Niedziela, piękny poranek, Warszawa. Obudziłam się dość wcześnie jak na niedzielę. 6.05. Zaczynam się krzątać. 6.18 sms: „Oto przychodzi Ojciec: wstań, dlaczego śpisz? Oto nadchodzi Oblubieniec: wyjdź Mu naprzeciw. Oto śpieszy Pocieszyciel: dlaczego wzdychasz ogarnięty smutkiem? Otwórz Im celę swego serca, a zostanie przez Nich zamieniona w niebo”. Tekst bł. Stanisława Papczyńskiego (który 5 czerwca zostanie kanonizowany), z błogosławieństwem na niedzielę Trójcy św. Jak miło. Dumna jestem, że nie śpię i mogę odpisać natychmiast. Dużo łatwiej wejść w poranną modlitwę z taką zachętą :).

8.15. Pomyślałam, że skoro już jestem wyspana i po modlitwie, i piękny maj za oknem, warto by troszkę się ruszyć. Włożyłam dresik i truchtem pobiegłam w kierunku zewnętrznej siłowni, która jest nieopodal.

Z daleka zauważyłam, że kilka osób ćwiczy. Rzadko tam zaglądam o poranku, czasem zdarza się, że wieczorkiem tam zajrzę, by rozprostować kości. Kiedy dotarłam na miejsce chciałam powiedzieć zwyczajnie „dzień dobry”, ale zauważyłam, że wszyscy mają słuchawki na uszach i generalnie nikt nie usłyszy. Wszyscy ćwiczą, nikt na nikogo nie patrzy – przynajmniej takie robią wrażenie. Nikt się nie uśmiecha.

Zajęłam się gimnastyką i zauważyłam, że jest jedna starsza pani dzielnie machająca nogami, która nie ma słuchawek. Akurat obok niej było wolne miejsce. Stanęłam obok niej i też robię podobne wygibasy.

Dzień dobry pani, jak się cieszę, że nie ma pani słuchawek, bo mogę komuś powiedzieć „dzień dobry”. Dzień dobry, odpowiedziała. Przychodzę tu codziennie i widzę tych ludzi codziennie, ale nikt nikomu nie mówi dzień dobry. Ten pan jest tu każdego dnia.

Zaczęłyśmy rozmawiać. Mówię: wie pani, ja pochodzę ze wschodnich terenów Polski i smuci mnie taka rzeczywistość, że ludzie są razem a jakże samotni. Człowiek nie jest stworzony do samotności, człowiek jest stworzony do relacji. Pani odpowiedziała: wie pani, można mieszkać razem i być samotnym.

Nasza rozmowa wzbudziła lekkie zainteresowanie, nawet jedna z pań ze słuchawkami odpowiedziała mi uśmiechem. Przeszłam na kolejne urządzenie i myślę sobie: Boże, dziś niedziela Trójcy Świętej, święto relacji, a tu taki obrazek. Zaczęłam w sercu mówić: Boże, otwórz serca tych ludzi, zamkniętych w swojej samotności. Zaczęłam nawet nucić coś pod nosem. Pan, który przychodzi codziennie i nic nie mówi – uśmiechnął się.

Na koniec podeszłam do znajomej już starszej pani, by się pożegnać. Zapytałam jak ma na imię. Wiesława. Wiesława? To dziś są pani imieniny!!! Tak. Wszystkiego najlepszego!
I uściskałyśmy się na zakończenie.

Monika