O dzieleniu się i o podziałach

Co najlepiej zapamiętano z życia św. Marcina? Dwa wydarzenia, jak dwa obrazy. Wszyscy znają scenę z Marcinem na koniu, rozcinającym swój wojskowy płaszcz, aby okryć ubogiego. Ci, którzy odmawiają brewiarz, pamiętają, że święty, już jako biskup, choć tęsknił za niebem, dał się namówić na pozostanie na ziemi, aby zażegnać gorszący spór. Jak pisze jego biograf,

Marcin na długo wcześniej znał dzień swojej śmierci i zapowiadał braciom, że bliskie już jest jego rozłączenie z ciałem. Tymczasem wynikła potrzeba udania się do diecezji Candes, ponieważ duchowni tego Kościoła poróżnili się między sobą. Marcin pragnął przywrócić tam pokój. Choć dobrze wiedział o zbliżającym się końcu, nie powstrzymało go to jednak przed podróżą dla załatwienia tego rodzaju sprawy. Sądził, że będzie to szczęśliwym dopełnieniem cnót, jeśli pozostawi Kościołowi na nowo odzyskany pokój.

Na początku września rozpoczęło się czytanie Boskiej Komedii. Pod egidą amerykańskiego Baylor University poszczególne pieśni komentują literaturoznawcy, historycy, filozofowie, teologowie i inni uczeni. 10 listopada przyszła kolej na 28 pieśń Piekła. Iście dantejskie sceny! Drastyczne opisy, szczególnie wyraziste w brutalnie dosłownym przekładzie Agnieszki Kuciak. Tu przytaczam za Edwardem Porębowiczem wyjaśnienie, za co cierpią potępieńcy, których ciała nie mogą się zrosnąć, bo wciąż je rozcina jeden z diabłów.

Wszyscy, co ze mną w ten loch się dostali,

To siewcy schizmy i zgorszenie świata,

Tak połupani, że waśni wzniecali.

Tak tłumaczy należną sobie karę Mahomet, przedstawiony jako ktoś, kto doprowadził do wielkiego rozłamu. Towarzyszy mu Ali, który podzielił zwolenników Mahometa na sunnitów i szyitów. Kara rozsiekanego ciała to przykład contrapasso – bezlitosnej odpłaty dokładnie odpowiadającej winie. Patrick Burke w swoim komentarzu zwraca uwagę na to, że drastyczność opisu w tej pieśni może się wiązać z poczuciem winy Dantego, który mocno zaangażował się w spory rozbijające jedność Florencji.

Myślę nie tylko o św. Marcinie i o dantejskim piekle, ale i o tym, jak łatwo dzielić i osądzać. Jedni moi znajomi widzą w innych rodakach pseudochrześcijan, pozbawionych współczucia dla zziębniętych przybyszy. Inni wskazują zdrajców i agentów. Obywatele świata przestrzegają (kogo?) przed niebezpieczeństwem nacjonalizmu. Rząd/opozycja ma krew na rękach. Zaimek „my” pojawia się w znaczeniu wykluczającym (jako to zgrabnie określił Wojciech Stanisławski).

Jeszcze raz posłuchajmy Dantego, który oddaje głos Bertanowi de Born, trubadurowi, który zawinił nastawianiem angielskiego królewicz przeciw jego ojcu. Póki mamy głowy na karku, weźmy sobie do serca tę przestrogę. Ostrzegam, obraz jest okropny.

Że taka jedność była roztargniona

Z mej winy, własny mózg obnoszę w ręce,

Którego korzeń wewnątrz tego trzona,

Słuszność odwetu widzisz w mojej męce.

Módlmy się. Boże, Ty nas pokrzepiłeś Sakramentem jedności,  daj nam doskonałą zgodę z Twoją wolą, * abyśmy naśladując świętego Marcina w jego całkowitym poddaniu się Tobie, prawdziwie należeli do Ciebie. Przez Chrystusa, Pana naszego.