O śpiewie natchnionym

Oto pieśń. Oto Gruzja. Oto Hamlet Gonaszwili.

 

Więcej i w lepszej jakości (ale bez obrazu) na spotify, a pewnie i w innych miejscach.

Dzień św. Cecylii, patronki muzyki kościelnej i wszelkiego pięknego śpiewu, musiał w tym roku ustąpić miejsca niedzieli Chrystusa Króla, ale to żadna przeszkoda, żeby poświęcić śpiewowi to rozważanie, które dedykuję Małgorzacie – dyrygentce, śpiewaczce, misjonarce.

Zacznijcie, wargi nasze, chwalić Pannę świętą – werset rozpoczynający Godzinki wywodzi się z brewiarza. Liturgiczny dzień zaczyna się taką wymianą wersetów: Panie, otwórz wargi moje / A usta moje będą głosić Twoją chwałę. Słowa zaczerpnięte z pokutnego psalmu króla-poety-pasterza-wojownika Dawida stawiają obok siebie blask chwały Najwyższego i ludzkie staranie, by Boga sławić, jak należy. Chwała to gloria, światło, blask. To piękno i majestat Bożego Królestwa. To królująca Miłość, czysta, łagodna i potężna. Izajasz ujrzał chwałę Bożą, a w jej blasku serafinów – płonące istoty wyśpiewujące Sanctus. Żeby dołączyć się do ich pieśni, żeby przekazywać ludziom słowa płomiennego proroctwa, Izajasz, człowiek o nieczystych wargach, potrzebował oczyszczenia.

Wówczas przyleciał do mnie jeden z serafinów, trzymał on w ręku rozżarzony węgiel, który wziął szczypcami z ołtarza i dotknął moich ust, mówiąc: Oto dotknęło to warg twoich i zmazana jest twoja wina, twój grzech odpuszczony (Iz 6, 5-7, ten i kolejne cytaty z Biblii paulistów).

Św. Jakub do Izajaszowej wizji dodaje inny obraz: Językiem wielbimy Boga i Ojca, językiem też przeklinamy ludzi stworzonych na Boże podobieństwo. Z tych samych ust wychodzi błogosławieństwo i przekleństwo. Bracia moi, tak być nie może! Czy z tego samego źródła wypływa woda słodka i gorzka? Bracia moi! Czy drzewo figowe może rodzić oliwki, a winorośl – figi? Tak również ze słonego źródła nie może wypływać słodka woda (Jk 3, 9-12; kontekst już od 3, 1). A św. Paweł pisze jasno i dobitnie: Nie pozwalajcie sobie na bezwstydne postępowanie, niedorzeczne gadanie czy niestosowne żarty, lecz postępujcie w życzliwości (Ef 5, 4).

Oczyszczone usta wypowiadają mądrość. Os iusti meditabitur sapientiam – to introit mszy o doktorze Kościoła, o mędrcu, który mądrość rozważa i przekazuje dalej. Sapientia kojarzy się w łacinie ze smakiem. Usta sprawiedliwego karmią się mądrością, delektują się nią. To nie żarłoczne pochłanianie, ale meditatio, zwane czasem ruminatio. Pierwsze z tych słów w jednym ze swoich rzadszych znaczeń wyraża śpiew, a drugie oznacza przeżuwanie, ale i rozważanie (już w tekstach antycznych). Śpiew gregoriański, a później organum; indyjskie ragi (grane i śpiewane), pakistańskie qawwali, pieśni perskie, gruzińskie, korsykańskie i jeszcze inne są często taką medytacją, zatrzymaniem czasu, cielesnym doświadczaniem chwały. Słowa mogą mówić o pewnej dziewczynie spotkanej przy źródle w jakiejś wiosce (jak Cinckaro, pieśń gruzińska w wykonaniu Hamleta Gonaszwilego wykorzystana w Nosferatu Herzoga), ale śpiew zdaje się wypływać z czystego źródła, z wieczności.

U św. Hildegardy anielski śpiew i anielskie zapatrzenie się w Boga to jedno i to samo. To logiczne, wszak chwała to Boży blask, który zachwyca, zadziwia, wzbudza bojaźń. Zarazem chwałą nazywamy uwielbianie Boga.

Stoją więc przed Tobą niezliczone zastępy Aniołów, którzy służą Tobie dniem i nocą, a wpatrzeni w chwałę Twojego oblicza nieustannie cześć Tobie oddają. Łącząc się z nimi, razem z całym stworzeniem, które jest pod niebem i wielbi Cię przez nasze usta, z radością wysławiamy Twoje imię, wołając: Święty, Święty, Święty… (IV modlitwa eucharystyczna)

O tym, na jakie rozmaite sposoby całe stworzenie wielbi Boga przez nasze usta, napiszę innym razem. Tymczasem jedno słowo zachęty, a po nim jeszcze jedno spojrzenie na to, czym jest śpiew.

Miłośnicy J. R. R. Tolkiena pamiętają, że pierwszą recenzję Hobbita napisał dziesięcioletni Rayner Unwin. Trzydzieści trzy lata później córka Raynera, Camilla, w ramach zadania domowego napisała do Tolkiena z pytaniem o cel życia. Oto część odpowiedzi (list 310 w przekładzie Agnieszki Sylwanowicz):

Można zatem powiedzieć, że głównym celem życia dla każdego z nas jest powiększać, zgodnie z naszymi zdolnościami i za pomocą wszystkich dostępnych nam środków, naszą wiedzę o Bogu i pod jej wpływem wielbić Go oraz Mu dziękować. Robić tak, jak mówimy w Gloria in excelsislaudamus te, benedicimus te (…). A w chwilach zachwytu możemy wezwać wszystkie stworzone istoty do przyłączenia się do naszego chóru, mówiąc w ich imieniu, jak w Psalmie 148 oraz w pieśni trzech młodzieńców w drugiej części Księgi Daniela Proroka (Dn 3, 75 nn): CHWALCIE PANA… góry i wszystkie pagórki, drzewa owocowe i wszystkie cedry, płazy i ptactwo skrzydlate.

Codzienną modlitwę brewiarzową zaczyna prośba o otwarcie ust, tak żeby godnie głosiły chwałę Bożą (w liturgii i poza nią). Pod koniec dnia słowami innego psalmu, słowami z krzyża, oddajemy Bogu nasz oddech: W ręce Twoje, Panie, powierzam ducha mojego.

PAN Bóg ulepił człowieka z prochu ziemi i tchnął w jego nozdrza tchnienie życia. Odtąd człowiek stał się istotą żyjącą (Rdz 2, 7).

A Jezus zawołał donośnym głosem: Ojcze, w Twoje ręce oddaję mojego ducha (Łk 23, 46).

Jezus skłonił głowę i oddał ducha (J 19, 30).

Jezus zaś odezwał się do nich ponownie: Pokój wam! Jak Mnie posłał Ojciec, tak i Ja was posyłam. Po tych słowach tchnął i oznajmił im: Przyjmijcie Ducha Świętego (J 20, 21-22).

Śpiewanie – piękne oddychanie. Oddawanie Bogu tchnienia po to, żeby przyjąć je na nowo. Jak więc nie śpiewać?

Pośród zgiełku i niepokoju

Słyszę dźwięki muzyki.

Jej echo brzmi w mojej duszy.

Jakżebym miał nie śpiewać?

To jedna ze zwrotek pieśni Roberta Lowry’ego How Can I Keep From Singing, znanej również jako Endless Song. Z licznych wersji wybieram tę, którą na Wielkanoc tego roku nagrała Aubrey Logan, znana m.in. z PMJ (Postmodern Jukebox).