Dziś o losie pielgrzyma wędrującego w stronę spełnienia obietnic.

Między niebem a ziemią

Przygotowując dzisiejszą refleksję długo się zastanawiałem nad doborem pieśni. I w końcu przypomniały mi się rosyjskie śpiewy, rodem ze świata, po którym chodził ubogi pielgrzym odmawiający modlitwę Jezusową, narrator sławnych Opowieści pielgrzyma.

Czytasz tę historię od początku do końca, ale nie wiesz, jak autor się nazywa. Mówi tylko, że jest chłopem, ma trzydzieści trzy lata i uschniętą rękę. I że mu żona umarła. Wszystko to działo się w dziewiętnastym wieku. (…) Myślę, że spodobałaby ci się ta książka. Jest taka prosta (J. D. Salinger, Franny i Zooey, tłum. Maria Skibniewska).

Prosta książka, prosty człowiek i prosta modlitwa. Tytułowy pielgrzym przemierza Rosję odmawiając modlitwę Jezusową. Panie Jezu Chryste, zmiłuj się nade mną, grzesznikiem. Jak wyjaśnia amerykańska studentka Franny z opowiadania Salingera: Spotyka przeróżnych ludzi – na tym właściwie polega cała historia – i wszystkich uczy, jak mają się modlić według tej szczególnej metody. Lepiej rozumie sens modlitwy Jezusowej Zooey, brat Franny:

Ta modlitwa ma swój cel, jedyny cel: przepojenie świadomości osoby, która ją odmawia, myślą o Jezusie. Ale nie ma zaprowadzić cię do jakiegoś przytulnego zakątka, na jakieś świętsze niż twoja dusza miejsce spotkania ze słodką, godną uwielbienia, boską osobą, która weźmie cię w ramiona, uwolni od wszystkich obowiązków, uleczy wszelkie twoje przykre Weltschmerze…

Jak zaczyna się opowieść pielgrzyma? Dzięki łasce Boga jestem człowiekiem, chrześcijaninem; sądząc z czynów – wielkim grzesznikiem, z powołania – pielgrzymem bez dachu nad głową, najniższego stanu, tułającym się z miejsca na miejsce (tłum. Andrzej Wojnowski).

Wielki grzesznik? Przypomina się Piotr Mamonow, niegdyś frontman awangardowego zespołu Zwuki Mu, później odtwórca roli ojca Anatola w filmie Wyspa Pawła Łungina (2006). W latach 90. przeżył nawrócenie i przyjął chrzest. Swoją ziemię obiecaną znalazł na wsi. W wywiadzie dla ukraińskiej telewizji, zapytany o pomarańczową rewolucję, zaczął opowiadać o swoim codziennym dniu, z dala od wielkich miast. Budzę się i dziękuję Bogu, że dał mnie, grzesznemu, nowy dzień. Zniecierpliwiona dziennikarka dopytywała o rewolucję, na co Mamonow odparł mniej więcej tak, że życie z Bogiem to prawdziwa rewolucja.

Jestem człowiekiem (…) najniższego stanu – mówi o sobie Pielgrzym. Najniższy stan? Według Norwida stan pielgrzymi to stanów-stan, a wędrowiec nie jest bynajmniej bezdomny; chlubi się wręcz: dom mój ruchomy / Z wielbłądziej skóry. Nie przywiązany do jednego miejsca, zakorzeniony w niebie (aż w nieba łonie trwam), ma na własność całą ziemię*:

Przecież i ja – ziemi tyle mam,

Ile jej stopa ma pokrywa,

Dopokąd idę!…

A jak zaczyna się historia Abrahama, pierwszego z Bożych wędrowców? Późno, u schyłku życia. Liczba lat naszych jest siedemdziesiąt, a przy siłach lat osiemdziesiąt, ale za całą chwałę jest im trud i zgryzota, i zaraz przemijają, i ulatujemy (ps 90, 10, tłum. Czesław Miłosz). Abram miał siedemdziesiąt pięć lat, kiedy go Bóg powołał. Starzec bez wahania wyruszył w drogę, w stronę obietnicy. Zaczyna się droga bohatera. Abram słyszy wezwanie, rusza w nieznane, przeżywa przygody, doznaje przemiany, czego znakiem jest zmiana imienia i obrzezanie. Zaczyna się nowy etap przygody Boga z człowiekiem.

