Western na Wielkanoc, na powrót do  chrzcielnego źródła

 

Oto wóz do zaprzęgu konnego, „nieduży, acz zacny pojazd”. Napis na burtach, „Wody Lecznicze East Mineral Springs Texas”, przypomina, że wóz służył niegdyś do przejażdżek po teksaskim kurorcie. Jest koniec lutego 1870. Nowy właściciel myśli: „Ten wóz niewątpliwie miał własną historię, która jednak już na zawsze pozostanie nieznana, nieopowiedziana”. Nie wie, że właśnie zaczyna się największa przygoda tego wehikułu. Ba, to również nowy etap w życiu nabywcy wozu.

Jest nim kapitan Jefferson Kyle Kidd, człowiek, który całe życie poświęcił przekazywaniu wiadomości. Zrazu robił to na wojnie, jako goniec, potem został drukarzem, a na stare lata wiązał koniec z końcem, objeżdżając miasteczka i czytając na głos artykuły z gazet. Wstęp: dziesięć centów od słuchacza. Kapitan jeszcze nie wie, do czego mogą się przydać dziesięciocentówki.

Kapitan Kidd to bohater powieści pt. „Nowiny ze świata” Paulette Jiles (2016, polski przekład Tomasza Gałązki 2018). Postać fikcyjna, a przecież jak żywa, a to głównie za sprawą stylu autorki, oszczędnego i wyrazistego. Gdyby nie krótka recenzja w Gościu niedzielnym, może bym się o tej książce nie dowiedział. Z przyjemnością do niej wróciłem teraz, dla porównania z filmową adaptacją. Opowieść, którą snuje Paulette Jiles, spełnia kryteria Flannery O’Connor: „Najpierwszą i najoczywistszą cechą prozy jest to, że zajmuje się ona rzeczywistością poprzez to, co widać, słychać, czuć węchem, smakiem i dotykiem” („Pisanie opowiadań” w zbiorze „Misterium i maniery”, tłum. Michał Kłobukowski). Autorka wyposażyła kapitana Kidda w taką właśnie wrażliwość na szczegóły. Spostrzegawczość i szybkie wyciąganie wniosków (wręcz sztuka dedukcji!) mogą ocalić życie na prerii.

Oprócz wciągającej, choć niespiesznej opowieści, na urok tej książki składają się detale, dostrzegane przez kapitana i przedstawiane mimochodem: nazwane po imieniu gatunki drzew i ptaków, drobne gesty, kolor ziemi i nieba. Skalik, lelczyk, jadłoszyn… „Pisanie prozy rzadko kiedy polega na mówieniu; jego istotą jest uwidacznianie” (to znów O’Connor). Marzy mi się album ze zdjęciami opisanych w powieści okolic.

Druga bohaterka to dziesięcioletnia Johanna Leonberger, córka niemieckich osadników. Porwana przez Indian ze szczepu Kiowa była przez cztery lata jedną z nich. Johanna przeżyła najpierw gwałtowną śmierć rodziców i siostry, a potem utratę indiańskiej rodziny. Drobna blondynka uważa się za Indiankę, nie chce wracać do świata białych, czuje się w nim obco. „Zadziwiało ją to, czemu ci ludzie tak się upychali w tych swoich miastach”. Kapitan Kidd z trudem nawiązuje z nią więź, przełamując jej nieufność (wszak „kultury to istne pola minowe”). Mimo sędziwego wieku, początkowej niechęci Johanny i niebezpieczeństw czyhających na drodze, weteran podejmuje się misji zawiezienia dziewczynki do jej krewnych, do domu.

Trudna to droga i ciężkie czasy. Po wojnie secesyjnej Teksas pozostaje pod zarządem wojskowym, na bezdrożach grasują bandy, a Indianie prowadzą łupieżcze wyprawy. „Gotujcie się na ostrą zimę, gotujcie się na ciężkie czasy” – tak w języku Kiowa śpiewała Johanna na początku wędrówki. A potem kapitan  nauczył ją pieśni Stephena Fostera Hard Times Come Again No More.

Teraz Johanna umiała już liczyć do stu i zawiązać sobie buty, przynajmniej kiedy dało się ją namówić, żeby je w ogóle włożyła, i zaśpiewać pierwszą zwrotkę Ciężkich czasów.

Gdzie jest dom Johanny? Dziewczynka pochodzi z miasteczka Castroville, gdzie wciąż mieszkają jej krewni i inni alzaccy osadnicy. Ale czy to jej dom? Czy ona w ogóle ma dom? I kim właściwie jest ta mała Niemka, Indianka, Amerykanka, dwukrotnie oderwana od rodziny? Miejsce, do którego zmierza kapitan, to San Antonio, miasto św. Antoniego, patrona zagubionych. Słusznie, wszak nie tylko Johanna doświadczyła utraty. O tym, co stracił kapitan, dowiadujemy się stopniowo. Na początku widzimy tylko, że jest zmęczony życiem, przygaszony. Poczucie sensu przynosi mu przekazywanie wiadomości, już nie zapieczętowanych rozkazów, ale wieści z dalekiego świata. Dawniej łudził się, że dzięki dokładnym informacjom ludzie zaprzestaną wojen, a teraz najchętniej przekazuje „opowieści o dalekich lądach i sprawach tajemniczych, serwowanych jako konkretne fakty”.

Opowieść o kapitanie Kiddzie i Johannie to jedna z takich historii, to western z kowbojami, Indianami, bandytami i szlachetnym bohaterem. To dobra opowieść, dobra nowina o męstwie, wytrwałości i dobroci. To również zachęta, żeby spojrzeć na swoje życie jako na część wielkiej opowieści. „Może życie to po prostu przenoszenie wiadomości. Trzeba przetrwać, żeby nieść je dalej” – myśli kapitan.

