia (2 Kor 6,2).

Po drugie, jak każdy dar, Wielki Post oczekuje odpowiedzi. Przechodzi się przez Post nie tak, jak się przechodzi przez grypę. Post to wezwanie do drogi i zaproszenie do działania. W Poście się pości, modli i wyświadcza dobro. Czas na post, modlitwę i jałmużnę jest właśnie teraz.

Po trzecie, Wielki Post to czas przygotowania, a to w podwójnym sensie. Najpierw, chodzi o przygotowanie na Wielkanoc, tak żeby móc – może wreszcie, po latach – przystąpić w tym czasie do komunii z Chrystusem i w Chrystusie; żeby jak najlepiej przeżyć Triduum Paschalne. Zarazem, to szkoła widzenia wszystkiego w świetle wieczności.

Za tydzień będzie mowa o Abrahamie – wzorze chodzenia po Bożych ścieżkach.

A tymczasem jeszcze jedna pieśń (czy raczej piosenka) na początek Wielkiego Postu. To utwór Curtisa Mayfielda z zespołu The Impressions (1965), nieoficjalny hymn ruchu praw obywatelskich Martina Luthera Kinga. To wezwanie, by wyruszyć w drogę, by wsiąść do pociągu – nie byle jakiego, bo do Nieba. Nie dbać o bagaż – wystarczy wiara, nie dbać o bilet – wystarczy wdzięczność. Z niezliczonych, nieraz bardzo odmiennych od siebie wersji wybieram nagranie Evy Cassidy.

A jeśli droga zaczyna się nam dłużyć, kiedy chcemy jak dzieci zapytać, czy jeszcze daleko, odmówmy modlitwę kardynała Newmana (przekład Zygmunta Kubiaka). To ulubiona wieczorna modlitwa o. Jana Góry.

Prowadź mnie, Światło, swą błogą opieką,

Światło odwieczne!

Noc mroczna, dom mój tak bardzo daleko,

Więc Ty mnie prowadź.

Nie proszę rajów odległych widoku,

Starczy promyczek dla jednego kroku.

 

Nie zawsze tak się modliłem jak teraz,

Światło odwieczne.

Sam chciałem widzieć, sam chciałem wybierać

Swą własną drogę.

Pomimo trwogi łaknąłem barw świata,

Ufny w swą siłę. Przebacz tamte lata.

 

Tyś zawsze trwało, gdym przez głuchą ciemność,

Przez bór, pustynię

Błąkał się dumny. O, czuwaj nade mną,

Aż noc przeminie,

Aż świt odsłoni te drogie postacie,

Którem ukochał niegdyś, którem stracił.