Antoś reagował bardzo agresywnie… Przyprowadzony do mnie przez nauczycielkę przyrody nie chciał w ogóle rozmawiać, tylko wykrzykiwał, że rozwali tę szkołę, że nie cierpi przyrody…
Niestety nie byłam sama, więc przeprosiłam rozmówczynię i delikatnie ujmując Antosia za rękę wyszłam z nim na szkolny korytarz. Próbowałam mu przypomnieć, że przecież tak niedawno bardzo ciepło rozmawiał o lesie, o zwierzątkach…
– Nie cierpię przyrody, nie cierpię zwierzątek!
Objęłam Antosia mocno i, chociaż czułam wyraźny opór, zaczęłam – niespodziewanie dla samej siebie – opowiadać:
– Wyobraź sobie, że dziś miałam niesamowity sen. W ciemnym lesie zobaczyłam ogromnego zwierzaka. Na sam widok obleciał mnie strach. A z naprzeciwka kicał sobie beztrosko mały zajączek. Kic, kic…
Czułam, jak Antoś bezwiednie przytula się do mnie coraz bardziej…
– Kic, kic… -powtórzyłam – I co ja widzę? Zajączek ma buzię Antosia!
– Naprawdę? Antoś z niedowierzaniem spojrzał mi w oczy i lekko się uśmiechnął.
– Naprawdę, to ja byłem tym zajączkiem? – zapytał
– Tak, naprawdę. I wtedy wzięłam cię na ręce i mocno przytuliłam, żeby cię nie skrzywdził ten wielki zwierzak.
Antoś przywarł do mnie i trwał w uścisku przez dłuższą chwilę.
– Ja chcę się przytulić do mamy – wyszeptał. Niech mnie pani zwolni, żebym mógł się przytulić do mamy!

Antoś nie ma rodziców. Nie ma nikogo. Przebywa w pogotowiu opiekuńczym oczekując na adopcję, ale… nikt go nie chce, bo jest bardzo trudnym dzieckiem. Czasami przyjmuje chłopca na sobotę i niedzielę pani Zosia. U niej też nie jest łatwo, bo problem alkoholowy przeszkadza, ale jakoś kocha Antosia. A on kocha ją bardzo!

– Dobrze, zadzwonimy do mamy – szepnęłam do ucha Antosiowi – i jeśli się zgodzi, pobiegniesz na chwilę przytulić się do niej.
– Proszę pani, ja tak naprawdę to kocham zwierzęta, las też… I to ja byłem tym zajączkiem?!
Na szczęście pani Zosia się zgodziła. Antoś już nie usłyszał mojej odpowiedzi. Pobiegł do „mamy”, aby się przytulić…

Dane mi jest być codziennie pośród takich „Antosiów”, którzy krzyczą całym swoim istnieniem o przytulenie, o miłość…

„Być Znakiem Czułej Dobroci Boga” – wzywał Jan Paweł II w Vita Consecrata.

Dane mi jest przytulać Bożym Przytuleniem tych, którzy tęsknią za prawdziwą miłością. DAREM TO JEST BOGA, że w zasięgu mego wzroku i mego serca są takie Boże Stworzenia: Marcelinki, Antosie, Agnieszki…
DAREM TO JEST BOGA, że najpierw sama doznałam takiego Przytulenia Bożego, które teraz, dzięki konsekracji, czyni mnie Znakiem Czułej Dobroci Boga…

K. B.