Przeczytałam tekst Ojca Jarosława Kupczaka „Modlitwa dla zmęczonych i zabieganych”. Moim zdaniem to strzał w dziesiątkę. W sam raz na adwentowy nowy początek!

Modlitewne propozycje Ojca Jarosława zainspirowały mnie do podzielenia się jeszcze jednym odkryciem. Otóż usłyszałam świadectwo osoby, która modli się za wstawiennictwem… dzieci zmarłych przed narodzeniem. Przyznam, że nigdy wcześniej nie myślałam o tych dzieciach jak o świętych. A one na pewno są bardzo blisko Pana Boga. Zwłaszcza te, które zostały zamordowane z premedytacją. Toż to przecież męczennicy! A inne, te, które jako „poronione płody” zostały wrzucone do pojemników z odpadami medycznymi? Też miały już duszę i ciało.

Dzisiaj coraz częściej takie maleńkie ciałka mogą zostać pogrzebane na cmentarzu. Kiedyś nikomu nic takiego nie przyszło do głowy. Tak samo, jak długo nie przychodziło nam do głowy, że matki takich utraconych dzieci też mają potrzebę przeżycia żałoby. Myślę, że wiele z nich nigdy nie odzyska pełnej równowagi po tamtej stracie, choć minęły już dziesiątki lat. Znam osoby, która straciły kilkoro dzieci, zanim w końcu doczekały szczęśliwych narodzin upragnionego potomstwa. Gdyby uświadomiły sobie, że mają w Niebie orędowników, pewnie byłoby im dużo łatwiej.

Jest również podpowiedź dla matek, które nie radzą sobie z wyrzutami sumienia po grzechu aborcji: poprosić dziecko o wybaczenie i również mieć w nim orędownika.

Dzielę się tym odkryciem u progu Adwentu. Sama już zaczęłam prosić trójkę dzieci utraconych przez bliską mi osobę, o wstawiennictwo w ważnej sprawie.

Takich dzieci są miliony. Może to niewykorzystany potencjał miłości?

Anna Maria