Zostawmy na chwilę Abrahama i posłuchajmy wyznania innego niemłodego człowieka. Oto parafraza słów pieśni: Za młodu nie czułem goryczy. Ona przyszła z wiekiem. Wszędzie spotyka mnie nieszczęście. Na nikogo nie można liczyć, wszyscy nieszczerzy. Czas uciec ze świata, iść do klasztoru. Tam będę miał celę z trzema oknami: z jednego popatrzę na rzekę, przy drugim zagram, przy trzecim zapłaczę. Melodia uboga, wręcz nędzna jak żywot tego nieszczęśnika, ale to śpiew, co kruszy skały.

Między śmiercią a życiem

Abraham uwierzył Bożej obietnicy, więcej: uwierzył Słowu, przez które wszystko się stało. Słusznie więc, porzuciwszy wszelkie ziemskie pokrewieństwo, podążył on za Bożym Słowem, pielgrzymując z tym Słowem i ze Słowem zamieszkując (św. Ireneusz z Lyonu, Adversus haereses, IV 5, 3, tłum. ks. Jarosław Brylowski, Pelplin 2018, s. 309). Jak zauważa Jordan B. Peterson w swoim psychologicznym komentarzu do tej historii, Abraham zaraz na początku wędrówki napotyka na zło obecne w naturze (głód) i w społeczeństwie (nadużycia władzy i wojna). Boże Słowo nie usuwa przeszkód sprzed nóg Abrahama, ale i nie zostawia go samego. Zgodnie z zapisaną wieki później obietnicą: Ja z nim w przygodzie (ps 91, 15, tłum. Jak Kochanowski). I jeszcze później to samo Słowo powiedziało: Ja jestem światłością świata. Kto idzie za mną, nie będzie chodził w ciemności, ale będzie miał światło życia (J 8, 12).

Abraham przechodzi bezpiecznie przez niebezpieczeństwa nie wiedząc, że czeka go najtrudniejsza próba. A co nas czeka? O tym mówi następna pieśń, swego rodzaju komentarz do słów św. Pawła: zapłatą za grzech jest śmierć. Błąka się grzesznik po świecie i spotyka dobrych ludzi. Dobrzy ludzie pytają, czy grzesznik nie potrzebuje złota, srebra albo złotych szat. Nic nie potrzebuję, wystarczy sążeń ziemi i cztery deski. Jak mówi Piotr Mamonowkiedy umrę, nie potrzebuję luksusowej trumny dębowej i kwiatów. I przestrzega, żeby za życia nie być twardym, bo taki jest trup, w przeciwieństwie do niemowlęcia, słabego, ale niosącego w sobie ogromny potencjał.

Pamiętaj, że prochem jesteś i w proch się obrócisz. Pamiętaj o śmierci. Pamiętaj po to, żeby żyć.

Co zaś dotyczy umarłych, że zmartwychwstaną, czyż nie czytaliście w księdze Mojżesza, tam gdzie mowa o krzaku, jak Bóg powiedział do niego: Ja jestem Bóg Abrahama, Bóg Izaaka i Bóg Jakuba? Nie jest On Bogiem umarłych, lecz żywych (Mk 12, 26-27).

Albowiem jest rzeczą niemożliwą, by żyć bez życia, a istota życia wypływa z uczestnictwa w Bogu; natomiast uczestnictwo w Bogu polega na oglądaniu Boga i rozkoszowaniu się Jego dobrocią. (…) Chwałą bowiem Boga jest żyjący człowiek, zaś życiem człowieka jest oglądanie Boga (św. Ireneusz, Adversus haereses, IV, 20, 5.7).

Między obietnicą a spełnieniem

Historia Abrahama jest pełna tajemnic, począwszy od tych, które biorą się z naszego oddalenia od czasów patriarchy. Lubię te niejasności, bo one budzą we mnie respekt i utrudniają szukanie w Biblii siebie. Przedziwny jest na przykład 15 rozdział Genesis. Mnóstwo tam obco brzmiących imion królów, ale najdziwniejsze są nie te imiona, tylko udział Abrahama w wojennej awanturze. Bezdzietny starzec rusza z trzystu osiemnastu sługami, aby uwolnić z niewoli swego bratanka Lota. I oto nagle: Gdy Abram wracał po zwycięstwie odniesionym nad Kedorlaomerem i królami, którzy z nim byli… Komentatorzy (których tam nie było) powątpiewają w historyczność tego opisu, ale nam wolno go przyjąć z ufnym zadziwieniem. W tym samym rozdziale pojawia się Melchizedek, król i kapłan, i to kapłan Boga Najwyższego. To już nie tylko tajemnica wynikła z naszej niewiedzy. To prawdziwe misterium na przecięciu czasu i wieczności. Melchizedek przynosi chleb i wino, błogosławi i powraca dopiero w rozważaniach Listu do Hebrajczyków. Powraca jako zapowiedź prawdziwego Kapłana, Chrystusa.