A ci, którzy go słuchali, mogli na krótko odpłynąć w miejsce, które niosło im uzdrowienie jak wody lecznicze.

Wody lecznicze – to nie tylko napis na wozie kapitana. Ciekawe, że zanim powstało San Antonio, Indianie mówili na to miejsce Yanaguana – ożywcze wody. Uleczenie i odnalezienie… Neely Bruce napisał w roku 1989 pieśń Millbrook, w czystym stylu amerykańskich pieśni z połowy XIX wieku (shape note). Tekst Charlesa Wesleya wczuwa się w sytuację chorego, czekającego bezradnie na poruszenie wody w sadzawce Betesda, przynoszące uzdrowienie (J 5, 1-16). O, niech się poruszą wzburzone wody i przyniosą Twą uzdrawiającą miłość. Kocham tę pieśń.

Wody lecznicze… Czyżby Lete, rzeka zapomnienia? „Miłość nie pamięta złego”? Raczej tak jak w przekładzie paulistów: „nie liczy doznanych krzywd”; pamięta, ale nie rozpamiętuje. Jak mówi kapitan w filmowej wersji „Nowin”, czas, aby Johanna zyskała nowe, dobre wspomnienia.

Wody lecznicze… Kto poda kubek świeżej wody do picia jednemu z tych najmniejszych, dlatego że jest uczniem, zaprawdę powiadam wam, nie utraci swojej nagrody (Mt 10,42).

Ja pragnącemu dam darmo pić ze źródła wody życia (Ap 21,6).

Kapitan troszczy się o Johannę, karmi, przyodziewa, przyjmuje w swój dom na kółkach, poucza, cierpliwie znosi, i co tam jeszcze zostało z listy uczynków miłosierdzia. Zresztą sprawdźmy, co kapitan ma na liście.

Zrobił listę zakupów: pasza, żywność, amunicja, mydło, wołowina, świeczki, wiara, nadzieja, miłość.

Tak właśnie przeplata się w tej powieści to, co przyziemne, z tym, co wzniosłe. A może po prostu: tak się tu łączy niebo z ziemią, tak się wciela miłość nie z tego świata? Cudowna miłość, wondrous love.

Z okazji świąt Wielkiej Nocy życzę drogim czytelnikom odkrywania na nowo wielkiej miłosnej opowieści, która jest treścią tych świąt. Życzę też Wam odnajdywania swojego miejsca w tej historii. Chrystus zmartwychwstał jako pierwszy.

PS

Gorąco polecam książkę. Film też warto obejrzeć, zwłaszcza ze względu na grę Toma Hanksa i Heleny Zengel, zdjęcia Dariusza Wolskiego i pieczołowicie odtworzony świat Dzikiego Zachodu. Nie podobało mi się kilka zmian w stosunku do pierwowzoru, zwłaszcza zawiązanie akcji i charakter znajomości kapitana z panią Gannet. W książce częściej dochodzi do głosu humor. Za to bardzo udane jest zakończenie filmu, zgodne z przesłaniem książki, choć odmienne w treści. Może najciekawsza różnica to przekształcenie epizodu z udziałem bandy braci Horrellów, złaknionych sławy, w dłuższą sekwencję dziejącą się w mieście bezprawia. Napięcie i jego rozładowanie wiąże się tam z motywem przekazywania wiadomości.

Bonus nr 1: spotkanie z autorką powieści: https://youtu.be/lGFRq4lYDSc, a w nim m.in. wyjaśnienie motywu dziesięciocentówek.

Bonus nr 2: muzyka. Dla zainteresowanych – parę objaśnień poniżej.

W zestawie pojawia się pieśń o innym kapitanie Kiddzie, piracie. Powodem jest nie tylko zbieżność nazwisk, ale i to, że na nutę tej pieśni śpiewa się Wondrous Love – hymn zachwytu nad cudowną miłością Boga objawioną na krzyżu. Tę pieśń zawierają śpiewniki amerykańskiego Południa i musiał ją znać kapitan.

Są na liście dwa śpiewy szczepu Kiowa.

Kilka utworów jest wspomnianych w książce:

  • jig Drops of Brandy,
  • piosenka Virginia Belle,
  • ballada John Randolph, znana też jako Lord Randall („Gdzieżeś to był przez cały dzień, Randall, syneczku? Ach, matko moja, serce mi pęka, więc szykuj mi posłanie, niech się skończy ta udręka”),
  • wspomniane już Hard Times,
  • ukryte w opisie przyrody Zbudź się, śpiochu, zbudź się (Awake, Awake, w innych wersjach Wake Up, Wake UpDrowsy Sleeper),
  • dwie piosenki śpiewane przez pewnego młodzieńca (Come to the BowerYellow Rose of Texas)
  • pieśni śpiewane przez panią Gannet: najpierw dwie pobożne (Near the Cross oraz It Is Well With My Soul); z tą drugą wiąże się dramatyczna historia, której można posłuchać w wykonaniu Hugh Bonneville’a i chóru mormonów

  • oraz Black Is The Color. „Czarny kolor mają włosy. Niełatwy utwór do zaśpiewania bez akompaniamentu. (…) To było zdecydowanie bliższe indiańskim śpiewom”.

Lorena to ulubiona piosenka tamtych czasów. Nie mogło zabraknąć ballady o Strażnikach Teksasu (Texas Rangers), zwłaszcza że w tekście występuje miasto San Antonio. Komu mało, jest i wersja rockowa zespołu Cordelia’s Dad. Śpiewa Tim Eriksen, już obecny na naszej liście.

Są dwa utwory ze ścieżki dźwiękowej filmu. Niektóre pieśni powracają w różnych wykonaniach. Jest nawet organowe opracowanie Wondrous Love Samuela Barbera.