Największa, nieprzenikniona tajemnica kryje się w opowieści o ofierze, którą Abraham złożył ze swego syna Izaaka. Kto interpretując opis ofiary Abrahama, pomija w nim wymiar Bożej tajemnicy, bezwiednie przeinacza sens całego wydarzenia, pisał w swoim mądrym, pięknym i zwięzłym komentarzu o. Jacek Salij. Weź twego syna, ukochanego, którego miłujesz, Izaaka – św. Cyryl Aleksandryjski objaśnia te słowa w świetle ewangelii: To tak, jakby powiedział: Abyś przez cierpienie, jakiego doświadczysz, poznał, co będzie musiał znieść Ojciec wszystkich, gdy wyda Syna, którego miłuje, na ofiarę zbawczą za cały świat (tłum. ks. Krzysztof Bardski; cytat z książki Abraham – tajemnica ojcostwa zawierającej żydowskie i patrystyczne komentarze do Rdz 22, 1-14). Abraham – człowiek, który poznał serce Boga.

Św. Ireneusz, uczeń ucznia św. Jana Apostoła, otwiera nam oczy na więź między Abrahamem, apostołami i nami. Jakie to wzruszające, że mówiąc my Ireneusz myśli o tych, którzy przyjdą po nim, więc i o nas. Słusznie też Apostołowie, wywodząc się z rodu Abrahama, porzucili łódź i ojca, i podążyli za Słowem Bożym. Słusznie też i my, przyjąwszy tę samą wiarę, którą posiadał Abraham, podjąwszy krzyż tak, jak Izaak drewno, podążyliśmy za Nim. Abraham bowiem zapowiadał, i zarazem reprezentował sobą człowieka, który podąża za Słowem Bożym (Adversus haereses, IV, 5, 4).

Pięćdziesięciu lat jeszcze nie masz, a Abrahama widziałeś? – szydzą rozmówcy Jezusa, nie wiedząc, że to On prowadził patriarchę po drogach obietnicy i spotkał się z Nim na górze Moria. Z racji tych słów pięćdziesiąte urodziny to po czesku abrahámoviny. Przedwcześnie ośmielam się pisać o Abrahamie…

Pora kończyć, wracając do początku. Bóg pokazał Abrahamowi gwiazdy, żeby mu powiedzieć, że tak liczne będzie jego potomstwo. Mówi o tym wiersz Małgorzaty Wałaszek. Gosia nie tak dawno prowadziła scholę akademicką u św. Jacka w Warszawie, a teraz zawędrowała bardzo daleko.  Już po raz drugi pracuje z chórem młodych Indian w Santiago de Chiquitos w Boliwii. To jeden z dawnych jezuickich ośrodków misyjnych (tzw. redukcji).

Abrahamie

Czy pośród gwiazd na ciemnym niebie

Które wskazał Ci Bóg

Widziałeś moją gwiazdę

Oddaloną o lata świetlne

Migoczącą potencję

Mojego życia

Czy ucieszyłeś się mną

Czy zgodziłeś się na moje

Istnienie

Dziękując Bogu, że będziesz miał z kim dzielić się swoją wiarą

Czy to nie ja pośród innych gwiazd

Dałam Ci odwagę do przyjmowania

Darów większych niż

Niemożliwy syn?

Na sam koniec jeszcze raz Andriej Kotow z zespołem Sirin. Tym razem pieśń biblijna, rodem z Mateuszowej Ewangelii. Mateusz, celnik zawołany przez Chrystusa znad stołu z pieniędzmi, poszedł za Jezusem. Poszedł drogą Błogosławieństw, drogą ludzi cichych, pokornych, płaczących, spragnionych sprawiedliwości, drogą czystych serc widzących Boga, drogą dziedziców Królestwa niebieskiego. Starą rosyjską melodię opracował Władimir Martynow**, a solistki Sirinu jasno wskazują cel Błogosławieństw, cel ziemskiej pielgrzymki: Niebo.

Następne dwa odcinki będą o synu marnotrawnym, a raczej: za tydzień o synach marnotrawnych, a za dwa tygodnie: o powrocie do Ojca.

*Gorąco polecam analizę tego i innych utworów Norwida w książce Stanisława Falkowskiego pt. Gladiator prawdy.

**Instrumentalna wersja Błogosławieństw w wykonaniu Kronos Quartet kończy film Wielkie piękno.